Argentyna to państwo cykliczne. Co dekadę wstrząsają nim kryzysy ekonomiczne, a odsuwani od władzy peroniści regularnie do niej wracają. Zaskoczenia więc nie było: podobnie jak w sierpniowych prawyborach lewicowiec Alberto Fernández wygrał z urzędującym wolnorynkowcem Mauriciem Macrim. Prawybory w Argentynie są obowiązkowe i służą jako kwalifikacje do właściwych wyborów – mogą w nich brać udział tylko partie, które w prawyborach zdobędą 1,5 proc. głosów.
W niedzielę, choć przewaga nad konkurentem zmalała względem prawyborów o 9 pkt proc., Fernández zapewnił sobie zwycięstwo już w pierwszej turze, zdobywając 48 proc. głosów (do triumfu wystarcza tu 45 proc. albo 40 proc. i 10 pkt przewagi nad rywalami). Poprzedni prezydent obiecywał stabilizację i powrót na ścieżkę zrównoważonego wzrostu gospodarczego. Mówił o dwóch dekadach spokoju i ostatecznym zerwaniu z interwencjonizmem peronistów.
Rzeczywistość okazała się inna. Galopująca inflacja, bezrobocie, podwyżki cen i rosnące niezadowolenie społeczne spowodowały, że Argentyńczycy podziękowali Macriemu już cztery lata po euforii związanej z jego wyborem. – Jego rząd ochrzczono najlepszą ekipą ostatnich 50 lat. Syn milionera, przedsiębiorca i dyrektor klubu sportowego Boca Juniors, obiecał Argentyńczykom powrót do świata, ale wybrał zły moment, okres powrotu do protekcjonizmu i wojen celnych, co przyczyniło się do jego porażki – ocenia dr Piotr Łaciński, dyrektor Ośrodka Badań nad Ameryką Łacińską i Karaibami w Collegium Civitas.
Choć Fernández jest bliskim współpracownikiem byłej prezydent Cristiny Fernández de Kirchner, która obejmie urząd wiceprezydenta, jego rządy nie muszą oznaczać powrotu do obietnic socjalnych z czasów jej rządów. – Raczej nie będzie restauracji kirchneryzmu. Elekt reprezentuje umiarkowane skrzydło peronistów. Peronizm nie jest ruchem rewolucyjnym, choć retoryka antyrynkowa może się pojawiać w wypowiedziach rządzących – dodaje dr Łaciński.
Reklama
Fernández został prezydentem także dlatego, że nie ukrywał dystansu wobec żądającego cięć budżetowych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W kampanii podkreślał, że Argentyna nie jest w stanie sprostać dalszemu obniżaniu świadczeń socjalnych czy podwyżkom cen za usługi publiczne. Należy się zatem spodziewać kolejnych rozmów o umorzeniu, a przynajmniej odłożeniu w czasie spłaty zaciągniętego przez poprzednika w zeszłym roku długu wartego 57 mld dol.
Szefowa MFW Kristalina Georgiewa, wysyłając gratulacje, zapewniła, że jest gotowa do współpracy w celu ustabilizowania gospodarki. Rynki spodziewające się już porażki swego faworyta nie zareagowały popłochem. Kurs peso w stosunku do dolara jest nawet wyższy niż w piątek przed wyborami. Argentyński bank centralny w poniedziałek zapowiedział jednak ochronę rezerw walutowych. Możliwe będzie jedynie wypłacenie 200 dol. miesięcznie za pośrednictwem rachunków bankowych i 100 dol. w gotówce.
Wybór Fernándeza może przynieść też zasadnicze zmiany w polityce zagranicznej. Gorliwy zwolennik Macriego, prezydent Brazylii Jair Bolsonaro, zadeklarował, że choć nie zwróci się przeciwko prezydentowi elektowi, to z pewnością mu nie pogratuluje. Wcześniej jego bliski współpracownik Paulo Guedes w przypadku triumfu peronisty nie wykluczał nawet wystąpienia ze Wspólnego Rynku Południa, organizacji integrującej południowoamerykańskie gospodarki.
Tak gwałtowne ruchy są jednak wątpliwe, choćby ze względu na interesy gospodarcze obu państw i chęć ustabilizowania wstrząsanego kryzysami od Boliwii i Chile po Ekwador i Wenezuelę kontynentu. Fernández obejmie urząd 10 grudnia. – Założyciel ruchu peronistowskiego Juan Perón miał powiedzieć, że „jeśli nas obalą 1000 razy, 1000 razy też wrócimy” – mówi dr Łaciński. Triumf kolejnego polityka reprezentującego ten nurt zdaje się potwierdzać te słowa.