Każdego dnia na okupowanych terenach Ukrainy przebywa kilka tysięcy rosyjskich wagonów kolejowych. Część wywozi węgiel, który potem trafia także do Polski.
Reklama
STACJA KOLEJOWA USPIENSKAJA / DGP
Stacja Uspienskaja w miejscowości Awiło-Uspienka leży kilkaset metrów od ukraińsko-rosyjskiej granicy. Jest ostatnim przystankiem kolejowym na szlaku łączącym rosyjski obwód rostowski z zajmowanym przez samozwańczą Doniecką Republikę Ludową (DRL) obszarem Ukrainy. Cztery tory – po dwa w każdą stronę – i niewielki dźwig. Tymczasem według danych rosyjskich kolei RŻD 20 lipca miało tam stać 5258 wagonów.
Śledztwo przeprowadził ukraiński „Inforpost”. Serwis powstał na bazie lokalnej internetowej gazety z Debalcewa. Kiedy miasto dostało się pod okupację, część jej współpracowników wyjechała na tereny kontrolowane przez Ukrainę. Inni, zachowując ścisłe zasady konspiracji i anonimowość, pomagają „Inforpostowi” z terenów okupowanych. O tym, jak niebezpieczne to zajęcie, świadczy los doniecczanina Stanisława Asiejewa, który za współpracę z ukraińskimi mediami dostał przed tygodniem od sądu DRL wyrok 15 lat więzienia.
Oczywiście 5258 wagonów pozostaje w Awiło-Uspience tylko na papierze. Gdyby ustawić je w jednym składzie, zajęłyby 65 km torów. W papierach przewozowych stacja widnieje jako miejsce załadunku, choć nawet na zdjęciach satelitarnych widać, że nie ma tam infrastruktury, która by na to pozwalała. Gdy według rosyjskiej bazy danych stoją przed granicą, w rzeczywistości ją przekraczają i bez kontroli ukraińskich celników wspomagają handel z samozwańczymi republikami ludowymi. Wagony należą do państwowych firm FGK i RŻD.
W ten sposób państwo rosyjskie, teoretycznie nieuznające państwowości DRL, wspiera kontrabandę. Wagony z logo obu spółek i oznaczającym Rosję kodem 20 były wielo krotnie filmowane na terenach okupowanych, m.in. w Charcyzie, Gorłówce i Jenakijewem. Niekiedy do składów podczepia się wagony bez jakichkolwiek oznaczeń. To kolejowy odpowiednik znanych z inwazji na Krym zielonych ludzików, niezgodny z międzynarodowym prawem przewozowym. Teoretycznie nieoznaczonych wagonów nie powinna przyjąć żadna stacja kolejowa.
O przerzucaniu towarów przez granicę mówią też raporty misji monitorującej Organizacji Współpracy i Bezpieczeństwa w Europie. „Na torach jakieś 500 m na południe od stacji kolejowej w Debalcewie ujawniono wagony dla transportu węgla (niektóre zapełnione, a pozostałe puste). Na niektórych były znaki i logotyp RŻD, a na innych – FGK Federacji Rosyjskiej” – czytamy w dokumencie z 21 września. Dziennie tylko przez Awiło-Uspienkę granicę przekracza ponad 300 wagonów. A jest jeszcze Gukowo, którędy prowadzi analogiczny szlak na tereny samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej.
„Okupanci wwożą surowce: rudę żelaza, koncentrat koksowy i węglowy, a także paliwo samochodowe – benzynę, ropę, propan-butan. Wywożą z Donbasu antracyt i złom metalowy” – pisze „Inforpost”. W ten sposób Ukraińcy uzupełnili prowadzone przez DGP od 2017 r. śledztwo w sprawie węgla, który z okupowanego Donbasu trafia do Polski i innych państw. Z pseudorepublik jest on wywożony właśnie takimi wagonami widmami. Według naszych danych od marca 2017 r., gdy Ukraina zakazała handlu z separatystami, do końca lipca 2019 r. nad Wisłę dotarło 389 tys. ton donbaskiego antracytu.
Nad przewozami czuwają struktury kontrolowane przez ukraińskiego oligarchę Serhija Kurczenkę, który od obalenia jego politycznego patrona Wiktora Janukowycza w 2014 r. przebywa na emigracji w Rosji. Wielkimi przedsiębiorstwami na terenie DRL/ŁRL zarządza zarejerestrowany w separatystycznej Osetii Południowej Wniesztorgsierwis, a pośrednikami handlowymi są inne kurczenkowskie przedsiębiorstwa – CEŁR i Gaz-Aljans. W marcu 2018 r. ta ostatnia spółka, w wyniku interwencji rosyjskich władz, stała się monopolistą w wywozie towarów z okupowanego Zagłębia Donieckiego.
Jak pisaliśmy, węgiel z Donbasu trafia do rosyjskiej elektrowni w Nowoczerkasku, na anektowany Krym oraz za granicę. Do Polski jedzie koleją przez Białoruś – w bazach danych RŻD, które widzieliśmy, Gukowo i Uspienskaja pojawiają się niejednokrotnie jako stacje załadunku. Do państw Europy Południowej i na Bliski Wschód płynie statkami przez Morze Czarne. Na Zachód do niedawna trafiał przez bałtycki port Ust-Ługa nieopodal Petersburga, ale w ostatnich miesiącach ten szlak z niejasnych przyczyn został wygaszony.
Zyski z eksportu pomagają utrzymać wojskowe dyktatury w Doniecku i Ługańsku. Trafiają też bezpośrednio do kieszeni przywódców pseudorepublik. – Potrzebujemy nowego modelu funkcjonowania republikańskiej gospodarki z uwzględnieniem silnego czynnika eksportowego – mówił lider DRL Denys Puszylin, otwierając wczoraj forum inwestycyjne w Doniecku. Jak pisze rosyjski „RBK”, uczestnicy konferencji unikali kamer i w większości starali się zachowywać dyskrecję.
Zyski z eksportu idą na utrzymanie dyktatur w pseudo-republikach