Już we wtorek przed kluczowym głosowaniem w Izbie Gmin brytyjscy dyplomaci przyznawali w nieoficjalnych rozmowach, że zdecydowanie wzrosła szansa na brexit z umową.
Magazyn DGP 25.10.19. / Dziennik Gazeta Prawna
Premier Boris Johnson nie tylko zdołał zjednoczyć wokół wynegocjowanego porozumienia eurosceptyków i zwolenników integracji w Partii Konserwatywnej, lecz także przeciągnął na swoją stronę część opozycyjnych laburzystów.
Reklama
W efekcie Izba Gmin poparła umowę rozwodową z UE, a Johnson, który do tej pory przegrywał wszystkie głosowania w parlamencie, odniósł upragniony sukces. Za jego propozycją opowiedziało się 329 posłów, przeciwnych było 299.
Niedługo potem Izba Gmin odrzuciła jednak wniosek o zakończenie w ciągu trzech dni prac nad ustawą o porozumieniu w sprawie wystąpienia z UE („za” było 308 parlamentarzystów, „przeciw” – 322). – Można powiedzieć, że jest remis. Ustawa poparta, ale harmonogram nie. Teraz wybory i zobaczymy, czy w lutym 2020 r. uda się Brytyjczykom wyjść ze Wspólnoty. Rozpisanie wyborów parlamentarnych w Zjednoczonym Królestwie wydaje się nieuniknione – uważa dr Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Wyborów możemy spodziewać się do marca – dodaje dr Przemysław Biskup, specjalista ds. polityki brytyjskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. To zwykle wtedy głosowana jest Finance Act, czyli ustawa budżetowa.

Reklama
Brexit jest więc przesądzony, a pod znakiem zapytania pozostaje tylko jego termin. Jest kilka scenariuszy. Jeśli choć jeden kraj Wspólnoty sprzeciwi się przesunięciu daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, to do brexitu dojdzie 31 października bez umowy, gdyż Izba Gmin nie zgodziła się na przyspieszony tryb prac nad ustawą wdrażającą porozumienie w życie. – Polska chce wyjścia Wielkiej Brytanii z UE na podstawie umowy. Nasze podejście do przedłużenia negocjacji brexitowych będzie pozytywne – mówiła Małgorzata Kałużyńska, szefowa departamentu ekonomicznego Unii Europejskiej w MSZ jeszcze przed wtorkowym głosowaniem w Izbie Gmin. Przesunięcie daty rozwodu na 31 stycznia 2020 r. poparli już liderzy frakcji politycznych w Parlamencie Europejskim.
– Od samego początku w negocjacjach między UE i Wielką Brytanią widać ogromne napięcie między wewnętrznymi celami polityki brytyjskiej a celami polityki europejskiej – zaznacza dr Przemysław Biskup.

Koniec snu o potędze

Analitycy zwracają uwagę, że brexit będzie miał daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa i miejsca UE w polityce międzynarodowej. – Unia Europejska traci szansę na pozycję globalnego mocarstwa. To Wielka Brytania powstrzymywała rozłam na linii NATO – UE i tworzenie alternatyw dla tego sojuszu – uważa Wojciech Lorenz, analityk ds. bezpieczeństwa PISM.
Choć jest to czarny scenariusz, nie ma wątpliwości, że takie kraje jak Francja zdecydowanie dążą do wzmacniania unijnych struktur kosztem współpracy z USA. Eksperci uważają, że wyjście z UE mocarstwa nuklearnego, jakim jest Wielka Brytania, przyczyni się właśnie do rozszerzenia wpływów Paryża, lecz także zwiększenia zagrożenia ze strony Rosji. – Moskwa wzmocni swój polityczny i wojskowy wpływ na Europę Wschodnią i Centralną, a Polskę będzie traktować jako strefę buforową. Rosja jest przeciwna jakiemukolwiek dalszemu rozszerzaniu UE i NATO, traktując to jako ograniczanie swojej strefy wpływów na terenach postsowieckich – podkreśla Wojciech Lorenz. Jego zdaniem w tej sytuacji Polska powinna uczestniczyć w inicjatywach ds. bezpieczeństwa w ramach UE, m.in. PESCO (ang. Permanent Structured Cooperation), pod którą podpisało się 25 spośród 28 państw UE (wyjątkami są Wielka Brytania, Dania oraz Malta). Lorenz twierdzi, że brexit wiąże się również z osłabieniem gwarancji bezpieczeństwa dla Finlandii i Szwecji, które nie należą do NATO, a które dotąd były chronione przez sojusznika unijnego z potencjałem nuklearnym.
Co więcej, eksperci podkreślają, że w sytuacji zbliżającego się brexitu mało prawdopodobne wydaje się dalsze rozszerzanie Unii i NATO. Kraje UE potwierdziły perspektywę członkostwa dla Albanii i Macedonii Północnej w czerwcu 2018 r. Możliwość rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych przesunięto na czerwiec 2019 r., uzależniając to od wdrażanych reform. Kiedy nadszedł czas na podjęcie decyzji, Wspólnota po raz kolejny postanowiła ją jednak odłożyć, obiecując wydanie zgody na oficjalne rozmowy podczas październikowego szczytu UE. Prezydent Francji Emmanuel Macron ponownie sprzeciwił się jednak rozpoczęciu negocjacji o przystąpieniu Albanii i Macedonii Północnej do UE. Brytyjski dziennik „Financial Times” nazwał zablokowanie procesu akcesyjnego historycznym błędem UE. Podobnie skomentował francuskie weto przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk oraz Federica Mogherini, wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych. Pojawiły się głosy, że zamykając drzwi dla ekspansji Wspólnoty, Francja pozbawiła Unię ważnego narzędzia polityki zagranicznej wobec sąsiadów – nie tylko z całego regionu Bałkanów, lecz także Mołdawii, Ukrainy czy Gruzji.

Rządy strefy euro

Po brexicie polscy dyplomaci spodziewają się powrotu do dyskusji na temat wspólnego budżetu strefy euro oraz dopasowywania wewnętrznego rynku unijnego do rozwiązań służących bogatym państwom starej Europy, w tym Francji. Wielka Brytania i Polska miały w wielu sprawach zbieżne stanowiska, jak w przypadku unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. – Po brexicie będziemy mieć do czynienia z dalszą emancypacją strefy euro, czego orędownikiem jest Francja – uważa Krzysztof Bednarek z MSZ.
O wzmocnieniu roli strefy euro po brexicie przekonana jest również Agata Gostyńska-Jakubowska z Centre for European Reform. Według niej w utrzymaniu równowagi we Wspólnocie mogą pomóc takie kraje jak Holandia, która sprzeciwiając się dominacji niemiecko-francuskiej na kontynencie, zbudowała koalicję mniejszych państw, nazwaną Hanza 2.0. Jej członkowie opowiadają się za bardziej prorynkowymi rozwiązaniami niż protekcjonizmem gospodarczym, który postuluje m.in. Francja.
Eksperci podkreślają, że zarówno Polska, jak i cała UE w negocjacjach brexitowych za wszelką cenę próbują oddzielić kwestie bezpieczeństwa od spraw gospodarczych. Zdaniem dr. Przemysława Biskupa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, będzie to trudne, ponieważ obronność i wydatki na broń są również przedmiotem debaty na Wyspach. Tamtejsi politycy konserwatywni i laburzyści mają różne priorytety w tej kwestii.
Polski MSZ stara się tonować nastroje związane z brexitem oraz wynikającymi z niego potencjalnymi zagrożeniami geopolitycznymi, a także tymi lokalnymi, związanymi z życiem Polaków mieszkających w Zjednoczonym Królestwie. – Niezależnie, czy brexit będzie z umową, czy bez, mamy zagwarantowane prawa obywateli polskich mieszkających na Wyspach. Apelujemy jednak o składanie wniosków o status osoby osiedlonej w Wielkiej Brytanii – mówi Małgorzata Kałużyńska z MSZ, dodając, że na koniec września takie dokumenty złożyło około 38 proc. Polaków w Zjednoczonym Królestwie (jest na to czas do końca 2020 r.). I jest to największy odsetek wśród cudzoziemców.
Ostatni raport Narodowego Banku Polskiego pokazuje, że Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii są spokojni o swój status i samego brexitu się nie obawiają, jednak po raz pierwszy od 2004 r., czyli od momentu przystąpienia do UE i otwarcia rynku pracy, populacja rodaków, którzy osiedlili się na Wyspach, zaczęła się zmniejszać.