Na początku października przedstawiciele państw UE znów usłyszą pytanie: ilu migrantów jesteście w stanie do siebie przyjąć? Wraz z nim spór wybuchnie na nowo.
Reklama
Treść porozumienia wypracowały największe kraje Wspólnoty (nie licząc Wielkiej Brytanii), czyli Francja, Niemcy i Włochy do spółki z Maltą oraz Finlandią sprawującą teraz rotacyjne przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Zakłada ono stworzenie mechanizmu relokacyjnego, w ramach którego państwa członkowskie przyjmowałyby u siebie migrantów docierających do portów na wybrzeżu Morza Śródziemnego.
Na razie politycy z tych krajów, świadomi, jakie kontrowersje wzbudza polityka migracyjna, nie chcą podawać szczegółów. Z dostępnych informacji wynika, że propozycja – nazwana „tymczasowym mechanizmem kryzysowym” – jest dobrowolna. To znaczy państwa członkowskie same miałyby deklarować, ilu przybyszów są w stanie przyjąć.
– Ta propozycja to pilotaż, ograniczony czasowo i skoncentrowany na tych migrantach, którzy dotrą do unijnych portów w wyniku operacji ratunkowych na Morzu Śródziemnym. Jeśli jednak takie rozwiązania mają być funkcjonalne, to wymagają odpowiedniej liczby państw członkowskich – mówiła w poniedziałek Maria Ohisalo, szefowa fińskiego resortu spraw wewnętrznych.
Propozycja ma być dobrowolna, ale w pewnym sensie automatyczna: chodzi o to, żeby z góry było wiadomo, jaki odsetek przybyłych migrantów trafi do jakiego kraju. Włochy więc zadeklarowały, że są gotowe gościć u siebie 10 proc. przybyszów. Francja i Niemcy miały zadeklarować po 25 proc.
– Zgadzamy się co do jednego: uchodźców trzeba przenosić do innych krajów. Nie możemy zostawić Włoch i Malty z tym samych. Przedyskutujemy liczbę uchodźców, jaką poszczególne kraje są gotowe przyjąć, 8 października na spotkaniu w Luksemburgu, bo to zależy od tego, ile państw będzie chciało przystąpić do tego mechanizmu – mówił minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer.
Cel porozumienia jest ten sam, co niesławnego mechanizmu relokacyjnego z 2015 r., który wzbudził sprzeciw Polski, Czech, Słowacji i Węgier: chodzi o to, żeby zdjąć ciężar opieki nad migrantami z barków krajów, do których docierają – szczególnie Włoch. Nie mogąc doprosić się w Unii stworzenia wspólnej polityki migracyjnej, Rzym – decyzją byłego już ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego – zamknął włoskie porty dla przybyszów zza Morza Śródziemnego i ścigał organizacje pozarządowe, które niosły im pomoc.
Działania Salviniego w Unii krytykowano, ale rozumiano też, że biorą się z poczucia, jakoby Włochów pozostawiono z migracją samych. Z tego względu dyplomaci Francji i Niemiec już w wakacje zaczęli rozmawiać o tymczasowym rozwiązaniu, na mocy którego Rzym mógłby przekazać część imigrantów do innych krajów. Udział Włochów w rozmowach umożliwiła koalicyjna zmiana – z rządu wypadła Liga z Salvinim na czele, a do koalicji z Ruchem 5 Gwiazd przystąpiła centrolewicowa Partia Demokratyczna.
Zmiana w podejściu kraju do migrantów była równie błyskawiczna, co upadek rządu z Salvinim na stanowisku wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych. 5 września prezydent Sergio Mattarella zaprzysiągł nową radę ministrów, a dziesięć dni później pierwszy od dawna statek z prawie setką migrantów na pokładzie przybył na włoską wyspę Lampedusa. W ub. tygodniu na Sycylię zawinęła jednostka z prawie dwustu osobami uratowanymi z gumowych tratw. Giuseppe Conte, który w nowym rządzie zachował posadę premiera, obiecał również rewizję dotychczasowej polityki władz w Rzymie.
Ustalenia dotyczące nowego mechanizmu relokacyjnego przypadły na czas wyjątkowo niskiej migracji. Między styczniem a połową września br. do Europy przez Morze Śródziemne dotarło 63 tys. osób; w analogicznym okresie ub.r. było to 78 tys., co oznacza spadek o 19 proc. rok do roku. Co ciekawe, nastąpił on zwłaszcza we Włoszech, gdzie liczba docierających na wybrzeże przybyszów zmniejszyła się z 20,8 tys. do 6,5 tys., co oznacza spadek o 68 proc.
Propozycja dowodzi również, że dyskusja na temat migracji we Wspólnocie jest daleka od zakończenia i wciąż problem ten widziany jest w kategorii solidarności bądź jej braku. – Unia Europejska wciąż nie wykazała się wystarczającą solidarnością z krajami, do których przybywają migranci, w szczególności z Włochami – mówił w ub. tygodniu prezydent Francji Emmanuel Macron. To oznacza kłopoty dla rządów państw, które propozycje w zakresie migracji krytykują, ale nie zgłaszają własnych.