- Społeczeństwa Bałkanów Zachodnich są proeuropejskie, jednak opóźnianie procesu integracyjnego, tworzenie sztucznych barier przed rozpoczęciem rozmów może zmienić ich nastawienie - mówi Jacek Czaputowicz, szef MSZ.
Albania i Macedonia Północna liczyły na rozpoczęcie rozmów akcesyjnych, ale Unia Europejska powiedziała „nie”. Jaki to będzie miało wpływ na klimat spotkań podczas szczytu Bałkanów Zachodnich w Poznaniu?
To, co dzieje się w UE, i proces berliński to różne kwestie. Polska należy do grupy państw, które opowiadają się za otwarciem rozmów z państwami Bałkanów Zachodnich. To byłby ważny sygnał dla tych krajów i społeczeństw, że UE wspiera je i ich oczekuje. To mogłoby wzmocnić procesy reform i potwierdzić sens tej polityki. Dlatego jesteśmy rozczarowani decyzją o odłożeniu rozmów akcesyjnych z Albanią i Macedonią Północną do października br.
Reklama
W Poznaniu odbędzie się szczyt Bałkanów Zachodnich w ramach procesu berlińskiego. Został on zainicjowany przez kanclerz Angelę Merkel w 2014 r., a jego celem jest rozbudowa infrastruktury w krajach Bałkanów Zachodnich, wsparcie społeczeństwa obywatelskiego, podtrzymanie europejskiego nurtu w polityce. Polska sprawuje przewodnictwo w ramach tego procesu, a szczyt w Poznaniu zwieńczy nasze działania. To jeden z priorytetów naszej dyplomacji. Wiele czasu i wysiłku poświęciliśmy kontaktom i rozeznaniu tego, jakie są oczekiwania tych państw.
Do Poznania na zaproszenie premiera Mateusza Morawieckiego przyjadą szefowie rządów sześciu krajów Bałkanów Zachodnich i inni przywódcy państw (m.in. kanclerz Angela Merkel, premier Theresa May, premier Édouard Philippe, a także reprezentujący UE: Federica Mogherini i Johannes Hahn, oraz OECD: Jose Angel Gurria). Odbędą się spotkania ministrów: spraw zagranicznych, któremu będę przewodniczył, gospodarki i spraw wewnętrznych, a także fora: biznesu, społeczeństwa obywatelskiego i think tanków.

Reklama
Jaki jest bilans naszego przewodnictwa w procesie berlińskim?
Dzięki temu przewodnictwu prezentujemy się jako państwo zaangażowane w realizację istotnego celu UE. Przyjęcie przewodnictwa w procesie berlińskim dało nam także pewną płaszczyznę do umocnienia stosunków z samymi Niemcami, którzy są inicjatorami procesu.
Na skutek konfliktów w latach 90. państwa Bałkanów Zachodnich nie przystąpiły do UE. Ale są w Europie i mają swoje prawa. Traktaty mówią o tym, że państwa europejskie mają prawo ubiegać się o członkostwo w UE. Oczywiście, odnotowujemy, że wypełnienie kryteriów koniecznych dla członkostwa w UE stanowi dla nich wyzwanie. Muszą one przeprowadzić konieczne reformy i rozwiązać takie problemy jak korupcja. Ten proces transformacji jest długotrwały, ale wierzę, że możliwy. Osiągnięcie porozumienia w sprawie nazwy Macedonii Północnej jest tego przykładem. Nie mniej ważne dla regionu i UE są wymiary geopolityczny i bezpieczeństwa, rywalizacji mocarstw. Rosja zainteresowana jest Serbią i Czarnogórą, Turcja – Bośnią i Hercegowiną oraz Albanią. W regionie mocno zaangażowane są Chiny, które budują infrastrukturę i przyznają kredyty.
Czy Unia Europejska już teraz nie przegrywa rywalizacji w regionie? Kraje bałkańskie dużo chętniej korzystają z kredytów chińskich niż unijnej pomocy obarczonej wieloma wymaganiami.
Społeczeństwa Bałkanów Zachodnich są proeuropejskie, jednak opóźnianie procesu integracyjnego, tworzenie sztucznych barier przed rozpoczęciem rozmów może zmienić ich nastawienie. Prognozowany przez Komisję Europejską termin przyjęcia do UE niektórych z państw z tej szóstki w 2025 r. to moim zdaniem dobry termin. – Gdy pod koniec lat 90. Polska usłyszała, że jej akcesja nastąpi za siedem lat, to też byliśmy rozczarowani. Jednak – z perspektywy czasu – widzimy, że te lata przygotowań są potrzebne. Niestety, niektórzy z członków UE nie chcą rozpoczęcia rozmów.
Francja, Holandia, Dania…
W tych państwach otwarcie UE na nowych członków źle się kojarzy. W mojej ocenie jest to postawa egoistyczna, która nie bierze pod uwagę szerszego interesu UE.
Potencjał ludnościowy Bałkanów Zachodnich nie jest na tyle duży, by presja migracyjna była ogromna. Zresztą niektóre kraje mają już teraz ruch bez wizowy.
Widać tu pewien dysonans. Zagrożeniem jest nie tyle migracja, ile drenaż specjalistów i osób aktywnych z państw Bałkanów Zachodnich. Obawy i brak poparcia dla rozszerzenia dotyczą krajów, które określają siebie jako otwarte i proeuropejskie. A tak naprawdę państwa te dążą do realizacji własnych krajowych priorytetów. My staramy się myśleć o interesie całej Europy.
Współpraca z Bałkanami Zachodnimi może być przykładem dla Partnerstwa Wschodniego?
W tym roku mija 10. rocznica narodzin Partnerstwa Wschodniego i jest to dobry moment do zastanowienia się, co więcej można zrobić. Naszym celem jest wykorzystanie doświadczenia ze współpracy z Bałkanami Zachodnimi w polityce wschodniej. Proponujemy zbliżenie ustawodawstwa, rozwijanie współpracy sektorowej i instytucjonalizację. Warto rozważyć budowę Regionalnego Obszaru Gospodarczego dla Partnerstwa Wschodniego. Obecnie taką funkcję na Bałkanach pełni CEFTA. Powinniśmy zarazem dostosować poszczególne rozwiązania do warunków miejscowych i oczekiwań naszych partnerów. To od krajów partnerskich zależy, jak współpraca z UE będzie się rozwijała.