Szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevičius jest przekonany, że nieobecność Iranu na konferencji bliskowschodniej nie była problemem. Ocenia też przyczyny sporów białorusko-rosyjskich i opisuje unijne przygotowania do brexitu.
Najbliżsi sojusznicy Stanów Zjednoczonych w Europie na ubiegłotygodniową konferencję bliskowschodnią do Warszawy wysłali ministrów spraw zagranicznych. Wśród nich znalazła się też Litwa. Ale wiele państw zachodnioeuropejskich było reprezentowanych na znacznie niższym szczeblu. Jak pan interpretuje tę sytuację? Mamy do czynienia z podziałem?
Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z tej sytuacji. Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze znaczenia Stanów Zjednoczonych. Czegokolwiek byśmy nie mówili, bez tego kraju trudno znaleźć rozwiązanie dla Bliskiego Wschodu. Wszystkie wysiłki w tym zakresie są warte uwagi. Nie wprowadzałbym jednak szufladek poprzez mówienie o podziale czy o tym, kto został na szczyt zaproszony, a kto nie. Zaangażowanie USA jest ważne. Dobrze też, że konferencja została zorganizowana w Europie, w Warszawie. Inne państwa powinny znaleźć wytłumaczenie – może optują za inną formą zaangażowania, może nie podobała im się ta konferencja. To ich sprawa. My powinniśmy wykorzystać każdą szansę na znalezienie rozwiązania dla Bliskiego Wschodu.
Reklama
W polskiej debacie na ten temat jednym z ważniejszych pytań było to, czy powinniśmy rozmawiać o Iranie bez jego udziału.
Powinniśmy rozmawiać o rozwiązaniach dla Bliskiego Wschodu. Skoro zdecydowaliśmy, że powinniśmy mówić o innych krajach, to rozmawiajmy. O Rosji też zwykle rozmawiamy pod nieobecność Rosji. Nie ma z tym problemu, nie istnieje taka zasada.

Reklama
Skoro mowa o Rosji, jak pan ocenia ostatnie napięcia w relacjach białorusko-rosyjskich?
Nie dysponujemy pełną informacją na ten temat. Powinniśmy obserwować, co się stanie. Ale musimy też pamiętać, że Państwo Związkowe Białorusi i Rosji istnieje od lat. Umowa o jego powstaniu nie została w pełni wdrożona – nie wprowadzono np. wspólnej waluty. Ale Białoruś jest w znacznej mierze wintegrowana w Rosję. Pod wieloma względami – gospodarka, dostawy surowców energetycznych, służby specjalne. Powinniśmy pamiętać o całościowym obrazie sytuacji. Przyjmować rzeczywistość taką, jaka ona jest. Jeśli ktoś uważa inaczej, nie sądzę, by zachowywał realizm. To od Rosji przede wszystkim zależy, jak długo potrwa obecna sytuacja. A potrwa tak długo, jak długo będzie użyteczna dla Moskwy. Białorusini od dawna starają się zajmować stanowisko pośrednie, czasem współpracując z Europą, czasem z Rosją. Według mnie ta niejednoznaczność będzie trwać, dopóki będzie użyteczna dla Moskwy.
Według pana napięcia rosyjsko-białoruskie są sztuczne?
Niezupełnie. Sądzę, że napięcia są związane z rzeczywistą sytuacją państwa znajdującego się w trakcie procesu integracji z Rosją. Trudno osądzać – nie wiem nawet, czy powinienem – jak długo to potrwa i jaka będzie dynamika tego procesu.
Ten rok przyniesie podwójne wybory na Ukrainie. Czego się pan po nich spodziewa?
To sprawa Ukraińców. My oczekujemy, że Ukraina będzie kontynuować kierunek eurointegracyjny i będzie przezwyciężać problemy wynikające z rosyjskiej agresji. Wybory zawsze są ważne. Startuje wielu kandydatów, ktoś mógłby powiedzieć, że zbyt wielu (Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała 44 chętnych – red.), ale sądzę, że każdy z faworytów, jeśli wygra, będzie kontynuował dotychczasowy kurs. Co by się nie stało, to od Ukraińców zależy, kogo wybrać. My będziemy gotowi do współpracy z każdym przywódcą.
W ostatnim czasie pojawiło się kilka propozycji rozwiązania problemu Zagłębia Donieckiego. Jakie byłoby najlepsze rozwiązanie w rozumieniu Litwy?
Po pierwsze, Rosja powinna powstrzymać agresję przeciwko Ukrainie, wycofać stamtąd personel wojskowy i wtedy rozwiązanie się znajdzie. Bez tego będzie to trudne. Żeby rozwiązać kryzys, wystarczy jeden telefon z Moskwy. To kolejny przypadek, w którym status quo będzie trwać dopóty, dopóki będzie użyteczne dla Rosji. Zwykle tworzy ona zamrożone konflikty – lub gorące, jak na Ukrainie – by kontrolować sytuację. Niestety, ta taktyka jest podejmowana także w innych miejscach. Rozwiązanie zostanie znalezione, jeśli Rosjanie przestaną się wtrącać. Nawet teraz mówią, że nie akceptują przywódców Ukrainy, np. że zamierzają współpracować, ale z innym prezydentem niż obecny. W mojej ocenie nie powinniśmy oczekiwać wiele od formatu normandzkiego (Francja, Niemcy, Rosja, Ukraina – red.). Trudno się spodziewać, aby Rosjanie uwolnili marynarzy pojmanych po incydencie wojskowym w regionie Morza Azowskiego. Nic takiego się nie wydarzy. To też pokazuje, w jaki sposób Rosjanie mieszają w sytuacji politycznej – pośrednio i bezpośrednio.
Dlaczego więc tak trudno znaleźć w Radzie UE kompromis w sprawie nałożenia sankcji na firmy i ludzi eksportujących węgiel z okupowanych części Donbasu?
Ponieważ każdy kraj ma swoje interesy, w tym ekonomiczne. Czasem potrzeba czasu, by uświadomić sobie, że to ważne – czasem poprzez coś, co się wydarza w pobliżu danego kraju. Sześć lat temu zrozumienie, dlaczego powinniśmy być aktywniejsi i wspierać Ukrainę, było jeszcze mniejsze. Dlaczego powinniśmy wzmacniać także naszą odporność na propagandę. Teraz tego zrozumienia jest więcej. Każdy kraj ma swoje doświadczenia, swoje problemy z mieszaniem się do polityki wewnętrznej, w tym do procesu wyborczego. Przytoczmy przykłady wyborów we Francji, sprawy Salisbury (brytyjskie miasto, w którym Rosjanie próbowali zamordować swojego dawnego szpiega Siergieja Skripala i jego córkę – red.), zestrzelenia boeinga MH17 nad Ukrainą. Wszystkie te dramaty przyniosły efekt otwierający oczy w poszczególnych państwach i ułatwiający bardziej realistyczną ocenę sytuacji. Ale ma pan rację, czasem trudno osiągnąć zgodę. A mimo to wciąż nam się udaje przedłużać już obowiązujące sankcje, mimo płynących z niektórych stolic głosów sceptycyzmu co do ich skuteczności. Mam nadzieję, że tak będzie również w przyszłości.
Brexit się zbliża. Wciąż nie wiemy, jak będzie wyglądać. Jak Litwa przygotowuje się do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i jakie rozwiązanie byłoby najlepsze?
Najlepsze rozwiązanie to „exit from brexit”, rezygnacja z brexitu. Ale to chyba mało prawdopodobne. Niestety, coraz bardziej realny jest scenariusz wyjścia bezumownego, ale powinniśmy rozpatrywać także inne opcje. Wciąż zachowujemy pewne pole manewru, ale cokolwiek się stanie, musimy być gotowi na wszystkie scenariusze. Jak pan wie, przygotowujemy się w Unii Europejskiej na nie. Zastanawiamy się nad regulacjami związanymi z reżimem wizowym, transportem, handlem, pakietami socjalnymi. Wszystko jest gotowe nawet na „no deal”. To samo robią Brytyjczycy. Litwa musi oczywiście pamiętać o własnych obywatelach. Mamy w Wielkiej Brytanii znaczną diasporę – 200 tys. osób. Mamy nadzieję, że zachowają swoje prawa i ich warunki życia nie zmienią się dramatycznie. Sądzę, że tak będzie, bo i Zjednoczone Królestwo stoi na stanowisku, że obywatele nie powinni ucierpieć. Oczekujemy wzajemności, bo i sami staramy się, by brytyjscy obywatele mieszkający na Litwie nie ucierpieli.