W czasach, gdy wszyscy nawiązują do konstytucji jako podstawy ochrony praw i wolności oraz filaru systemu prawnego, warto pamiętać, że wciąż dysponujemy instrumentami pozwalającymi eliminować instrumentalną bezczynność organów ścigania, bierność zobowiązanych do nadzoru nad mediami publicznymi czy bezczynność wobec politycznego gangsterstwa. Każdy z nas jest współodpowiedzialny za obraz naszego świata. Warto więc zacząć od siebie, by uniknąć kierunku nakreślonego przez Czesława Miłosza w słowach „mówiąc, że zło jest bezimienne, a nas użyto jak narzędzi, ma rację i ku zgubie pędzi”.
Zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza złamało wyobrażalne granice brutalizacji sfery publicznej. Przerażające, godzące w wartości najwyższe, ale przez to właśnie sugestywnie przemawiające do wyobraźni.
Bulwersujący, pogardliwy język osób pełniących funkcje publiczne, argumentacja ad personam, godząca w godność tych, którzy prezentują odmienne poglądy. Napastliwa forma informacji w publicznych mediach, przyjmująca postać wojennej propagandy, w której adwersarz jest traktowany jak wróg, którego należy unicestwić. Bezskuteczne nawoływania do wstrzemięźliwości i umiaru, i próby tonowania bojowniczych nastrojów, postaw i zachowań. Niewykorzystywane mechanizmy prawne. Przyciągające rzesze zaniepokojonych obywateli marsze protestacyjne, przemijające niestety bez większego echa.
Spoglądając bezradnie na gdańską tragedię, trudno oprzeć się myśli, że w części stanowi ona wynik oportunistycznej i bezrozumnej postawy przedstawicieli instytucji odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa i zobowiązanych do egzekucji prawa. Przecież w związku z podobnymi wydarzeniami w przeszłości pojawiły się regulacje umożliwiające reagowanie na naruszanie czci i godności mieszczące się w kategorii mowy nienawiści. Umożliwiające kontrolę obszarów publicznie przekazywanych treści, także w sferze internetu, błędnie postrzeganego przez wielu jako obszar pozbawiony ryzyka poniesienia odpowiedzialności za słowo.
Reklama
Paradoksalnie, rozwiązania prawne umożliwiają przy odrobinie dobrej woli skuteczne reagowanie na przejawy zachowań, których tolerowanie wyzwala u niektórych demony. Dysonans wywołuje obserwacja polityków umizgujących się do nacjonalistycznych grup i organizacji, a w chwili tragedii apelujących o umiar. Wspierających skrajne frakcje kościelne, oparte na wykluczeniu, nietolerancji, rasizmie, a zarazem nawołujących do protestacyjnych marszów jedności. Aprobujących bezczynność organów zobowiązanych do ścigania nienawistnych gróźb, a po ich urzeczywistnieniu, deklarujących bezwzględną egzekucję prawa.

Reklama
Dezaprobatę i obrzydzenie wywołuje relatywizacja leżąca u podłoża akceptacji postaw niewyobrażalnych niegdyś w sferze parlamentarnej, które nie spotykają się z piętnującą reakcją tylko dlatego, że dotyczą osób dysponujących siłą polityczną. Niekonsekwencja w codziennym braku reakcji stopniowo zmienia zachowanie nas wszystkich, umożliwia przekraczanie kolejnych granic, przechodzenie od zabijania za pomocą słów do rzeczywistych mordów. Niestety, jak dowodzi historia, zabójstwa znanych osób stanowią nieodłączną część naszego świata. W przypadku gdańskiej tragedii chodzi jednak nie tyle i nie tylko o eksces niezrównoważonego napastnika, ile o przejaw agresji towarzyszącej naszej codzienności. Zdziczenia obyczajów, upadku kultury, której elementem jest prawo. Za pomocą prawa nie można osiągnąć oczekiwanych zmian, jeśli nie towarzyszy mu określona świadomość społeczna. Nawet bierna aprobata zachowań moralnie nagannych utrudnia reakcję prawną. Dlatego, by uchronić się przed kolejnymi dramatami, należy podjąć trud zmiany wzorców, postaw i zachowań.
Oznacza to konieczność powrotu na serio do standardów oddzielających akceptowane zachowania od prostactwa, intelektualnej pauperyzacji i agresji. Każdy z nas ma moc przeciwdziałania takim postawom, choćby poprzez sprzeciw i społeczne wykluczenie tych, którzy naruszają standardy. Szczególne powinności ciążą w tym zakresie na osobach opiniotwórczych, to one bowiem biernie akceptując przejawy zdziczenia, przyczyniają się do przekraczania kolejnych granic szaleństwa. Każdy może monitorować zachowania polityków i działalność organów zajmujących się egzekucją prawa czy piętnować bezczynność skutkującą tolerancją dla zdziczenia. Tylko w ten sposób, podejmując konsekwentną i długotrwałą krucjatę, można doprowadzić do zmiany.
Nie da się niczego osiągnąć poprzez bezwzględną egzekucję prawa wobec zabójcy prezydenta Adamowicza ani poprzez obciążanie sprawujących władzę za wszelkie zło otaczającego nas świata. Nie da się jednak niczego zmienić bez wskazania przyczyn, które w znacznym stopniu są związane z bezwzględną, instrumentalną pauperyzacją codziennej kultury przez sprawujących władzę polityków. Bez podkreślenia, że na przestrzeni ostatnich lat doszło w tym zakresie do przekroczenia granic wyznaczanych przez prawo i moralność.
W czasach, gdy wszyscy nawiązują do konstytucji jako podstawy ochrony praw i wolności oraz filaru systemu prawnego, warto pamiętać, że wciąż dysponujemy instrumentami pozwalającymi eliminować instrumentalną bezczynność organów ścigania, bierność zobowiązanych do nadzoru nad mediami publicznymi czy bezczynność wobec politycznego gangsterstwa. Każdy z nas jest współodpowiedzialny za obraz naszego świata. Warto więc zacząć od siebie, by uniknąć kierunku nakreślonego przez Czesława Miłosza w słowach „mówiąc, że zło jest bezimienne, a nas użyto jak narzędzi, ma rację i ku zgubie pędzi”.