Pracownicy Szpitala Wielospecjalistycznego im. dr. Ludwika Błażka w Inowrocławiu domagają się podwyżek po 400 zł przez cztery najbliższe lata, a pracownicy szpitala funkcjonującego w ramach Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Radziejowie domagają się wzrostu wynagrodzeń o 1,1 tys. zł.

"Przeszło rok temu rozpoczęliśmy spór zbiorowy, a jesienią zeszłego roku dołączyły do nas trzy inne związki zawodowe. Spór dotyczy pracowników medycznych i niemedycznych, poza lekarzami, pielęgniarkami i ratownikami medycznymi, ponieważ on dostali pieniądze z Ministerstwa Zdrowia. Pozostałe grupy zostały przez ministra pominięte, a również dyrekcja od wielu lat nas nie zauważała i nie dawała podwyżek. Domagaliśmy się podwyżek o 1,6 tys. zł, a ostatnio zaproponowaliśmy rozłożenie tej kwoty na raty - po 400 zł przez cztery lata. Zaoferowano nam 150 zł brutto od czerwca, ale nie przyjęliśmy propozycji. Zamierzamy przeprowadzić referendum strajkowe" - powiedziała członkini zarządu Samorządnego Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych w Inowrocławiu Gruszczyńska-Rak.

Działaczka podkreśliła, że wielu pracowników technicznych otrzymuje wynagrodzenie w wysokości płacy minimalnej, a wielu pracowników medycznych tylko nieco więcej od najniższej krajowej.

Reklama

Gruszczyńska-Rak zaznaczyła, że w poniedziałek na zwolnienia poszło około 140 pracowników: laboratoriów, rehabilitacji, pracowni RTG, rejestracji, centralnej sterylizacji, zaopatrzenia, działu technicznego, sekretariatów oddziałowych i przy izbie przyjęć, pralni, sekretariatów, działu zaopatrzenia. Część pracowników korzysta również z zaplanowanych urlopów, gdyż w województwie trwają ferie zimowe uczniów.

"Nie ma mowy o paraliżu szpitala w związku ze wzmożoną absencją chorobową. Oczywiście jest to dla nas utrudnienie, tak jak w każdej takiej sytuacji. Musimy wdrożyć system zastępstw, wydłuża się czas oczekiwania na wyniki badań, ale to nie wpływa na sytuację pacjentów przyjmowanych w trybie pilnym, w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, nie ma ograniczeń przyjęć. Planowe przyjęcia pacjentów na razie nie zostały przesunięte, analizujemy sytuację i przeglądamy listy planowych przyjęć" - powiedział kierujący szpitalem p.o. zastępcy dyrektora ds. lecznictwa, naczelny lekarz szpitala dr Eligiusz Patalas.

Zaznaczył, że na zwolnienia lekarskie poszło ponad 100 osób, a w szpitalu zatrudnionych jest łącznie 1,4 tys. pracowników. Z reguły są to zwolnienia do końca tygodnia.

"Rozumiem motywy pracowników oczekujących podwyżek, tylko szpital jako adresat jest zły. Oczekiwane są podwyżki, których nie mogę spełnić, bo na tym poziomie żaden ze szpitali nie jest spełnić takich oczekiwań. Źródłem finansowania podwyżek dla pielęgniarek i ratowników nie był budżet szpitala, ale były dodatkowe środki kierowane przez NFOZ na określone cele. Jako szpital nie braliśmy udziału w podziale tych środków, nikt nas o zdanie nie pytał. Przy podwyżkach została pominięta grupa pracowników, którzy maja słuszne oczekiwania, że w końcu ktoś też ich doceni. Nikt ich nie wysłuchał w czasie protestu zbiorowego w Warszawie w 2018 r., to postanowili skierować takie żądania do dyrekcji szpitala" - wskazał dr Patalas.

Dodał, że w zeszłym roku pracownicy z grupy, której dotyczy protest, otrzymali podwyżki 1500 zł na etat, gdyż na więcej szpitala nie było stać.

Podobna sytuacja jest w szpitalu w Radziejowie. Dyrektor ds. medycznych Maciej Małecki poinformował, że na krótkich zwolnieniach jest tylko ponad 20 osób, co jest niewielką częścią osób pracowników szpitala. Dotyczy to pracowników takiej samej grupy jak w Inowrocławiu.

Małecki przyznał, że absencja pracowników wpływa na funkcjonowanie szpitala, ale nie powoduje to ograniczenia przyjęć planowych i zabiegów. Pracownicy domagają się podwyżki płac o 1,1 tys. zł, czyli tyle, ile otrzymały pielęgniarki.