Taśmy z nagraniami urzędników, afery i przesłuchania przed komisjami śledczymi nie tylko zmieniają polityczny krajobraz, lecz także wzbogacają słownik codziennej polszczyzny.
Szumidło miało zagłuszyć elektroniczny sprzęt do nagrywania. Dziś już wiemy, że nie zadziałało, jak trzeba. „Mam tu takie szumidła. Ponoć to nic nie daje, ale lepiej włączyć. Byli tu jacyś komandosi. Powiedzieli, że jest tyle sygnałów elektromagnetycznych w okolicach tego miejsca, bo tam jest telewizja, że rekomendują włączenie tego. Ale nie gwarantują, jaki jest rezultat ostateczny” – tłumaczył Marek Ch. na początku rozmowy z bankierem Leszkiem Czarneckim. Upublicznienie nagrania przez „Gazetę Wyborczą” dało początek aferze KNF i oznaczało koniec kariery ówczesnego szefa Komisji Nadzoru Finansowego, któremu postawiono zarzuty.
Czy „szumidło” na dłużej wejdzie do języka polskiego? – Tego typu słowa to okazjonalizmy. To, czy się utrzymają w języku, zależy w dużej mierze od mediów i od tego, czy będą się pojawiać kolejne informacje o różnego rodzaju urządzeniach zagłuszających – wyjaśnia językoznawca profesor Jerzy Bralczyk. – To słowo jest zgrabne, dobrze zbudowane. Tak jak np. szydło od szyć albo bydło od być. Ma szanse się utrzymać. Pytanie, czy będzie używane w odniesieniu do innych zwyczajów – zastanawia się wiceprzewodniczący Rady Języka Polskiego.