Liderzy PSL nie mogą być pewni, czy ktoś na dole ich nie zdradzi, tym samym burząc większość opozycji w którymś z sejmików.
Reklama
W regionach trwa zażarta walka o to, które siły polityczne zdobędą realną władzę. Na znalezienie sojuszników i rozegranie przeciwników zostały jeszcze niecałe trzy tygodnie – po 16 listopada będą musiały się ukonstytuować nowe sejmiki, które następnie wybiorą zarządy województw, w tym przede wszystkim marszałków. To stanowisko ważne, bo marszałka bardzo trudno odwołać, więc zyskuje kontrolę nad regionem na całą pięcioletnią kadencję.
Metody przekonywania ludowców przez rządzącą partię do ewentualnej współpracy lub transferu są dwie. Pierwsza to kuszenie ofertą. Tu władza ma sporo do zaoferowania – nie tylko stanowiska, np. w zarządach sejmików, ale też pracę w lokalnych urzędach i agencjach. Druga metoda to ostry kurs. – Spodziewam się prowokacji i aresztowań – stwierdził Waldemar Pawlak, były szef PSL, na antenie radia Tok FM. – Pawlak nie jest daleki od prawdy. PiS gra bardzo brzydko, choć na razie bym powiedział, że jesteśmy w fazie przejściowej od marchewki do kija – mówi jeden z ludowców. W woj. lubelskim pojawiły się plotki o liście 400 osób do wyrzucenia z pracy, rzekomo przygotowanej przez ludzi PiS. Przedstawiciele tej partii zaprzeczają istnieniu takiej listy.
Dla tego ugrupowania kluczową sprawą jest namówienie do współpracy ludowców w regionach, gdzie zwycięstwo obozu anty-PiS opiera się na jednym czy dwóch mandatach. Kluczowe jest Mazowsze, gdzie partia Jarosława Kaczyńskiego ma 24 mandaty, Koalicja Obywatelska (KO) – 18, PSL – 8, a Bezpartyjni Samorządowcy – 1. Plany próbuje pokrzyżować opozycja – w piątek doszło do spotkania szefów mazowieckich struktur PSL i PO – marszałka Adama Struzika i Andrzeja Halickiego. Rozmowy dotyczyły dalszej koalicji między obu partiami. Negocjacje będą kontynuowane w tym tygodniu.
Przeciąganie liny trwa także na Dolnym Śląsku. W 36-osobowym sejmiku PiS ma 14 mandatów, a Koalicja Obywatelska 13. Dlatego PiS układa się przede wszystkim z Bezpartyjnymi Samorządowcami, którzy mają aż sześciu swoich radnych (jak nieoficjalnie wiadomo, rozmowy dotyczą m.in. utrzymania dotychczasowego marszałka na stanowisku i likwidacji podatku miedziowego) oraz z PSL, które ma jeden mandat.
Także w Zachodniopomorskiem sytuacja nie jest pewna z punktu widzenia Koalicji Obywatelskiej, która wygrała tam wybory. Ma 13 mandatów, PiS – 11, PSL – 2, SLD – 1, a jest jeszcze trójka bezpartyjnych radnych, związanych z prezydentem Szczecina Piotrem Krzystkiem. Nic więc nie jest jeszcze pewne.
– Radny PSL Zygmunt Dziewguć mówił, że wejdzie w koalicję z tym, kto zapewni, że jego Gryfice będą miały obwodnicę – twierdzi jeden z polityków PiS. Partia liczy też na pozyskanie radnego SLD Stanisława Wziątka. PiS miał proponować ludowcom koalicję także w woj. warmińsko-mazurskim (KO – 12 mandatów, PiS – 11, PSL – 7).
Kuszeni są też inni. – Nasz radny z Mazowsza otrzymał propozycję objęcia stanowiska w Orlenie – mówi nam polityk Koalicji Obywatelskiej.
W PSL trwa wielka mobilizacja i zliczanie szabel. W minionym tygodniu odbyła się narada przewodniczącego ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza z szefami struktur wojewódzkich. Trwa także obdzwanianie wszystkich radnych w terenie, by sprawdzić ich lojalność wobec partii.
Wizja exodusu tysięcy ludowców z województw ściany wschodniej, gdzie władzę przejął PiS, rodzi dla PSL ryzyko, że pojawią się oddolne naciski, by jednak dogadać się z partią władzy i uchronić choć część stanowisk.
Jakub Stefaniak z PSL przekonuje, że ten scenariusz jest mało prawdopodobny. – Deklaracje płynące od naszych członków są jednoznaczne. Nie współpracujemy z PiS – zapewnia. W nieformalnych rozmowach ludowcy twierdzą, że nikt nie ufa obietnicom polityków PiS. Jeden z naszych informatorów wskazuje na Prawicę RP, której kandydaci nie wystartowali teraz z list PiS, mimo umowy o współpracy, jaką ugrupowanie podpisało z partią Jarosława Kaczyńskiego w 2012 r.
Na poziomie kraju rozmowy koalicyjne koordynuje Michał Dworczyk z kancelarii premiera, który już w ubiegłym tygodniu odwiedził Dolny Śląsk. Negocjacje prowadzi też kilkudziesięciu posłów PiS i wielu lokalnych radnych. W centralnej koordynacji chodzi nie tylko o nadanie odpowiedniej rangi rozmowom, ale przede wszystkim o to, by poskromić apetyt działaczy PiS i powstrzymać ewentualne walki „partyjnych buldogów”. Centrum boi się, że lokalne interesy mogą stanąć na przeszkodzie porozumieniom w skali kraju lub przez lokalne niesnaski zostanie zaprzepaszczona możliwość koalicji w kolejnych regionach.
Na to zresztą liczą politycy PSL. Jak słyszymy, w dotychczasowym bastionie ludowców – woj. świętokrzyskim (gdzie PiS będzie miał 16 na 30 mandatów, PSL – 9, KO – 3, a SLD i lokalny Projekt Świętokrzyskie – po jednym) – podobno już dochodzi do wewnętrznych tarć między frakcjami PiS o stanowiska, m.in. między ziobrystami a ludźmi Gowina.