Choć dla wielu może wydawać się to zaskoczeniem, Polska mogła uchodzić przez lata za kraj relatywnie liberalny. Według badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z 20. najbardziej solidarnego państwa w krajach OECD w 2015 r. staliśmy się 16. krajem w 2017 r. Co na to wpłynęło?

Zwiększenie wydatków społecznych, m.in. związanych z polityką rodzinną czy zwiększeniem progresji w klinie podatkowym po zmianach w kwocie wolnej od podatku. W opracowaniu „Kapitalizm po polsku” nasz kraj sytuuje się prawie pośrodku każdej kategorii, którą analizowaliśmy, jeżeli chodzi o regulacje polityki społecznej, finansów publicznych czy kapitalizmu ogółem. Polska nie jest krajem skrajnie liberalnym ani skrajnie socjaldemokratycznym czy też solidarnym.

Media powtarzają, że państwo odgrywa bardzo istotną rolę w polskiej gospodarce. Tak nie jest. Administracja i służby publiczne nie odgrywają tak istotnej roli w gospodarce, jak w innych krajach rozwiniętych. Ich udział w kreowaniu wartości dodanej w relacji do PKB wynosił w 2017 r. zaledwie 14,2 proc., co jest odsetkiem większym niż wynik Turcji (13,1 proc.), Irlandii (11,6 proc.) i Meksyku (10,8 proc.). To pokazuje z jednej strony niską efektywność w kreowaniu wartości pieniężnej, ale z drugiej strony to, że w sferze publicznej pozostały głównie sektory o niskiej efektywności. Norwegia generuje w niej 23,4 proc. PKB, Francja – 22,6 proc., a USA – 21,8 proc. Przeciętnie w krajach rozwiniętych jest to 17,8 proc.
Sektor publiczny jest za to w Polsce istotnym pracodawcą i odpowiada za 20 proc. miejsc pracy, choć w tej kategorii Polska jest lepsza tylko od Czech, Korei Płd., Turcji i Meksyku (w tym ostatnim państwo zatrudnia 12 proc. pracowników). Liderzy kategorii, czyli kraje, w których 1/3 i nawet więcej pracowników jest zatrudnionych w sektorze publicznym, to Norwegia, Szwecja, Izrael, Belgia, Dania i Francja. Wysoko w klasyfikacji, bo z odsetkami sięgającymi 30 proc., są też Wielka Brytania i Finlandia. W przypadku Polski obydwa mierniki (zatrudnienie i udział w kreowaniu wartości dodanej) nie zmieniają się od ponad dekady, ponieważ polski sektor publiczny nie przeszedł żadnej istotnej zmiany poza prywatyzacją części firm i komercjalizacją, np. usług zdrowotnych.
Polak to dla liberała etatysta, bo w większości opowiadamy się za państwem opiekuńczym. Niemal wszyscy uważają, że powinno ono zapewnić każdemu obywatelowi bezpieczeństwo (99 proc.) i poszanowanie własności prywatnej (98 proc.). Powszechna jest także opinia, że rolą państwa jest zapewnienie każdemu obywatelowi minimalnego dochodu (95 proc.) oraz bezpłatnej opieki lekarskiej (95 proc.). Niewiele mniej osób (88 proc.) uważa, że obywatele powinni mieć prawo do bezpłatnej nauki na studiach. Zdecydowana większość badanych (84 proc.) oczekuje, że państwo zagwarantuje każdemu dach na głową, a także pracę zgodną z kwalifikacjami (81 proc.) lub jakąkolwiek pracę (80 proc.). Mniej osób wyraża pogląd, że powinno zapewnić każdemu obywatelowi dobrobyt (53 proc.).
Polacy myślą o państwie jak o aktywnym graczu. 58 proc. uważa, że powinno ono odgrywać aktywną rolę w gospodarce. Wskazując na bardziej konkretne zadania, Polacy wymieniają ułatwianie prowadzenia działalności gospodarczej (62 proc.), zwalczanie bezrobocia (60 proc.), wspieranie innowacji i rozwoju nowych technologii (48 proc.), realizowanie dużych inwestycji (30 proc.) oraz przyciąganie i wspieranie inwestycji zagranicznych (29 proc.).
Na umiarkowanych etatystów wychodzimy za to, jeśli spojrzymy, ilu z nas zgadza się ze stwierdzeniem, że nierówności dochodowe w sprawiedliwym społeczeństwie powinny być niskie. W 2016 r. z takim stwierdzeniem zgadzało się 61 proc. osób, 16 proc. było przeciwnych, a 24 proc. nie miało zdania. Przeciętnie w Europie za ograniczaniem nierówności opowiadało się 63 proc. respondentów, przy czym w Rosji, Estonii i Holandii było to 55–56 proc., a w Wielkiej Brytanii – 54 proc. Najmniej zwolenników takiego działania państwa było w Czechach (40 proc.), a najbardziej na walkę z nierównościami są nastawieni Portugalczycy (83 proc.), Hiszpanie (79 proc.) czy Litwini (74 proc.). Znani z rozbudowanego welfare state Belgowie w 66 przypadkach na 100 są za walką z nierównościami, Niemcy – w 61, a Szwedzi – w 59.
Polska to reformatorski prymus na tle Europy Środkowej i Wschodniej. W ostatnich latach nasz kraj wydaje się zbaczać w kierunku większego solidaryzmu i zaangażowania państwa w gospodarkę, co jest oczekiwane przez większość społeczeństwa. Może to też oznaczać, że Polska po latach dostosowań do wymogów międzynarodowych decyduje się realizować własną wizję kapitalizmu i inną politykę gospodarczą, w której państwo nie jest tylko regulatorem, ale i często inwestorem, a polityka społeczna może już być uznana za opiekuńczą na tle innych krajów regionu.