Jutro możemy się spodziewać małego, politycznego trzęsienia ziemi w USA. Powodem jest premiera kolejnej książki o Białym Domu pod rządami Donalda Trumpa, tym razem napisanej przez legendę amerykańskiego dziennikarstwa: Boba Woodwarda (od afery Watergate).
Książka zdążyła wywołać przedwstrząsy zanim jeszcze trafiła na półki. W ubiegłym tygodniu najpierw wyciekło kilka zebranych w niej faktów. Na przykład to, że były główny doradca ekonomiczny Białego Domu Gary Cohn zabierał prezydentowi z biurka papiery, aby ten ich nie podpisał (Trump podobno nawet się nie zorientował). Potem „NYT” opublikował list anonimowego, wysokiego rangą przedstawiciela administracji. Autor zadeklarował w nim, że on i kilkoro innych najwyższych rangą urzędników często sabotuje realizację pomysłów prezydenta.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym stwierdzeniu. Każda organizacja, także rząd, spontanicznie rozpada się na frakcje i koterie, które często sypią sobie nawzajem piach w oczy. Ba, takie napięcie jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania każdego ciała decyzyjnego, tak żeby lider mógł podejmować decyzje na podstawie jak najszerszej wiedzy. Normalnie po podjęciu przez niego decyzji wewnętrzne przepychanki powinny ustać: Roma locuta, causa finita.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.