Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie lokalizacji pomnika na placu Piłsudskiego, a urzędnik, który przyczynił się do powstania monumentu, otrzymał stanowisko w państwowej spółce.
Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa, odnosząc się do zawiadomienia złożonego przez władze Warszawy pod koniec marca. Ratusz zarzucał przekroczenie uprawnień ówczesnemu szefowi MSWiA Mariuszowi Błaszczakowi, dyrektorowi wydziału infrastruktury Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego Sylwestrowi Janyszko oraz samemu wojewodzie Zdzisławowi Sipierze z PiS. Minister miał ustanowić plac Piłsudskiego terenem zamkniętym, powołując się na „obronność i bezpieczeństwo państwa”. Zdaniem władz stolicy takich podstaw nie było, a Mariusz Błaszczak „działał na szkodę interesu publicznego”. Z kolei pracownik wojewody, po przejęciu kontroli nad placem, wydał zgodę na budowę pomnika ofiar tragedii smoleńskiej, zaś sam wojewoda zezwolił na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego.
Samorząd zarzucił im, że niezasadne było zaklasyfikowanie monumentów jako „inwestycji celu publicznego związanych z obronnością państwa i ochroną granic”. Do tego miasto poskarżyło się na zbyt szybkie tempo procedowania w tej sprawie.