PiS chce rewolty starej Unii przeciw Brukseli

unia europejska
unia europejskaShutterStock
19 czerwca 2018

Wczorajsza wizyta Fransa Timmermansa była wstępem do dyplomatycznej blame game, czyli przerzucania się odpowiedzialnością za fiasko rozmów. Teraz główną rolę w sporze o praworządność będą grały rządy UE, a nie Komisja.

Dość precyzyjnie oczekiwania władz w Warszawie w sporze z Brukselą opisała wicepremier Beata Szydło. Jeszcze przed przyjazdem Fransa Timmermansa w Polskim Radiu 24 mówiła o „niepowtarzalnej sytuacji, by zmienić pole gry w UE”. – Po zmianach, jakie nastąpiły we Włoszech (…), jest szansa zmiany zasad i polityki na szczytach brukselskich – mówiła premier. – Jeśli mamy stanowczego premiera Włoch, jeśli jest Orbán, jest Polska, jest Sebastian Kurz (kanclerz Austrii – red.), który być może jednak inaczej będzie postępował, bo Austriacy bardziej orientują się na Niemców (…) jest szansa na przełamanie bardzo silnego układu mocnych państw, jak Niemcy i Francja – dodawała.

Kalkulacja Beaty Szydło uwzględnia wzrost znaczenia w starej Europie ugrupowań takich jak populistyczno-mieszczańska Austriacka Partia Ludowa kanclerza Kurza czy włoska Liga Matteo Salviniego i antyestablishmentowego Ruchu Pięciu Gwiazd Luigiego di Maio. Zbudowanie sojuszy z nimi w oparciu np. o stosunek do kryzysu migracyjnego i sceptycyzm wobec Brukseli mógłby zmienić układ sił w sporze o praworządność. A Warszawa nie byłaby skazana jedynie na poparcie Węgier, Słowacji i Czech – państw, które były przeciwne przyjęciu na agendę unijną punktu dotyczącego wysłuchania Polski 26 czerwca na forum Rady UE.

W tym kontekście wczorajsza wizyta Timmermansa miała charakter już czysto techniczny. Teraz to Rada, a nie Komisja będzie grała główną rolę w procedurze ochrony praworządności. W kolejnym etapie 4/5 państw po wysłuchaniu argumentów władz w Warszawie zdecyduje, czy istnieje ryzyko naruszenia zasad unijnych.

Wczoraj Mateusz Morawiecki i Frans Timmermans najpierw rozmawiali w cztery oczy. Doszło również do spotkania w szerszym gronie. Premier przekazał wiceszefowi Komisji kolejne polskie stanowisko w sprawie sporu w ramach art. 7. – Jesteśmy otwarci na dialog. Oczekujemy konkretnych sygnałów od KE – mówił Morawiecki. Timmermans komentował, że odniesie się do słów premiera, gdy zapozna się z otrzymanymi materiałami. Stanowisko, które otrzymał, to omówienie w formie syntetycznej tabeli zmian, jakie Polska wdrożyła od marca do tej pory w wyniku pertraktacji z Komisją, oraz ich efektów. Jest tam również odniesienie się do zarzutów, jakie w sferze praworządności są formułowane pod adresem polskiego rządu. W dokumencie nie ma mowy o kolejnych ustępstwach. Takie stanowisko jest kolportowane od kilku dni przez polskich dyplomatów wśród dyplomatów państw unijnych. 25-punktowy dokument na ten temat ujawnił ostatnio portal Oko.press. Timmermans ma o efektach rozmów w Warszawie poinformować w środę Komisję. – Urzędnicy KE mogą przyjmować argumenty merytoryczne. Jednak wszczynając procedurę, założyli, że mają rację i będą chcieli to pokazać w Radzie UE – mówi DGP osoba zbliżona do rządu.

Jeszcze niedawno z rządu płynęły sygnały o bliskim porozumieniu z Brukselą. Ostatecznie Timmermans w ubiegłą środę powiedział, że dotychczasowe polskie kroki w kontekście art. 7 są niewystarczające, a dokonane zmiany – kosmetyczne. Za tydzień ma się odbyć wysłuchanie Polski w Radzie. Według art. 7 „Przed dokonaniem takiego stwierdzenia (wyraźnego ryzyka naruszenia zasad art. 2, w tym praworządności) Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia”. Ten zapis jest na tyle nieprecyzyjny, że możliwy jest wariant długotrwałego grillowania Polski, i to w okresie strategicznych z punktu widzenia Warszawy negocjacji nad nowym budżetem UE. Jak zwraca uwagę jeden z rozmówców DGP, nie wiadomo, czy takie wysłuchanie odbędzie się na jednym posiedzeniu czy na kilku, czy będą zadawane pytania i przez kogo oraz czy odpowiedzi mają być formułowane bezpośrednio na posiedzeniu czy na piśmie. Wydaje się, że to bardzo techniczne szczegóły, ale będą one decydowały o tempie prac i możliwości zakulisowych zabiegów zainteresowanych stron.

Z punktu widzenia polskiego rządu pozytywnie postrzegane jest wyłączenie Komisji z dalszej procedury w ramach art. 7. Rząd – jak tłumaczy jedno z naszych źródeł – liczy, że państwa członkowskie będą mniej chętne do występowania przeciw Polsce. Panuje przekonanie, że rządy nie są zainteresowane wariantem głosowania przeciwko sobie na forum Rady, bo może to zaszkodzić spójności i tak osłabionej brexitem Unii.

– Najlepiej doprowadzić do przesilenia w Radzie, tak by doszło do szybkiego głosowania i zakończenia sporu – powiedział rozmówca DGP. Władze w Warszawie liczą, że już na wstępnym etapie nie uda się powołać grupy 22 państw, które stwierdzą, że istnieje ryzyko naruszenia przez Polskę wartości UE. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.