W niedzielnych wyborach prawdopodobnie zwycięży były premier Janez Janša. Po władzę maszeruje, korzystając z zagrywek Orbána i Trumpa.
Reklama
Były premier i prezydent Słowenii Janez Drnovšek nazwał go kiedyś „księciem ciemności”. Przy łóżku trzyma podobno egzemplarz „Sztuki wojennej” Sun Zi, co może oznaczać, że ma słabość do klasyków. Czasem tak wielką, że wkłada w ich usta słowa, których nigdy nie powiedzieli (poczynił kiedyś w przemówieniu ten despekt Cyceronowi). Jest też prawdopodobnie jedynym słoweńskim politykiem, który zainspirował powstanie filmu.
O Janezie Janšy można więc powiedzieć wiele, ale nie to, że się poddaje. Wtrącony do więzienia przez komunistyczne władze, a potem – już w demokratycznej Słowenii – osadzony za korupcję, zawsze wracał na krajową scenę polityczną. Tym razem powrót może się zakończyć sięgnięciem po władzę po raz trzeci. Jego ugrupowanie Słoweńska Partia Demokratyczna cieszy się w sondażach poparciem ponad 15 proc. elektoratu i może w niedzielę zgarnąć najwięcej głosów.
Nawet jeśli Janša ceni klasyków, to w tych wyborach odłożył ich na bok, aby czerpać inspirację z innych źródeł, a mianowicie Donalda Trumpa i Viktora Orbána. Z tego pierwszego wziął nacisk na to, aby swoich stawiać na pierwszym miejscu (na jednym z wieców ogłosił nawet, że „Slovenia first”). Z drugiego zaczerpnął radykalny antykomunizm. Z obydwu: niechęć do migrantów. Innymi słowy, radykalnie skręcił na prawo. Także dzięki temu zyskał niemal oficjalne poparcie premiera Węgier.
– Dzisiaj płynnie łączy retorykę antyimigrancką z hasłami walki z pozostałościami po jugosłowiańskim komunizmie i oczyszczenia życia publicznego z wpływów tzw. głębokiego państwa – tłumaczy Mateusz Seroka z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Symbolem tej „szarej sieci powiązań” dla Janšy jest były prezydent Milan Kučan, pierwszy demokratyczny prezydent kraju z komunistycznym rodowodem, który do dzisiaj ma wpływy po lewej stronie sceny politycznej. Wątek walki z resztkami starego systemu przewija się zresztą przez całą karierę Janšy. Jeszcze parę lat temu mówił, że Słowenię opanowała „ubdomafia” (od nazwy jugosłowiańskiej tajnej policji UBD).
Janša doskonale wyczuł nastroje części społeczeństwa, którą przeraził kryzys migracyjny (Słowenia była jednym z krajów tranzytowych dla migrantów) i która odczuła skutki kryzysu w Europie (państwo musiało ratować wówczas największy lokalny bank). Z myślą o tych pierwszych zaczął oskarżać rząd o to, że nie jest w stanie zapewnić bezpiecznej granicy. Kłaniając się drugim, atakował władze, że lepiej traktują przyjezdnych niż rodowitych Słoweńców.
Swój populizm Janša często ubiera w antyintelektualne tony. Jak w lutym, kiedy ostro zareagował na przyznanie prestiżowej nagrody im. Francego Prešerena Simonie Semenič za pracę, w której artystka w ciąży zakrywa się słoweńską flagą z wyciętą dziurą na brzuch. „Zdegenerowana lewica drwi z was, bezczeszcząc symbole narodowe i nazywając to sztuką, a jeśli się na to nie godzicie, nazywa was idiotami. Dość już tego, precz z pasożytami!” – pisał na Facebooku ekspremier, który rządził Słowenią w latach 2004–2008 i 2012–2013.
Jednak nawet jeśli Janša wygra wybory, może mieć problem ze sformowaniem koalicji. Większość ugrupowań na słoweńskiej scenie politycznej nie chce bowiem słyszeć o tworzeniu rządu ze Słoweńską Partią Demokratyczną. Choć nie wiadomo do końca, jak się zachowa prawdopodobny numer dwa niedzielnych wyborów, czyli Marjan Šarec, którego ugrupowanie także może liczyć na dwucyfrowe poparcie. Šarec w tych wyborach dyskontuje kapitał z ubiegłorocznego wyścigu prezydenckiego, w którym przedostał się do drugiej tury i otrzymał 47 proc. głosów.
Jest politycznym nowicjuszem, wcześniej pracował jako dziennikarz i satyryk. W tej drugiej roli najczęściej wcielał się w znane postaci z lokalnej sceny politycznej, chociaż największą popularnością cieszyła się grana przez niego postać Ivana Serpentinška, stereotypowego przedstawiciela prowincji z rolniczej Górnej Krainy.
– To polityk, o którym trudno powiedzieć, jakie ma poglądy, a jego program łączy różne elementy światopoglądowe. Możliwe więc, że po spełnieniu jakichś warunków usiądzie do rozmów z Janšą – mówi nam Mateusz Seroka. W przeciwnym wypadku Słowenię mogą czekać długie targi koalicyjne na wzór tych, które miały w ciągu ostatniego roku miejsce w Czechach, Holandii, Niemczech czy we Włoszech.