LONDYN | Nawet najbliżsi współpracownicy lidera Partii Pracy krytykują go za to, że kwestionuje udział Rosji w próbie zabójstwa. Konserwatystom pomaga przebieg negocjacji z Brukselą
O ile premier Theresa May w sprawie próby zabójstwa Siergieja Skripala uzyskała poparcie ze strony całej, podzielonej na co dzień Partii Konserwatywnej, o tyle lider opozycji Jeremy Corbyn zrobił rzecz dokładnie odwrotną. Jego nieprzekonujące wystąpienie spowodowało, że wróciły spekulacje na temat wewnątrzpartyjnego puczu przeciwko przywódcy Partii Pracy. Zwłaszcza że konserwatyści zyskali wczoraj jeszcze jeden punkt – Londyn osiągnął porozumienie z Brukselą w sprawie okresu przejściowego po brexicie.
Corbyn wzywał m.in., by nie przesądzać o winie Rosji, póki nie ma przekonujących dowodów, i ostrzegł, by podjęte przez May działania odwetowe nie przerodziły się w nową zimną wojnę. To, że oburzenia tą wypowiedzią nie kryli rządzący konserwatyści, nie dziwi, ale skrytykowała je także znaczna część laburzystów. W trakcie przemówienia Corbyna z ław opozycji słychać było nawet gwizdy. – To odzwierciedlenie głęboko zakorzenionych poglądów Jeremy’ego Corbyna w sprawach zagranicznych – uważa Steven Fielding, politolog z uniwersytetu w Nottingham, przypominając, że Corbyn zaczynał działalność polityczną od takich organizacji jak Kampania na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND), która w czasie zimnej wojny opowiadała się za tym, by Wielka Brytania jednostronnie zniszczyła swój arsenał jądrowy. Przywódca Partii Pracy brnął dalej i w artykule w „Guardianie” rysował paralele między sprawą Skripala a rzekomymi dowodami istnienia broni masowego rażenia, które posłużyły jako pretekst do inwazji na Irak w 2003 r.
Reklama
Rozważania na temat tego, czy Corbyn przypadkiem nie stracił kontroli nad klubem parlamentarnym, podsyciło to, że publicznie odcięło się od jego stanowiska w sprawie Rosji kilkoro jego najbliższych sojuszników, na czele z Johnem McDonnellem, czyli osobą numer dwa w laburzystowskim gabinecie cieni.
Relacje Corbyna z jego własnymi posłami już wcześniej były trudne. Laburzyści wybierają swojego przywódcę w głosowaniu wszystkich członków partii i sensacyjne zwycięstwo Corbyna – socjalisty starej daty i partyjnego outsidera – w 2015 r. nie zostało dobrze przyjęte przez umiarkowanych członków klubu parlamentarnego. Na dodatek odpowiada on za odejście od tradycyjnie proeuropejskiej polityki ugrupowania – przed referendum w 2016 r. Corbyn niby oficjalnie popierał dalsze członkostwo Wielkiej Brytanii w UE, ale robił to tak nieprzekonująco, że spora część laburzystowskich wyborców zagłosowała za brexitem. Jego pozycję podbudowały za to przedterminowe wybory parlamentarne w czerwcu ub.r., w których laburzyści osiągnęli znacznie lepszy wynik, niż oczekiwano.
Reakcja na sprawę Skripala może mu jednak zaszkodzić. Według sondażu YouGov dla dziennika „The Times”, 75 proc. Brytyjczyków uważa, że Rosja jest odpowiedzialna za próbę zabójstwa, przeciwnego zdania jest tylko 5 proc. Działania Theresy May pozytywnie oceniło 53 proc. pytanych, a negatywnie 23 proc., w przypadku Corbyna oceny wynoszą odpowiednio 18 i 39 proc. Wreszcie poparcie dla konserwatystów wzrosło o 1 pkt proc., do 42 proc., dla laburzystów spadło o 4 pkt, do 38 proc. Oczywiście gdyby w klubie parlamentarnym laburzystów doszło do próby odsunięcia Corbyna, to prawdopodobnie i tak wygrałby głosowanie o przywództwo wśród członków partii. Ale zarazem nie wygląda, by konflikt między Londynem a Moskwą miał się ograniczyć do wzajemnego wydalenia dyplomatów, a w tej sytuacji zbyt wyrozumiały wobec Rosji lider może być za dużym obciążeniem.
Na korzyść konserwatystów działać będzie też to, że odsuwa się groźba niekontrolowanego brexitu – wczoraj osiągnięto porozumienie z Brukselą, że okres przejściowy będzie trwał do końca 2020 r. Przewiduje ono m.in., że prawa obywateli UE, którzy przybędą w tym czasie do Wielkiej Brytanii, będą takie same jak przybyłych przed 29 marca 2019 r.