May prosi opozycję o pomoc w brexicie

Theresa May
Theresa MayShutterStock
11 lipca 2017

Ustawa uchylająca unijne prawa będzie testem, jak bardzo pozycja brytyjskiej premier została osłabiona po wyborach. Oraz jak silni są przeciwnicy opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię

W czwartek, dokładnie w pierwszą rocznicę objęcia władzy w Wielkiej Brytanii przez Theresę May, jej rząd zamierza złożyć w parlamencie najważniejszą jak dotąd ustawę związaną z wyjściem tego państwa z Unii Europejskiej. O tym, że jej bezproblemowe przyjęcie wcale nie jest pewne, najlepiej świadczy to, iż brytyjska premier dziś zamierza zwrócić się do opozycji z prośbą o pomoc w skutecznym przeprowadzeniu brexitu.

Dokument, o którym mowa, to Repeal Bill, czyli ustawa uchylająca. Zgodnie z nią całe unijne prawo, które obowiązuje w Wielkiej Brytanii, zostanie automatycznie przeniesione do brytyjskiego systemu prawnego, aby później można było je stopniowo zastępować nowymi ustawami. Chodzi o to, by uniknąć prawnego chaosu, który powstałby w sytuacji, gdyby w momencie wyjścia z UE, czyli najprawdopodobniej 29 marca 2019 r., na terenie Wielkiej Brytanii obowiązywały unijne przepisy, ale już nie podlegałyby one kontroli unijnych sądów i agencji regulujących. (Podobnie robiły brytyjskie kolonie, gdy uzyskiwały niepodległość: aby zachować ciągłość prawną, przejmowały dotychczasowy system prawny, który później był w razie potrzeby modyfikowany).

Co do potrzeby takiej ustawy nie ma dużych kontrowersji, ale i tak może być z jej przyjęciem trochę problemów. – To ustawa o ogromnym znaczeniu. Makropolityka wskazuje, że zostanie ona przyjęta, ale pytanie brzmi: co z poprawkami – mówi dziennikowi „Financial Times” Henry Newman, dyrektor think tanku Open Europe. Opozycja lub przeciwnicy brexitu w szeregach Partii Konserwatywnej mogą za pomocą poprawek próbować ją osłabiać, np. postulując, by Wielka Brytania już po wystąpieniu z UE nadal podlegała jakimś unijnym regulatorom. Debata nad Repeal Bill, która w Izbie Gmin zacznie się we wrześniu, będzie testem, na ile silne są pozycje Teresy May oraz przeciwników brexitu. Ewentualne poprawki do ustawy to niejedyny z nią problem. Szkocka Partia Narodowa domaga się, by wszystkie kompetencje, które przez lata Londyn przekazał do Brukseli, a teraz będzie odzyskiwał, w zakresie odnoszącym się do Szkocji, przeszły w ręce autonomicznego rządu w Edynburgu. Wreszcie jest kłopot stricte techniczny – nie ma jednej zamkniętej listy unijnych praw, które obowiązują w Wielkiej Brytanii, więc dokładnie nie wiadomo, co trzeba zastąpić, a na dodatek ustawy wymusiły jeszcze rozporządzenia do nich.

Wewnętrzne walki mogą się skończyć przejęciem sterów przez Partię Pracy

Aby zminimalizować ryzyko problemów z przyjęciem Repeal Bill, brytyjska premier zamierza dziś w bardzo koncyliacyjnym tonie zwrócić się do opozycji, apelując, by wychodziła ona z pomysłami i zamiast krytykować poczynania rządu, pomogła skutecznie i z sukcesem dla kraju przeprowadzić brexit. – Moje zobowiązanie do zmiany Wielkiej Brytanii nie przygasło. W tym nowym kontekście jeszcze ważniejsze jest, żeby dyskutować o naszych politykach i naszych wartościach oraz by debata o ideach toczyła się zarówno w partii, jak i w kraju. Mówię więc do innych partii w Izbie Gmin – wyjdźcie ze swoimi poglądami i ideami na temat tego, w jaki sposób mamy jako kraj zmierzyć się z tymi wyzwaniami – ma m.in. powiedzieć May. Wspomniany nowy kontekst to sytuacja, która powstała po wyborach z 8 czerwca – Partia Konserwatywna straciła w nich posiadaną dotychczas bezwzględną większość i tworzy mniejszościowy rząd dzięki poparciu północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej. Apel do opozycji o pomoc jest dowodem, jak bardzo pozycja brytyjskiej premier osłabła w związku z fatalną decyzją o rozpisaniu przedterminowych wyborów. Od ogłoszenia wyników nie ustają spekulacje na temat wewnątrzpartyjnego puczu i możliwości zastąpienia jej przez kogoś innego. A gdyby podczas debaty nad Repeal Bill okazało się, że May traci kontrolę nad własną partią, z pewnością znów przybiorą one na sile.

Tym, co pozwala pani premier w miarę spokojnie myśleć o przyszłości, jest fakt, że wśród konserwatystów nie ma zbyt wielu chętnych do przejęcia sterów partii i rządu akurat w momencie, gdy zaczęły się negocjacje z Brukselą, oraz świadomość, że wewnętrzne walki mogą się skończyć przejęciem władzy przez będącą na fali Partię Pracy. Według ostatnich sondaży laburzyści mają obecnie blisko pięciopunktową przewagę w poparciu nad konserwatystami.

Ustawa uchylająca to dopiero początek zmian legislacyjnych związanych z brexitem. Spośród 27 ustaw zapowiedzianych przez królową w mowie prezentującej zamierzenia rządu osiem jest wymuszonych decyzją o wystąpieniu z UE. Pozostałe dotyczą imigracji, handlu, ceł, rybołówstwa, rolnictwa, bezpieczeństwa nuklearnego i stosowania sankcji międzynarodowych. Przede wszystkim z przeforsowaniem dwóch pierwszych Theresa May może mieć spory kłopot, bo część posłów konserwatywnych oraz opozycja mają odmienne stanowisko w kwestii ograniczania imigracji z UE oraz wychodzenia z jednolitego unijnego rynku. Na dodatek uregulowanie praw unijnych obywateli już mieszkających w Wielkiej Brytanii i brytyjskich w UE staje się coraz trudniejszą kwestią w negocjacjach. Wczoraj Guy Verhofstadt, szef liberałów w Parlamencie Europejskim i główny negocjator z ramienia tej instytucji, oświadczył, że dotychczasowe brytyjskie propozycje są niewystarczające i nie może być tak, że jakaś grupa unijnych obywateli będzie traktowana w Wielkiej Brytanii gorzej, niż to jest obecnie. Przypomniał też, że Parlament Europejski może zawetować wynegocjowaną między Londynem a Brukselą umowę o warunkach wyjścia. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.