Reklama

„To przede wszystkim hołd pamięci tych, którzy zginęli w wyniku katastrofy w Czarnobylu” – powiedział PAP jeden z organizatorów akcji Pawał Siewiaryniec, lider Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji (BChD).

Dodał, że jednocześnie celem opozycji jest protest przeciwko budowie białoruskiej elektrowni pod Ostrowcem, której wykonawcą jest rosyjski Rosatom. „To projekt rosyjski, któremu towarzyszy dużo naruszeń i brak przejrzystości” – ocenił opozycjonista.

Uczestnicy marszu nieśli transparenty przeciwko budowie elektrowni atomowej. Wznoszono także okrzyki „Niech żyje Białoruś” i wzywano do uwolnienia więźniów politycznych. Na przedzie kolumny niesiono dzwon, przypominający o katastrofie sprzed 31 lat.

„Dzisiejsi więźniowie polityczni to osoby oskarżane i przebywające w aresztach w związku z tzw. sprawą patriotów” – dodał polityk. Chodzi o prowadzone przez KGB śledztwo w sprawie rzekomego przygotowywania masowych zamieszek i tworzenia nielegalnej organizacji zbrojnej.

„Wielu ludzi określa politykę władz jako +polityczny Czarnobyl+. Nasz marsz tradycyjnie gromadzi różne grupy opozycyjne, dlatego jest swojego rodzaju testem naszych sił” – mówił Siewiaryniec.

Czarnobylski Szlak był w tym roku organizowany przez grupę partii opozycyjnych: BChD, Białoruski Front Narodowy (BNF), Ruch O Wolność, Zielonych, Ruch Mów Prawdę i Zjednoczoną Partię Obywatelską (AHP). Odbywał się legalnie – zgodę na marsz ulicami stolicy od kina "Kastrycznik" do Kaplicy Czarnobylskiej wydały władze miejskie.

Stołeczne władze zgodziły się również na demonstrację innego ugrupowania opozycyjnego: Partii Konserwatywno-Chrześcijańskiej – Białoruskiego Frontu Narodowego (KChP – BNF) na Skwerze Kijowskim. Jak mówił kierujący partią Jury Bieleńki, władze wydały zgodę na akcję po raz pierwszy od wielu lat. Po zakończeniu Czarnobylskiego Szlaku część jego uczestników dołączyła do wiecu na Skwerze Kijowskim, w którym brało udział kilkadziesiąt osób.

Do katastrofy w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 r. Po wybuchu reaktora położonego w granicach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej na terytoria białoruskie spadło ok. 70 proc. opadu radioaktywnego, a skażeniu uległo 23 proc. kraju, głównie terytorium na południowym-wschodzie, zamieszkanym przez 1,8 mln ludzi. Z mapy znikło po 1986 roku ponad 430 miejscowości. Za strefę katastrofy ekologicznej władze Białorusi uznały ją dopiero w 1990 r.

Bezpośrednio po katastrofie wydzielono 30-kilometrową strefę, z której zarządzono ewakuację ludności. W strefie zamkniętej, w obwodzie homelskim, na terenie trzech rejonów: narowlańskiego, chojnickiego i bragińskiego, znajduje się dziś Poleski Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny obejmujący ponad 2 tys. km kw. Według danych ministerstwa środowiska obszar skażenia kraju zmniejszył się z 23 proc. w 1986 r. do 17-18 proc. w roku 2016. Najwyższe poziomy skażenia wciąż notuje się w obwodach homelskim i mohylewskim. Według szacunków białoruskich naukowców do 2046 roku obszar skażenia zmniejszy się do 10-11 proc. powierzchni Białorusi.

Elektrownia atomowa pod Ostrowcem w obwodzie grodzieńskim, budowana przez rosyjski koncern Rosatom, będzie się składała z dwóch bloków energetycznych, których łączna moc ma wynieść do 2400 megawatów. Pierwotnie planowano, że pierwszy blok zostanie uruchomiony w 2018 roku, a drugi w 2020 r. Na początku kwietnia generalny dyrektor Rosatomu Aleksiej Lichaczow oświadczył, że liczy, iż pierwszy blok zostanie wprowadzony do eksploatacji „do końca 2019 r.”

Obawy i zastrzeżenia w związku z budową białoruskiej elektrowni niejednokrotnie wyrażała Litwa. Wilno zarzucało Białorusinom m.in. wybiórcze podejście do kwestii bezpieczeństwa, a także nieudzielanie pełnych informacji na temat budowy elektrowni.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)