Według prof. Kazimierza Kika, w 2009 r. zaostrzy się spór między PO a PiS oraz między obozem rządzącym a prezydentem. W jego ocenie, przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego mogą doprowadzić do znaczących zmian w polskim systemie partyjnym.

"Spór między PO i PiS musi się zaostrzyć w miarę zbliżania się wyborów prezydenckich. Druga połowa 2009 r., czyli rok przed tym wydarzeniem, będzie szczytowym momentem nasilenia tej walki, także personalnej między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim" - podkreślił we wtorek w rozmowie z PAP prof. Kik.

Jego zdaniem, nie będzie zgody na linii PO i PiS, gdyż interesy obu partii "są całkowicie rozbieżne" a "ich nosicielami są Lech Kaczyński i Donald Tusk".

Profesor zaznacza, że skalę różnic między obozami politycznymi pokazują sondaże, według których za Tuskiem opowiada się przeważnie "młodzież i ludzie wykształceni", zaś za L. Kaczyńskim "ludzie starsi i gorzej wykształceni".

Według Kika, na ostrość sporu będzie wpływał fakt, że prezes PiS Jarosław Kaczyński "stawia wyżej" sprawę reelekcji swojego brata niż możliwość osiągnięcia przez jego partię sukcesu w wyborach parlamentarnych.

"Wyniki albo utrwalą obecny podział, albo stworzą punkt wyjścia pod nowe rozdanie"

Profesor zauważa, że Platformie zależy na prezydenturze, ponieważ warunkiem reformowania przez tę partię kraju jest "przejęcie urzędu prezydenta", co - zdaniem Kika - pozwoli na realizację jej programu.

Kik zaznaczył, że czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego będą testem dla polskich ugrupowań politycznych, a w szczególności dla Polski XXI (środowiska politycznego tworzonego m.in. przez Rafała Dutkiewicza, Kazimierza M. Ujazdowskiego, Jarosława Sellina) i centrolewicowej inicjatywy Partii Demokratycznej i SdPl.

"To będzie test, co się zmieści między PO i PiS. Jeżeli PiS nie zmniejszy drastycznie swojej reprezentacji, to aż do wyborów parlamentarnych nie będzie szans na zmiany na polskiej scenie partyjnej" - uważa politolog.

"Wyniki albo utrwalą obecny podział, albo stworzą punkt wyjścia pod nowe rozdanie" - podkreślił Kik.

Jego zdaniem, jeżeli Polsce XXI i nowej centrolewicowej formacji uda się wprowadzić do PE kilku reprezentantów, wtedy "scena polityczna będzie rozsadzona".



"Te partie są komplementarne pod względów wpływów społecznych. Jedna zdobywa poparcie w miastach, druga na wsi"

Według Kika, sytuacja w polityce, a szczególnie w stosunkach wewnątrz koalicji będzie zależała od sytuacji gospodarczej w Polsce. Zdaniem politologa, jeśli kryzys nie dotknie poważnie naszego kraju, to w relacjach między PO a PSL nie zajdą większe zmiany.

Zdaniem profesora, nie ma "strategicznych sprzeczności" pomiędzy tymi partiami, bo PSL nie aspiruje do zdobycia stanowiska prezydenta. "Te partie są komplementarne pod względów wpływów społecznych. Jedna zdobywa poparcie w miastach, druga na wsi" - zaznaczył.

W opinii politologa, jedynym punktem zapalnym między koalicjantami w 2009 r. może być reforma KRUS. Według profesora, nie doprowadzi ona jednak do zakończenia współpracy między obydwoma partiami, bo - jak tłumaczy - jeżeli ludowcy będą wyraźnie oponowali przeciwko tej reformie, premier zdecyduje się jej nie przeprowadzać.

"Inicjatywę przejmą politycy koncyliacji. Bardziej w tę sytuację komponuje się Donald Tusk"

Kik prognozuje, że w przyszłym roku w polityce zagranicznej zajdą zmiany, które doprowadzą do tego, że inicjatywa w tej kwestii przejdzie z prezydenta na premiera.

Jak tłumaczy politolog, L. Kaczyński "wkomponował się" w "ducha agresywnej, ofensywnej, nastawionej antyrosyjsko polityki" ustępującego prezydenta USA Georga W. Busha. Jednak - jak podkreślił - następca Busha Barack Obama "będzie chciał grać bardziej ugodowo i z Europą, i z Rosją".

"Inicjatywę przejmą politycy koncyliacji. Bardziej w tę sytuację komponuje się Donald Tusk" - uważa profesor.