Dla Rosji największe problemy zaczynają się wtedy, kiedy szybko rośnie jej potęga. Bo wówczas łatwo zapomina, że siłę należy mierzyć na zamiary.
Reklama
Rosja toczy swoją wojnę z Zachodem coraz zacieklej – i coraz mocniej krwawi.
Przyjęty przez Dumę budżet na lata 2017–2019 gazeta „RBK” określiła mianem historycznego. „Rosja po raz pierwszy w erze Putina, od 2000 r., zredukowała wydatki rządowe w ujęciu nominalnym” – podkreślono w komentarzu. Kreml nie miał innego wyjścia: w tym roku wpływy budżetowe wyniosą ok. 13,5 bln rubli, to o bilion mniej niż w rekordowym 2014 r. Co gorsza, nic nie zapowiada radykalnego wzrostu ceny ropy i gazu ziemnego w nadchodzącej przyszłości. Rosjanie muszą więc zacisnąć pasa.
Ten proces zresztą trwa już od dawna. W ciągu ostatnich dwóch lat obcięto wydatki na sferę socjalną, emerytury, oświatę czy służbę zdrowia. Choć społeczeństwo biednieje, to rządowe wydatki na zbrojenia nieustannie rosną. W latach 2011–2015 Kreml podwoił środki przeznaczone na rozbudowę armii – z 1,52 bln rubli do 3,8 bln. Rok temu były to już 4 bln, co oznacza, iż niemal co trzeci rubel zapłacony przez podatników idzie na wojsko. Na dokładkę mocarstwowa polityka jest droga. Interwencje na Ukrainie i w Syrii z pewnością mocno obciążają budżet, podobnie jak międzynarodowe sankcje nałożone na Rosję po zajęciu Krymu. Do tego dochodzą wydatki na podsycanie wszelkich tendencji odśrodkowych w Europie, a spór z USA może kosztować coraz więcej, bo nie musi zostać wygaszony przez Donalda Trumpa.
Choć kraj doświadcza zadyszki, to dopóki Putin trzyma Rosję żelazną ręką, jest ona bardzo groźna. Ale każdy car się starzeje, słabnie i w końcu odchodzi. Kiedy zaś na Kremlu zabraknie mocnego władcy, imperium nieuchronnie wchodzi w okres Wielkiej Smuty.
Idzie wiosna
Sto lat temu nawet „generał mróz” uparł się, żeby zaszkodzić carowi. Rok 1917 zaczął się w Petersburgu – przemianowanym na Piotrogród (pierwotna nazwa brzmiała zbyt niemiecko) – wyjątkowo mroźnie. Chłody trwały na tyle długo, że w mieście zaczęły się kłopoty z zaopatrzeniem w żywność. Aż 20 lutego (według kalendarza juliańskiego) rozeszła się plotka, że wkrótce zabraknie chleba i władze wprowadzą jego racjonowanie. Petersburżanie rzucili się do sklepów, by zrobić zapasy, a w kolejkach dochodziło do bójek. Po kilku dniach faktycznie chleba zabrakło – ale nie z powodu braku mąki, lecz opału dla piekarń.
Ten stan rzeczy nie zaprzątał uwagi cara. Wprawdzie Mikołaj II rządził już ponad dwie dekady, lecz nigdy nie nauczył się rozpoznawać, co jest naprawdę ważne. Zamiast nadzorować rozwiązanie palących problemów w stolicy, postanowił wyjechać do Mohylewa, gdzie rezydował sztab generalny. Car chciał osobiście uczestniczyć w tworzeniu planów wiosennej ofensywy przeciwko państwom centralnym, choć już wielokrotnie udowodnił, że nie ma pojęcia o prowadzeniu wielkich operacji militarnych. Pilnowanie porządku w Piotrogrodzie zostawił na głowie niespecjalnie błyskotliwego ministra wojny gen. Michaiła Bielajewa.
Do salonki pociągu specjalnego car wsiadł po południu 22 lutego, opuszczając stolicę, po której ulicach wałęsało się już kilkanaście tysięcy robotników – bo z powodu braku opału stanęły fabryki. Następnego ranka pogoda zrobiła carowi wyjątkowo okrutny psikus. Przyszło ocieplenie – temperatura podniosła się do prawie 10 stopni Celsjusza. A to sprawiło, że mieszkańcy metropolii wylegli na ulice. Wedle kalendarza gregoriańskiego był nie 23 lutego, lecz 8 marca i cały zachodni świat obchodził Międzynarodowy Dzień Kobiet. Rosyjscy socjaliści postanowili nie być gorsi. Błyskawicznie zwołali na Newskim Prospekcie marsz z żądaniem równych praw dla płci pięknej. Pochód zaczęli jednak zasilać niedojadający gapie żądający chleba dla wszystkich.
Wieść o awanturze w centrum rozeszła się po fabrykach i już wczesnym popołudniem ok. 100 tys. robotników przystąpiło do strajku wspierającego postulaty demonstrantów. Ekscytacja ulicy udzieliła się parlamentowi. W obradującej Dumie opozycja nabrała wiatru w żagle. Bardzo aktywni stali się trudownicy, utworzone przez inteligentów i przedstawicieli chłopów ugrupowanie chcące przekształcić Rosję w kraj demokratyczny. Rej wśród nich wodził elokwentny adwokat, ideowy socjaldemokrata Aleksander Kiereński, który niemal otwarcie wzywał do buntu i zmiany ustroju państwa.
Awantury w Dumie dodatkowo podgrzały atmosferę i 24 lutego ulice Petersburga zapełniło 200 tys. robotników. Władze nie chciały dopuścić ich do centrum, ustawiono zapory na mostach, ale ludzie przechodzili po nadal skutej lodem Newie. Narastający bałagan ułatwił ataki na magazyny z żywnością. Zaczął się rabunek, a policja i wojsko nie reagowały. Po mieście poszła wieść, że wybuchła rewolucja. „Jaka rewolucja? Dajcie robotnikom po funcie chleba, a cały ruch wygaśnie” – skomentował tę pogłoskę Aleksander Szlapnikow, jedyny przebywający wówczas w Rosji członek Komitetu Centralnego WKPb. Bolszewicy od dawna marzyli o powszechnym buncie, lecz brakowało im kadr i przywódców. Włodzimierz Lenin przebywał w Szwajcarii, Lew Trocki w Nowym Jorku, zaś Szlapnikow zupełnie nie nadawał się, by przewodzić tłumom.
Zresztą robotnicy chcieli nie rewolucji, ale chleba. 25 lutego dowódca garnizonu w Petersburgu gen. Siergiej Chabałow doliczył się w zabezpieczonych przez wojsko magazynach 9 tys. ton mąki. Wystarczyło dostarczyć ją piekarniom, zapewnić opał i wypiec chleb. Tyle tylko że w chaosie administracyjnym nikt nie potrafił podjąć decyzji ani niczego zorganizować. Jedynie przewodniczący Dumy Michaił Rodzianko wysłał za carskim pociągiem rozpaczliwy telegram. Błagał w nim Mikołaja II, by natychmiast wracał do stolicy. Bez stałej obecności cara rząd Rosji po prostu przestawał funkcjonować, co groziło tym, że ktoś inny może sięgnąć po władzę.
Tygrys Europy
Między czasami Wielkiego Księstwa Moskiewskiego a czasami Związku Radzieckiego zawsze istniał ten sam, spinający wszystko podmiot – car. Nawet gdy nosił tytuł pierwszego sekretarza KC. Jeśli car miał ciężką rękę – państwo funkcjonowało, gdy okazywał słabość – zaczynało się sypać. Najgorzej zaś się działo, kiedy po silnym imperatorze na tronie zasiadał nieudacznik. Uzależnienie wielkiego mocarstwa od tej prawidłowości już nieraz przekreślało szansę Rosji na zdobycie pozycji najpotężniejszego państwa świata. Choć nigdy nie okazało się tak bolesne, jak na początku XX w.
Marsz ku świetlanej przyszłości Imperium Romanowów rozpoczęło zaraz po tęgim laniu, jakie Francja i Wielka Brytania sprawiły mu podczas wojny krymskiej. W jej trakcie, po śmierci ultrakonserwatywnego Mikołaja I, na tronie zasiadł dużo bardziej skłonny do reform Aleksander II. Widząc dystans dzielący Rosję od zachodu Europy, przystąpił do zmian. Mimo oporu szlachty zniósł w 1861 r. poddaństwo chłopów, dając 100 mln niewolników wolność osobistą, choć bez ziemi (pozostała własnością szlachty lub gmin mogących ją wydzierżawiać). Zniesienie poddaństwa zwielokrotniło liczbę płatników podatków i dochody państwa wzrosły z 350 mln do 1,4 mld rubli. Liberalne przemiany przerwał w 1881 r. przygotowany przez anarchistów zamach na cara. Jego syn, Aleksander III, nie zamierzał kontynuować reform. „Był to Piotr (Wielki – aut.) ze swoją pałką. Nie – była to sama pałka bez Wielkiego Piotra” – ocenił nowego władcę minister wojny gen. Piotr Wannowski. Aleksandra III trudno zaliczyć do grona wybitnych polityków, lecz w państwie wprowadził dyscyplinę, i jeśli wydawał rozkaz, wykonywano go natychmiast. Co wystarczało do tego, by Rosja zaczęła się rozwijać, zwłaszcza gdy tekę ministra finansów objęła nietuzinkowa postać, Siergiej Witte.
Witte rozpoczął urzędowanie w 1892 r., gdy II Rzesza wprowadziła maksymalne stawki celne na rosyjskie produkty rolne. Na przekór zdaniu członków rządu i dworu przekonał cara, iż Rosja musi odpowiedzieć tym samym i podnieść cła na wszystkie produkty niemieckiego przemysłu. Według Wittego nawykli do biedy i wyrzeczeń Rosjanie o wiele łatwiej zniosą wojnę celną od bogatych Niemców. Nie pomylił się, bo już po roku Berlin ustąpił, oferując Petersburgowi rozejm i klauzulę najwyższego uprzywilejowania. Rosja na tym starciu zyskała coś jeszcze: dzięki cłom zaczęła rosnąć jej produkcja przemysłowa. „Stworzenie własnego przemysłu jest zasadniczym zadaniem, nie tylko ekonomicznym, ale i politycznym” – powtarzał Witte. Dlatego też starał się jak najwięcej środków z budżetu przeznaczyć na budowę linii kolejowych i nowych fabryk. By zapełnić państwową kasę, podnosił podatki oraz nakładał nowe – w 1895 r. zdecydował o wprowadzeniu akcyzy na wódkę. Co wymusiło rozlewanie jej do butelek i tym samym przyniosło kres kilkusetletniej tradycji, iż karczmarze kupowany na wynos trunek przelewali do wiadra klienta.
Proces cywilizowania się Rosji przebiegał równie szybko, co uprzemysłowienie. W 20 lat liczba spółek akcyjnych notowanych na giełdzie podwoiła się, przekraczając na początku XX w. 1 tys. Zaś ich kapitał się potroił, osiągając wartość ok. 2 mld rubli. A był to dopiero początek sukcesów gospodarczych, które da się porównać z wielkim skokiem ekonomicznym dokonanym przez Stany Zjednoczone w drugiej połowie XIX w. i współczesnym rozwojem Chin. Porządek zaprowadzony przez Aleksandra III, reformy Wittego, stabilny rubel oparty na parytecie złota i mit Rosji jako kraju nieograniczonych możliwości zaczęły przyciągać inwestorów z całego świata. W krótkim czasie francuskie firmy zainwestowały tu 687 mln rubli, angielskie – 535 mln, a niemieckie – 436 mln, co zaowocowało koniunkturą jeszcze lepszą niż ta sprzed 1900 r. Imperium Romanowów zostało najszybciej rozwijającym się krajem świata. Zdobyło status czwartego mocarstwa przemysłowego, depczącego po piętach USA, II Rzeszy i Wielkiej Brytanii, wyprzedzając przy tym Francję. Jednocześnie nawet Stany nie produkowały tyle żywności, co Rosja, która stała się spichlerzem ludzkości i dostarczała na rynki np. aż 40 proc. zboża. Dysponując ogromną nadwyżką handlową, Imperium Romanowów do 1914 r. spłaciło zadłużenie zagraniczne i zgromadziło 1,7 mld rubli rezerwy finansowej. Zdawało się to gwarantować bezpieczeństwo w cięższych czasach.
Kolos z malutką głową
W wydanej na początku 1914 r. książce „La transformation économique de la Russie” francuski ekonomista Edmond Théry szacował, że Rosja – o ile utrzyma tempo rozwoju – wyprzedzi USA w 1948 r. Prognoza ta miała jedną słabą stronę – nie brała pod uwagę osoby cara. A tymczasem rządzący krajem od listopada 1894 r. Mikołaj II zrobił absolutnie wszystko, by przewidywania Théry’ego się nie sprawdziły. Bez oglądania się na konsekwencje podjął wyścig z Japonią o to, kto zdominuje Chiny. „Mało nam Polaków, Finów, Niemców, Łotyszów, Gruzinów, Ormian, Tatarów, to chcieliśmy jeszcze przyłączyć terytorium z Mongołami, Chińczykami, Koreańczykami” – komentował Witte.
Wkrótce okazało się, że Witte był niepoprawnym optymistą. Japońskie siły zbrojne sprawiły w 1904 r. rosyjskiej armii pamiętne lanie. Przy jego okazji ujawniły się wszystkie skrywane słabości imperium. Żołnierze bili dzielnie, lecz generałowie dowodzili fatalnie. Szwankowały transport i zaopatrzenie, zaś prawdziwym symbolem takiego stanu rzeczy stała się kapitulacja Port Artur. Podejmując decyzję o poddaniu się wbrew woli cara, gen. Anatolij Stessel raportował, że obrońcy nie przetrzymają mrozów z powodu wyczerpania się rezerw węgla. Ale po zajęciu twierdzy Japończycy odkryli w różnych miejscach ogromne jego zapasy. Jak się okazało, dostarczany z ogromnym poświęceniem do Port Artur węgiel urzędnicy sprzedawali na lewo prywatnym kontrahentom, fałszując dokumenty o jego zużyciu. Postawiony przed sądem gen. Stessel dostał wyrok śmierci, lecz wkrótce Mikołaj II ułaskawił skazańca.
Car miał świadomość tego, że Rosja jest wprost przeżarta korupcją, lecz nie zrobił niczego, by to zmienić. „Dochody pieniężne gubernatorów, pochodzące z kradzieży własności skarbowej i publicznej, a zwłaszcza z łapówek, wyciskanych od ludności miejscowej, szacowane były przeciętnie na kilkakroć wyższe w porównaniu do nominalnej pensji” – napisał w książce „Imperium korupcji” Andrzej Chwalba. Urzędnicy kradli, choć dostawali wyższe uposażenie niż biurokraci we Francji.
Bezkarność wysoko postawionych złodziei kontrastowała z opresyjnością państwa wobec zwykłych obywateli. Za zbyt otwarte kontestowanie władzy groziła twierdza lub zesłanie na Syberię. Nad zachowaniem prawomyślności czuwała cenzura oraz tajna policja. Ten najsurowszy aparat represji w Europie okazał się jednak zbyt słaby wobec napięć społecznych rozsadzających Imperium Romanowów od wewnątrz. Licznym nacjom przetrzymywanym w „więzieniu narodów” marzyła się niepodległość. Z kolei rosyjskiej inteligencji śniła się demokracja na wzór angielski lub rewolucja wcielająca w życie ideały Karola Marksa. Tak czy inaczej miliony potencjalnych buntowników chciały obalenia caratu.
Przedsmak tego Mikołaj II miał w styczniu 1905 r., gdy pop Gieorgij Gapon (notabene konfident ochrany) zorganizował w Petersburgu manifestację robotników z żądaniem ośmiogodzinnego dnia pracy i podwyżek. Do dziś nie udało się ustalić, dlaczego wojsko otworzyło ogień do pokojowo nastawionego tłumu i zabiło kilkuset ludzi. Tak podważono nie tylko wiarę ludu w dobroć cara, ale też sprowokowano bunt w całym kraju. Mikołaj II ocalał, bo znalazło się w jego otoczeniu dwóch wybitnych polityków zdolnych zapanować nad sytuacją. Ale ani Siergiej Witte, ani Piotr Stołypin nie doczekali się od władcy wyrazów wdzięczności. Pierwszy z nich znów szybko popadł w niełaskę, drugi zginął w zamachu we wrześniu 1911 r. Już dużo wcześniej car zaczął mu okazywać, iż ma go dosyć razem ze wszystkimi reformami, które wprowadzał.
Zmiany zainicjowane przez Wittego oraz Stołypina stanowiły ostatnią szansę na ustabilizowanie sytuacji w Rosji. Nim spacyfikowano rewolucję, car zgodził się powołać parlament, rozpisać wybory i utworzyć, na wzór zachodni, rząd z premierem. Ale ewolucję Rosji w stronę monarchii konstytucyjnej Mikołaj II zakończył równie szybko, jak zaczął. Pierwsza Duma okazała się dla niego zbyt postępowa, więc ją rozwiązał. Kolejna też za bardzo chciała przeszczepiać na rodzimy grunt zachodnie idee. Dopiero po zmianie ordynacji wyborczej trzecia Duma okazała się wystarczająco konserwatywna, by car ją zaakceptował. Przyniosło to zamrożenie zmian w państwie, choć coraz więcej osób ich oczekiwało.
Piękny koniec epoki
„Fortuny powstawały jak gdyby z niczego. Ludzie odurzali się muzyką, półnagimi kobietami, szampanem. Kluby gry, domy schadzek, teatry, parki rozrywek wyrastały jak grzyby po deszczu” – opisywał Petersburg w 1913 r. Aleksy Tołstoj.
Ten moment w dziejach Rosji bezsprzecznie zasługuje na miano belle epoque. Rewolucję spacyfikowano, organizacje terrorystyczne zostały rozbite, a liderzy ruchu komunistycznego wyemigrowali na Zachód. Co ważniejsze – państwo rosło w siłę, odnotowując wzrost PKB dwukrotnie wyższy niż niemiecki. Nic dziwnego, że kiedy 8 grudnia 1913 r. cesarz Wilhelm II poprosił o opinię szefa sztabu gen. Helmuta von Moltke, ten stwierdził dosadnie: „Uważam wojnę za nieuniknioną i im wcześniej, tym lepiej”.
Z każdym rokiem szanse II Rzeszy na pokonanie sojuszu francusko-rosyjskiego malały, bo Imperium Romanowów stawało się coraz potężniejsze. Dlatego odwlekanie wybuchu konfliktu powinno stanowić główny cel w polityce Petersburga. Ale Mikołaj II zupełnie tego nie rozumiał. Bolesną lekcję daną mu przez Japończyków szybko zapomniał, a o polityce zagranicznej myślał przez pryzmat mistycznych uniesień, którymi nieustannie raczył carskich małżonków Grigorij Rasputin. Więc gdy w Sarajewie zamachowcy zastrzelili arcyksięcia Ferdynanda, bratanka cesarza Austro-Węgier, Rosja, bezwarunkowo wspierając Serbię, uniemożliwiła zapobieżenie wybuchowi wojny. Car jej początek przyjął stwierdzeniem, że taka widać była wola Boża. Potem już tylko popełniał błąd za błędem, zdając się we wszystkim na rady żony lub Rasputina.
Gdy 1,5 mln Rosjan poległo na froncie, a ponad 4 mln odniosło rany, lud już nie przyjmował tego stanu rzeczy z taką cierpliwością, jak zwykle. Choć na początku 1917 r. wojna nie była przegrana. Niemcy wykrwawiały się jeszcze mocniej, a lada miesiąc krajom Ententy mogły przyjść z odsieczą Stany Zjednoczone. Znajdując się o krok od ocalenia, Mikołaj II, zamiast rezydować w Petersburgu, pojechał do Mohylewa. Tam zastał go telegram o rozruchach w stolicy. Bez namysłu odesłał krótką odpowiedź gen. Chabałowowi. „Rozkazuję panu jutro położyć kres niepokojom w stolicy, niedopuszczalnym w trudnym okresie wojny przeciw Niemcom i Austrii” – rozkazał.
Chabałow był ponoć zaszokowany takim brakiem rozwagi cara, lecz jak na subordynowanego żołnierza przystało rozkazał rozwiesić dwie proklamacje. Pierwsza – zakazywała demonstracji i w razie jej nieprzestrzegania zapowiadała użycie przez wojsko broni. Druga – nakazywała wrócić robotnikom do fabryk. Nieposłusznym grożono natychmiastowym wcieleniem do amii i wysłaniem na front. W Rosji na ok. 130 mln mieszkańców zaledwie 2,5 mln było robotnikami. Mimo wszystko odgórnie inicjowana industrializacja przyniosła powstanie ogromnych zakładów przemysłowych. Dość powiedzieć, że w USA przeciętna fabryka zatrudniała 1100 osób, a w państwie carów – 1400. Przy tak wielkiej koncentracji silnych, solidarnie współpracujących mężczyzn w jednym miejscu stłumienie buntu stawało się bardzo trudną sprawą. A Mikołaj II właśnie ten bunt prowokował.
Aż polała się krew
W niedzielne popołudnie 26 lutego na placu Znamieńskim trwała demonstracja mieszkańców stolicy Rosji, gdy Wołyński Pułk Gwardii otworzył do tłumu ogień. Zginęło 40 osób, a drugie tyle odniosło rany. „Tego wieczoru książę Radziwiłł wydawał bal, o którym towarzystwo już od dawna rozprawiało. Ambasadorowi Francji rzęsiście oświetlony pałac nad Fontanką przywiódł na myśl podobne sceny w Paryżu w 1789 r.” – opisuje Richard Pipes w „Rewolucji rosyjskiej”.
Skojarzenie okazało się celne. Car nakazał pacyfikować stolicę wojsku, które się do tego nie nadawało. Pod dowództwem gen. Chabałowa znajdowało się co prawda 160 tys. żołnierzy, lecz byli to głównie czterdziestoletni rekruci pochodzący z niedawnego poboru. W tym wieku człowieka trudno jest już indoktrynować lub zmusić do dyscypliny, jeśli tego nie chce, za to nienawidzi młodszych od siebie oficerów. Na dokładkę wśród rekrutów przeważali robotnicy i chłopi. Pierwsi nie mieli ochoty strzelać do kolegów, drudzy nadal nie dostali ziemi na własność. Czemu dali wyraz już w poniedziałek. „Ku zaskoczeniu wszystkich wybuchł bunt żołnierzy, jakiego nigdy dotąd nie widziałem. Oczywiście nie byli to żołnierze, lecz chłopi oderwani od pługa, którzy teraz uznawali za wskazane wysunąć swoje chłopskie żądania. W tłumie słychać było tylko: »Ziemi i wolności«, »Precz z dynastią!«, »Precz z Romanowami«, »Precz z oficerami«” – zapisał przewodniczący Dumy Michaił Rodzianko. W poniedziałkowe popołudnie 27 lutego (12 marca kalendarza gregoriańskiego) carskie władze utraciły kontrolę nad stolicą. Zbuntowane odziały krążyły po mieście, strzelając do każdego policjanta lub oficera. Zdobyto siedzibę ochrany i Twierdzę Pietropawłowską, a na Pałacu Zimowym zatknięto czerwoną flagę. Według wyliczeń Chabałowa spośród jego podkomendnych wierność carowi zachowało marne 2 tys. żołnierzy.
To był koniec rządów Romanowów i władzę usiłowali przejąć lewicowi posłowie do Dumy. Nim Mikołaj II wrócił do stolicy, wymusili na nim abdykację. Ale liberalne rządy Gieorgija Lwowa, a po nim Aleksandra Kiereńskiego wykazywały równie samobójcze skłonności, co te aresztowanego wraz z rodziną cara. W momencie, kiedy nadal toczono wojnę z Niemcami, a żołnierze co chwila się buntowali, rozpoczęto postępowe reformy. Zniesiono cenzurę, wszelkie ograniczenia w wolności zgromadzeń i organizowania się obywateli, a z więzień wypuszczono nawet bolszewików. Powszechna demokratyzacja przyniosła nie wolność, lecz ogromny bałagan i Rząd Tymczasowy szybko utracił kontrolę nad państwem.
Mający tego świadomość, Włodzimierz Lenin 6 kwietnia 1917 r. wysłał z Berna depeszę do towarzyszy, w której pisał, że wkrótce powinni się go spodziewać. Kończył właśnie negocjacje z wysłannikiem niemieckiego wywiadu Aleksandrem Helphandem, posługującym się nazwiskiem Parvus. Ten w imieniu kaisera obiecał, że specjalny wagon przewiezie wodza bolszewików przez II Rzeszę i Skandynawię wprost do Petersburga. Lenin miał wyruszyć z misją zdestabilizowania kraju, w którym mieszkało 4 mln bajecznie bogatych fabrykantów i posiadaczy ziemskich oraz 56 mln biedaków nieposiadających niczego. To dawało komunistom wielkie pole do popisu, zwłaszcza że ludzie mieli już dość wojny. Poza tym demokratyczne bezhołowie sprawiało, iż coraz mocniej tęsknili za carem, który wziąłby znów Rosję za twarz i uczynił wielką.
Za tydzień druga część