Od czasu letniej fali ataków terrorystycznych w Europie mieliśmy kilka miesięcy spokoju, lecz temat uchodźców nie zniknął z czołówek gazet. Wisząca w powietrzu groźba islamistycznej przemocy, stale wykorzystywana do krytykowania unijnej polityki otwartych granic, zmaterializowała się po kilku miesiącach pod postacią przedświątecznego zamachu w Berlinie.
W Polsce nie doszło jeszcze do ataku terrorystycznego – nie licząc ubiegłorocznej próby zamachu bombowego we wrocławskim autobusie (udało się uniknąć ofiar wyłącznie dzięki przytomności kierowcy pojazdu). Zamachowiec był Polakiem i katolikiem, lecz w powszechnym odczuciu to muzułmanie uznawani są za grupę zagrażającą naszemu bezpieczeństwu.
Czytamy o budowaniu murów, o projektach rejestrowania oraz szczególnej inwigilacji muzułmanów albo o ich przymusowej deportacji, jeśli nie oświadczą na piśmie, że cenią „nasze wartości”. Straszy się nas islamizacją Europy, przez internet zaś przelewa się fala nienawiści pod każdą informacją dotyczącą muzułmanów – także wtedy, gdy są to doniesienia o ofiarach wojen lub zamachów w Syrii, Iraku lub Turcji.