Gdy kilka lat temu wchodziły nowe przepisy dotyczące biegłych rewidentów i nowe zasady kontroli firm audytorskich, mówiło się, że to zakończy zaniżanie cen audytów. Czy faktycznie przez ostatnie lata coś się w tym zakresie zmieniło?
Tak. Patrząc na informacje ze sprawozdań składanych do samorządu przez firmy audytorskie, można stwierdzić, że wynagrodzenia, które otrzymywały one w 2019 r., wzrosły o średnio 10 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Ta tendencja nadal się utrzymuje i spodziewam się, że tak będzie w 2021 r. Natomiast nie wykluczam, że nadal będą się pojawiać przypadki skrajnie niskich wycen za badanie sprawozdań finansowych. Takimi podmiotami zajmie się nadzór publiczny.
Reklama
Wysokość cen, a raczej ich zaniżanie, to nie tylko polski problem?
Nie, dlatego ta kwestia pojawia się w dyskusji międzynarodowej. Kilka lat temu obserwowaliśmy tąpnięcie cen, które stawało się niebezpieczne, bo mogło wpływać na jakość audytu. W związku z tym międzynarodowa organizacja IFAC (International Federation of Accountants) rozpoczęła pracę nad zmianami w kodeksie etyki również pod tym kątem. Trwały one trzy lata, a efekty tych prac mają zostać przyjęte jeszcze w grudniu tego roku. Kodeks mówi, że odpowiednia kalkulacja wynagrodzenia jest elementem etyki zawodowej biegłego rewidenta. Jeżeli bowiem audytor chce wykonać swoją pracę zgodnie ze standardami zawodowymi i funkcją, jaką pełni w gospodarce, musi tak skalkulować wynagrodzenie, aby zagwarantować należytą jakość. Kluczowe w tym przypadku jest odpowiednie zaplanowanie pracochłonności badania, przeanalizowanie działalności klienta i ustalenie czynników ryzyka z nim związanych. Pod tym kątem ustala się odpowiedni skład zespołu do badania.

Reklama
Coraz częściej do zespołów audytorskich dołączają eksperci, chociażby w obszarze IT. Trzeba też pamiętać, że audytor bierze na siebie ustawową odpowiedzialność w związku z wykonywaną pracą. To wszystko musi znaleźć odbicie w wysokości wynagrodzenia.
A jak oblicza się samo wynagrodzenie?
Praktyki szacowania wynagrodzeń mogą być różne. Uważam jednak, że każda firma audytorska powinna mieć określone zasady kalkulacji wynagrodzenia zgodnie z przyjętą metodologią, w ramach systemu wewnętrznej kontroli jakości. Podstawowe kryteria przy ustalaniu wynagrodzenia to: pracochłonność, stopień złożoności prac i wymagane kwalifikacje. Do tego dochodzą oczywiście koszty prowadzenia działalności przez firmę audytorską, opłaty z tytułu nadzoru i oczywiście koszty pracy zespołu rewizyjnego. I tę złożoność trzeba tłumaczyć klientom. Czas zaniżania wynagrodzeń kończy się, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nadal pojawiają się na rynku badania zrealizowane za niepokojąco niskie kwoty.
Takie sytuacje zdarzają się, bo nadal klienci traktują badanie jako zło konieczne?
To uproszczenie, choć oczywiście i takie przypadki mają miejsce. Uważam jednak, że problemem jest raczej brak wiedzy o złożoności badania, pracochłonności i wymogach, jakim podlegamy jako biegli rewidenci i firmy audytorskie. I to klientom musimy wyjaśniać, to jest droga do uzasadnienia wartości naszej usługi. Przy badaniu sprawozdań chociażby banków nie ma tego problemu, bo audyt jest tam traktowany jako swoistego rodzaju certyfikat wiarygodności dla klientów. Świadomość znaczenia pracy biegłego rewidenta dla odbiorców sprawdzania, m.in. akcjonariuszy, banków, obligatariuszy, kontrahentów czy pracowników rośnie, ale ten proces wymaga czasu. Nadal są jednostki, których jedynym kryterium wyboru audytora jest najniższe wynagrodzenie. I niektóre firmy audytorskie ulegają tej presji, co odbija się na jakości badania.
Nie bez znaczenia w walce o adekwatne ceny jest chyba nowy organ nadzoru, tj. działająca od początku roku Polska Agencja Nadzoru Audytowego?
To prawda. PANA kładzie duży nacisk na jakość wykonywania usług. Mówiła o tym dr Agnieszka Baklarz, dyrektor departamentu kontroli PANA, na dorocznej konferencji audytingu zorganizowanej przez samorząd. Poinformowała wówczas, że kontrolerzy będą bacznie się przyglądać ewidencji czasu pracy. Agencja wymaga udokumentowania tego zarówno na etapie planowania audytu, gdzie szacujemy, ile czasu poświęcimy na daną usługę, jak i na etapie realizacji zlecenia. Z takiego wykazu można się dowiedzieć, czy audytor na wykonanie usługi i udokumentowanie wszystkich czynności poświęcił odpowiednią ilość czasu. Rada agencji zaleciła też samorządowi, aby wesprzeć firmy audytorskie w tym zakresie poprzez przygotowanie wytycznych (np. w postaci dobrych praktyk) w obszarze kształtowania wynagrodzeń i ewidencjonowania czasu pracy.
I tak się stanie?
Tak, pracujemy już nad takim opracowaniem. Chcemy je udostępnić jeszcze w grudniu tego roku.
vDlaczego do tej pory nie udało się samorządowi rozprawić z tym problemem?
Bo jest bardzo złożony. Z jednej strony mamy mechanizmy wolnego rynku, a z drugiej ściśle regulowany zawód zaufania publicznego i określone oczekiwania co do jakości. Pytanie, jak wskazać punkt, w którym zbyt niska cena zaczyna uderzać w jakość. Staraliśmy się jako samorząd wprowadzać różne rozwiązania. Przykładowo podawaliśmy szacowane normy pracochłonności, które powinny być przypisane do określonego klienta, biorąc pod uwagę branżę, w której funkcjonuje, wielkość obrotów i zatrudnienie. Musieliśmy jednak z tego zrezygnować, bo okazało się, że nie możemy dyktować takich rozwiązań firmom audytorskim, a tym bardziej ich klientom. Przygotowaliśmy też wytyczne, w których wskazywaliśmy, że zaniżanie cen jest nieakceptowalne. Prowadziliśmy też szkolenia w tym zakresie. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, bo mamy nadzór publiczny, a więc potężnego sojusznika w walce o jakość badania. Należy też pamiętać, że ustawa o biegłych rewidentach przewiduje wysokie kary, także pieniężne, za nieprzestrzeganie wymogów dotyczących wynagrodzenia za badanie. Dotyczą one tak biegłych rewidentów, jak i firm audytorskich. Do tego spada liczba osób wykonujących zawód biegłego rewidenta. To nie jest tylko kwestia luki pokoleniowej, po prostu spadające sukcesywnie wynagrodzenia za badania z jednej strony, a rosnąca odpowiedzialność biegłego rewidenta z drugiej, doprowadziły do sytuacji, w której zawód ten nie jest tak atrakcyjny jak kiedyś. Ale to na szczęście się zmienia, tylko jest to proces, który potrwa.
Wróćmy jeszcze do początku rozmowy, kiedy mówiła pani, że ceny nadal będą rosnąć. Czy to też jest związane z sytuacją pandemii koronawirusa?
Tak, i to z dwóch powodów. Chodzi zarówno o nakłady związane z audytami zdalnymi, jak
i o sytuację samej firmy w czasie stanu epidemicznego. Jeżeli chodzi o ten drugi aspekt, to rynek i regulacje oczekują od biegłego rewidenta najwyższego sceptycyzmu. Natomiast trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że sytuacja związana z COVID-19 jest po prostu czymś zupełnie wyjątkowym i to wymaga od nas – audytorów – w wielu przypadkach zmiany strategii badania. Dotyczy to szacowania ryzyka i reakcji na te ryzyka w postaci doboru odpowiednich procedur badania. Inaczej mówiąc, refleksji nad tym, czy to, co robiliśmy do tej pory, jest adekwatne i wystarczające w obecnej sytuacji.
Dlaczego?
Bo rzeczywistość, w której funkcjonują audytowane firmy, jest skrajnie niepewna, co przekłada się na niepewność informacji, które są w sprawozdaniu finansowym. To oznacza, że aby potwierdzić te informacje, musimy przeprowadzić więcej procedur odpowiednich do sytuacji klienta, żeby otrzymać odpowiednie i wystarczające dowody badania. To z kolei wiąże się z koniecznością poświęcenia większej ilości czasu na badanie. Chodzi nie tylko np. o wycenę aktywów czy rezerw. ©℗
Wynagrodzenie z tytułu usług audytorskich
W jakim roku 2018 2019
Kwota wynagrodzenia 314,87 mln 347,63 mln
Liczba usług 29 460 30 511
W dobie pandemii dużym wyzwaniem jest też odniesienie się do założenia kontynuacji działalności. Wprawdzie to zarząd podejmuje decyzję i przedstawia dowody w tym zakresie, ale audytor musi ocenić, czy ocena zarządu jest zasadna. Co więcej, może się okazać, że są istotne niepewności, które powinny być wskazane w sprawozdaniu. Poza tym proszę pamiętać, że nie tylko audytor działa zdalnie, ale też pracownicy klienta. Dlatego zaufanie do kontroli wewnętrznej musi być mniejsze. Audytor nie może opierać się na tym, co ustalił, gdy wszyscy pracowali w biurze. Nie może też stosować mniej pracochłonnych metod polegających na porównaniu danych, bo nie można się odnieść do tego, co było w zupełnie innej rzeczywistości. Musi więc zastosować bardziej pracochłonne metody np. testowania. To musi i będzie kosztować więcej niż dotychczas.
Wspomniała pani też o nakładach na zdalny audyt, ale przecież ten sposób był wykorzystywany jeszcze przed pandemią…
Ale nie w takim zakresie, jak to ma miejsce teraz. Obecna sytuacja może wymagać, aby audytor zdalnie uczestniczył nawet w inwentaryzacji. Całkowite przejście na tryb zdalny to konieczność poniesienia sporych nakładów na sprzęt i systemy zabezpieczające dane przekazywane przez klienta, ich weryfikację oraz bezpieczne przechowywanie, a także szkolenia pracowników. Należy też pamiętać, że obecnie wszystkie informacje pozyskiwane są zdalnie. Wcześniej biegły rewident, nawet gdy prowadził zdalny audyt, mógł najpierw zapoznać się z jednostką, np. zobaczyć, jak funkcjonuje hala produkcyjna. Teraz te informacje musi pozyskać z dokumentów lub od pracowników, co wydłuża czas jego pracy.
Na stronie samorządu dostępna jest przykładowa umowa o badanie, czy jest ona aktualna też dla obecnej sytuacji?
Tak, mimo że przygotowaliśmy ją w 2019 r. Zaproponowaliśmy tam klauzulę, która pozwala negocjować wynagrodzenie, jeżeli audyt się przedłuża nie z winy audytora. Taką sytuację mieliśmy właśnie w tym roku, gdy ustawodawca przedłużył termin na sporządzenie sprawozdania, natomiast firmy dostarczały różne wersje sprawozdań. Ten zapis bezwzględnie powinien trafić do umów zawieranych w tym roku. Przykładowa umowa zawiera też wszystkie kwestie związane z odpowiedzialnością biegłego rewidenta i audytowanego klienta.