- Rosja z jednej strony oferuje Łukaszence kredyty na utrzymanie płynności finansowej, spójności produkcji a co za tym idzie spokoju społecznego, a jednocześnie daje do zrozumienia, że musi wystawić ludzi do walki. A eżeli nie, to może stracić władzę – mówi Zbigniew Parafianowicz z dziennika Gazety Prawnej. - Zastąpi go wtedy jakiś bardziej prorosyjski pułkownik z białoruskiego aparatu władzy, a on sam będzie musiał salwować się ucieczką. Rosjanom nie chodzi o to, żeby rzucać tych żołnierzy na skomplikowane odcinki walki , bo nie jest to wybitna siła, która zmieniłaby losy wojny. Jednak wysłanie wojsk na Ukrainę od północy utrudniłoby Ukraińcom życie dość mocno. Byłaby to wymierna korzyść dla Rosji z zaangażowania sił białoruskich w wojnę.

Reklama

Parafianowicz przypomina, że de facto Białoruś bierze udział w wojnie, bo przecież stamtąd wystrzeliwane są pociski na Ukrainę , startują samoloty itp. Ale czym innym jest wysłanie „siły żywej”, która mogłaby ponosić straty i obniżać i tak naruszony system władzy Łukaszenki. - Dlatego lawiruje między Wschodem a Zachodem, ale teraz to weszło na inny poziom. W tym „pakietnym padchodie Putin mówi: pieniądze i współpracujemy dalej albo ryzykujesz utratę władzy a może nawet życia. Oczywiście te groźby nie padają wprost. Putin nie mówi „Łukaszenka idziemy na wojnę, bo jak nie, to cię sprzątnę” . Ale sugestie są wysyłane. Łukaszenka był niedawno w Soczi, a to miejsce kojarzy się z szantażami Putina. To tam szantażował w 2013 roku Janukowycza, który po spotkaniu wycofał się z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.

Dlaczego Łukaszenka nie chce się włączyć do wojny?

- Bo to byłoby całkowite zredukowanie pola manewru, uczynienie z niego wasala w 100 proc. Z każdym rokiem Putin stosuje coraz lepiej metodę „ubabrania go we krwi” żeby nie mógł się wycofać. Wejście w wojnę na pełną skalę oznaczałoby utratę podmiotowości – wyjaśnia Parafianowicz.

Mobilizacja w Białorusi. Czy tylko na wykopki

Łukaszenka się do niej nie spieszy. Musiałby rozdać broń rekrutom, co do lojalności których nie jest przekonany. Czy nie skończyłoby się to wariantem rumuńskim z 1989 roku, gdy jesienny pobór do wojska doprowadził do upadku Nicolae Ceaușescu.

Na razie Łukaszenka zachęca do masowego udziału w … wykopkach. Niczym idealny dyrektor kołchozu, ale Parafianowicz przestrzega: - Jestem przeciwnikiem postrzegania Łukaszenki jako tępego kołchoźnika. Gdyby tak było, to nie utrzymałby się tyle czasu przy władzy. To wymaga pewnych umiejętności, nie można tego oprzeć tylko o terror. Lawirowanie między Wschodem a Zachodem (posłuchajcie na nagraniu o ofercie Zachodu dla Łukaszenki jeśli nie sfałszuje wyborów (sic!) ) to też umiejętność. On rozumie mechanizmy władzy i ogrywa wszystkich tzw. specjalistów od Wschodu.

Czy Łukaszenka przejdzie na stronę Ukrainy?

Taką opinię przedstawił niedawno politolog Andrij Piontkowski. Jak ocenia ją Zbigniew Parafianowicz? - To kontrowersyjny pogląd, bo Łukaszenka nie ma za wiele do zaoferowania Ukrainie i Zachodowi. Rosjanie trzymają go za gardło. Naturalnie Ukraińców interesowałby scenariusz, w którym na Białorusi dochodzi do wybuchu, czegoś w rodzaju powstania antyłukaszenkowskiego, które obejmie cały kraj. Otwarcie nowego frontu komplikowałoby Putinowi prowadzenie wojny. Ale negocjacje Ukraińców z Białorusinami raczej nie wchodzą w grę.

Kazachstan niesubordynowany wobec Rosji

Nikt kto rządzi Kazachstanem nie chce być gubernatorem kolejnego obwodu Federacji Rosyjskiej. Dlatego Kazachstan prowadzi suwerenną politykę, opartą o współpracę z Chinami, utrzymanie kontaktów z zachodem, bo przecież jest to państwo surowcowe, które zna swoją wartość, państwo o ogromnym potencjale demograficznym i strategicznym położeniu. Pohukiwania Putina wobec Tokajewa mogą być nic nie warte – mówi Zbigniew Parafianowicz.

Wyjaśnia też postawę państw ODKB, odpowiednika NATO, które nie chcą wikłać się w nieswoją wojnę, jak chciałby tego Putin. W dodatku wojnę nieczytelną, przegrywaną. - Nie chciały się w nią wkręcać na początku wojny, czemu miałby teraz, gdy Rosja przegrywa. Poza tym przegrywających się nie szanuje, więc nie spodziewam się żeby Kazachstan w jakikolwiek sposób odwdzięczał się Putinowi za styczniową interwencję.

Jak Kadyrow gra na „jastrzębi” i wojskowy „beton”

Kiedy w czerwcu 2022 roku rozmawiałam ze Zbigniewem Parafianowiczem o Ramzanie Kadyrowie, powiedział: będzie pierwszym, który się odwróci od Putina gdy zobaczy, że Putin słabnie.

– Kadyrow gra na jastrzębi, na beton bezpieczniacko-wojskowy, stąd pohukiwania o bombie atomowej i sugestie, że na Ukrainie za mało się dzieje. Do niedawna byłoby to niewyobrażalne, żeby Kadyrow pojechał do Moskwy, do przywództwa wojskowego i wyjaśniał jak wg niego wygląda sytuacja. Kadyrow wie, że trzeba się orientować na perspektywiczne siły a wg niego są to twardogłowi. I to chyba słuszne, bo wygląda na to, że będą oni dążyli do eskalacji. Musi ustawiać się pod następców żeby zachować swoją fortunę – tłumaczy Parafianowicz. I dodaje, że to zresztą widać też po aliansie z Prigożynem, twórcą wagnerowców, który próbuje grać ludowego ministra obrony. Przeciwko Putinowi jeszcze nie występuje, ale krytykuje „nieudaczników” takich jak np. Szojgu. Przy czym gdy Putin osłabnie, także biznes zwróci się przeciwko niemu.

Gleb Pawłowski zwraca uwagę, ze w schronie Putina „robi się duszno”. Parafianowicz przyznaje, że ta pesymistyczna konkluzja prowadzi nas w gruncie rzeczy do taktycznej broni nuklearnej, która staje się funkcją polityki wewnętrznej.

Posłuchajcie całej rozmowy!