Jedno z haseł promujących sztandarowy program gospodarczy rządu Polski Ład brzmi: „stabilne dochody samorządów”. Według zapewnień Ministerstwa Finansów mają być nie tylko stabilne, ale i wyższe. Czy tak będzie faktycznie?
Przypomnijmy, że szumnie zapowiadany przez władze program Polski Ład to szereg zmian dotyczących głównie kwestii podatkowych, które - według rządowej narracji - mają podreperować portfele Polaków. W rzeczywistości Polski Ład to wielkie uderzenie w finanse samorządów. Liczby mówią same za siebie. Zgodnie z analizami Ministerstwa Finansów budżet rządowy zyska dzięki Polskiemu Ładowi ok. 27 mld zł w ciągu dekady. Niestety kosztem lokalnych wspólnot, przynosząc im w tym samym czasie stratę nawet 145 mld zł. To pieniądze wypracowane przez samych mieszkańców, które przekładały się bezpośrednio na ich otoczenie i jakość życia - przez wydatki na transport, szkoły, kulturę czy wysokiej jakości usługi publiczne. Ale, co bardzo ważne, Polski Ład to nie tylko obniżenie jakości życia, lecz również zagrożenie dla ustroju. Samodzielność samorządu musi być oparta na stabilnych dochodach własnych. Odbierając lokalnym wspólnotom dochody własne, niszczy jedno z największych osiągnięć polskich przemian ustrojowych, czyli silny samorząd.
O jakich stratach konkretnie mówimy w roku 2022?
Reklama
Samorządy w tym roku liczą straty w milionach złotych, a większe miasta w setkach milionów. Mamy bardzo konkretne wyliczenia, z których jednoznacznie wynika, że wpływy z podatku dochodowego w Gdyni będą w 2022 r. niższe o ok. 133 mln zł, niż miałoby to miejsce, gdyby rząd nie wprowadził zmian. Im większe miasto, tym większa strata, np. Gdańsk straci ponad 271 mln zł, a Warszawa ponad 1,716 mld zł.
Z czego wynika tak olbrzymia strata?

Reklama
Proponowane w Polskim Ładzie zmiany muszą być z czegoś sfinansowane. A odbędzie się to w dużej mierze kosztem uszczuplenia samorządowych budżetów, które utracą częściowo jedno z najważniejszych źródeł dochodów - wpływy z tytułu podatku PIT, czyli dochodów wypracowanych przez samych mieszkańców. W przypadku Gdyni wpływy z podatku dochodowego to niemal 30 proc. wszystkich dochodów, które w ciągu roku zasilają miasto. Ale to nie koniec - zmianie ulegnie też sposób wyliczania wskaźnika udziału gmin we wpływach z podatku dochodowego. Od tej pory będzie je wskazywać prognoza Ministerstwa Finansów, a środki zostaną przekazane w 12 równych ratach. W tym roku Gdynia ma otrzymać w ten sposób jedynie 467 mln zł, czyli o blisko 100 mln mniej niż w roku ubiegłym, jeszcze na starych zasadach. Gdyby nie zmiany, z tytułu podatku dochodowego do miejskiej kasy wpłynęłoby w 2022 roku nawet ok. 600 mln zł. Dlatego ubytek wynikający z Polskiego Ładu szacujemy na ponad 133 mln zł.
Rząd zapowiadał, że straty wynikające ze zmian podatkowych będą w pełni zrekompensowane przez subwencje oraz pieniądze na konkretne inwestycje z Programu Inwestycji Strategicznych. Gdynia nie skorzysta z tego dofinansowania?
Owszem, Gdynia znalazła się na finalnej liście po pierwszym naborze wniosków do tego programu i otrzyma dofinansowanie na dwa zadania drogowe, które wyniesie w sumie 35 mln zł. Jeżeli zestawimy tę kwotę ze wspomnianą wcześniej stratą 133 mln zł, to widać jasno, że dofinansowanie rekompensuje ledwie nieco ponad jedną czwartą ubytku. Środki z szumnie zapowiadanego Programu Inwestycji Strategicznych pomogą przy realizacji dużych zadań inwestycyjnych w mieście, ale nawet po zsumowaniu ich z jednorazową subwencją ogólną, która wyniesie ok. 68 mln zł, nie oddadzą nam kwoty, którą stracimy przez niekorzystne dla samorządów zmiany podatkowe. Co więcej, miasto nie otrzyma też dodatkowych środków, jeżeli w trakcie roku zwiększą się podatki odprowadzane przez gdynian, jak to się stało chociażby w roku 2021 - zamiast zasilić miejski budżet, dodatkowe pieniądze trafią do budżetu centralnego. Zastrzeżenia budzi jednak przede wszystkim budowa systemu redystrybucji i pozbawianie stabilnych dochodów własnych. W moim przekonaniu są one sprzeczne z podstawową dla samorządów zasadą subsydiarności, odbierają nam chronioną przez konstytucję samodzielność. W praktyce zaś nie pozwalają planować rozwoju. Stawiają samorządy w roli klienta administracji rządowej.
W jaki sposób zatem rozdzielano środki, że wbrew zapewnieniom nie wynagrodzą one utraty dochodów z tytułu podatku dochodowego?
To pytanie należałoby zadać przedstawicielom rządu. Pomorskim samorządom przyznano nieco ponad 1,2 mld zł. To podobna suma do tej, którą przyznano lokalnym wspólnotom z Podlasia, ale już np. o wiele mniejsza niż łączna pula na województwo podkarpackie. Nie przeszkodziło to lokalnym przedstawicielom rządu w ogłoszeniu, że nabór zakończył się sukcesem, a wśród największych beneficjentów w województwie pomorskim wymieniano między innymi właśnie Gdynię, choć na większy zastrzyk gotówki może liczyć np. ponaddwukrotnie mniejszy Słupsk. Nic tak nie dzieli ludzi jak pieniądze. Mimo to jak na razie nie udało się skonfliktować środowiska samorządowców. Gorzej, że centralnie rozdzielane środki na inwestycje w niczym nie pomagają na nagłe i drastyczne obcięcie własnych dochodów przeznaczanych na wydatki bieżące.
Jak zatem samorządy będą sobie radzić w nowej rzeczywistości?
Z trudem. Wiele gmin już wkrótce nie będzie w stanie poradzić sobie finansowo ze swoimi zadaniami, a wszystkie będą musiały znacząco obniżyć standard świadczonych usług. Nie będą miały z czego finansować kultury, usług dla seniorów czy też dodatkowych godzin edukacji, a utrzymanie jakości usług komunalnych będzie się wiązało z koniecznością podniesienia ich cen. Będziemy musieli sobie radzić poprzez rozsądne oszczędności, które muszą zrekompensować nie tylko zmniejszenie dochodów z PIT, ale i koszty związane z rosnącą inflacją oraz ostrymi podwyżkami cen energii i gazu. Musieliśmy zmniejszyć wydatki miasta na ten rok o 175,7 mln zł w porównaniu z rokiem ubiegłym. Oszczędności obejmą zarówno szeroko pojętą edukację, od lat najwyższy z gdyńskich wydatków, jak i opiekę społeczną i rodzinną, transport, gospodarkę komunalną i ochronę środowiska.