Reklama
Jak wygląda produkcja dronów w Polsce?
Ministerstwo Infrastruktury, na potrzeby wdrażania systemu certyfikacji, przeprowadziło w 2019 r. badanie polskiego rynku bezzałogowych statków powietrznych (BSP). Wykazało ono zróżnicowany potencjał produkcyjny: z dużą liczbą start-upów i firm skoncentrowanych na projektach badawczo-rozwojowych oraz nielicznymi firmami o kompleksowych zdolnościach lub produkujących komponenty. W tej drugiej grupie znalazły się firmy produkujące na rynek wojskowy, który rządzi się innymi regułami niż ten cywilny. Wniosek jest zatem taki, że drzemie w rynku spory potencjał, ale na razie jest on rozproszony i nie w pełni wykorzystany. Dlatego potrzebny jest impuls rozwojowy, konsolidacja potencjału wokół konkretnych projektów i zastosowań, które połączą firmy, pozwolą im współpracować i rosnąć. Zdolności produkcyjne to jedno, ale trzeba dopasować je do realnych potrzeb. W ramach działań spółki Centralny Port Komunikacyjny (CPK) sprawdzamy, jak teraz wygląda potencjał przemysłowy i jak się on ma do potrzeb biznesowych i rozwojowych inwestycji.
Integratorem rynku dronów miałby zostać CPK?
Nie, to nie jest rola tej spółki. Jednak zważając, że buduje ona węzeł transportowy i będzie oddziaływać na rozwój centralnej Polski, w sposób naturalny staje się miejscem, w którym nowe środki transportu będą potrzebne, łatwiej akceptowane i wdrażane. Tak duża inwestycja to koło zamachowe dla nowych, innowacyjnych rynków, w tym mobilności bezzałogowej. CPK dostrzega korzyści z otwarcia się na takie rozwiązania, zarówno dla samej inwestycji, jak i polskiej gospodarki.
Czy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z falstartem? Wiele planów dotyczących dronów w rządowych dokumentach pozostało w sferze zamierzeń.
Diagnozy sprzed lat okazały się trafione. Opierając się na danych, wskazano jasny kierunek – rynek się rozwija i warto zwrócić na niego szczególną uwagę. To pozwoliło uruchomić skoordynowane prace w ramach administracji i innych podmiotów państwowych. Bez takiego wskazania w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju na pewno by się to nie wydarzyło. SOR ma perspektywę do 2030 r. Do tego roku stopniowo mają być osiągane kolejne cele. Najpierw jednak planowane są działania, projekty i programy, a do nich stosowne finansowanie.
Na stronie resortu rozwoju znajduje się materiał po kontroli NIK dotyczącej flagowych projektów SOR. O mającym rozwijać drony programie napisano, że „NIK uznał za nierzetelne niepodjęcie przez Ministerstwo Rozwoju wystarczających działań na rzecz dostosowania do wymogów podejścia projektowego części Programu Żwirko i Wigura, realizowanej przez PFR SA z ramienia Ministerstwa”. To chyba kiepska recenzja.
W innym miejscu NIK wskazuje jednak, że działania flagowe były realizowane w trakcie wypracowywania zasad zarządzania projektami rządowymi. Szkoda, że recenzja tego nie uwzględnia. Tym sposobem każdy może wyczytać z dokumentu, czego sobie życzy. Także to, że izba stwierdziła, iż cele programu były osiągane. Co więcej, badanie obejmowało działania do września 2019 r., a kolejny rok przyniósł pełną realizację celów zakładanych w tym terminie. Na przykład wdrożony został pierwszy w UE certyfikowany system do koordynacji lotów dronów, czyli UTM.
Na jakim etapie jest dziś ten projekt?
Jest nadal prowadzony, ma nawet nowe otwarcie. Pierwszym etapem prac uruchomionych w ramach SOR było stworzenie odpowiednich regulacji i wdrożenie infrastruktury. To było racjonalne podejście w czasie, kiedy rynek raczkował, jeszcze nie było standardów ani regulacji. Jeśli zacząć od dronów – to tak jakbyśmy chcieli kupować telefony zanim zbudowaliśmy sieć telekomunikacyjną. Dlatego najpierw zidentyfikowano, co musi się stać, aby rynek mógł w ogóle się rozwinąć. W 2017 r. priorytet zyskało stworzenie infrastruktury. Trzy lata później wdrożono system UTM. Zrobiliśmy to jako jedni z pierwszych na świecie. Dziś system PansaUTM zintegrowany z aplikacją DroneRadar jest światowym standardem. Tym samym dotychczasowe cele programu Żwirko i Wigura zostały osiągnięte. I utorowały drogę do pozyskania znaczącego finansowania na kolejne projekty z Krajowego Planu Odbudowy.
Instytucje publiczne miały stymulować rynek. To się udało?
Dotychczas popyt był dość niewyraźny, punktowy. Wykorzystanie dronów w samorządach czy spółkach miało bardzo niski priorytet. W ostatnim czasie się to jednak zmienia – najnowsze badanie spółek Skarbu Państwa wykazuje, że podmioty te korzystają z BSP i chcą robić to dalej. Choć nie ma co ukrywać, na razie są to chińskie rozwiązania. To jednak nie sprawia, że jesteśmy na straconej pozycji. Każde z urządzeń ma swoją żywotność, a jeśli dzięki ich eksploatacji firmy będą lepiej wiedzieć, czego chcą, to możemy na tym skorzystać, także rozwijając polską branżę.
Zamówienia publiczne zatem odegrają jakąś rolę? Niedawno MON rozstrzygnęło przetarg na drony wojskowe. Wygrali go Turcy.
Zamówienia obronne zawsze rządzą się specyficzną logiką i potrzebami, więc trudno to oceniać. W cywilnych przetargach publicznych najczęściej zamawia się produkt z półki i decyduje cena. Jeśli w tym momencie instytucje publiczne rozpiszą przetarg na drony, to wygra go najtańszy producent – zawsze ten sam i spoza Polski. Potrzebne jest nowe podejście – takie, które będzie stymulowało rozwój. To podejście pilotażowe z wykorzystaniem innowacyjnych trybów zamówieniowych, które promuje Komisja Europejska. Ta opcja ma więcej zalet i pozwala dostarczać rozwiązania wcześniej niedostępne na rynku. Wdrożenie kompleksowego transportu medycznego z wykorzystaniem BSP nie jest teraz możliwe w formule przetargu, bo takich produktów – według mojej wiedzy – po prostu nie ma na rynku. W KPO są przewidziane środki na takie przedsięwzięcia. Gdy pilotaż się sprawdzi, wówczas będzie możliwe pozyskanie z innych źródeł środków na szerokie wdrożenia. Taki sposób budowy polskiej branży wydaje się dziś najbardziej zasadny. A gdy już ona zacznie solidnie funkcjonować, w dalszej kolejności pojawią się zamówienia publiczne czy partnerstwo publiczno-prywatne.
Policja również sięgnęła po drony z Dalekiego Wschodu.
Tak, i to pokazuje, że jesteśmy na początku drogi. Ale nie jesteśmy na straconej pozycji, co zresztą dobitnie pokazują przykłady z początków cyfryzacji. Niegdyś poszczególne usługi powstawały punktowo, a potem wszystko łączono razem. I tu jest podobnie – dziś poszczególne jednostki kupują drony do własnych zastosowań, ale na zasadzie ostrożnego przyglądania się. Na kolejne kroki przyjdzie czas.
Na czym ma polegać wsparcie branży w ramach KPO?
Będzie obejmować środki na dostosowanie instytucji lotniczych takich jak Polska Agencja Żeglugi Powietrznej czy Urząd Lotnictwa Cywilnego. Powstaną też centra kompetencji i dalsza infrastruktura, która jest w tym przypadku niezbędna. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, do 2026 r. będziemy mieć pełną infrastrukturę cyfrową umożliwiającą poruszanie się BSP po całej Polsce. Ponadto będą pieniądze na pilotaże. Z natury takich projektów wynika, że beneficjentami powinny być konsorcja. W planach jest też program rozwoju obszaru BSP. To będzie konstytucja całej branży – zarówno dla podmiotów publicznych, jak i prywatnych. Nie ma dużo czasu – KPO już niebawem powinien działać. Będą tylko cztery lata na wydanie dostępnych środków. ©℗
Rozmawiał Grzegorz Kowalczyk