statystyki

Po pandemii świat utonie w długach? "W polityce gospodarczej kryzysy są jak kręgi piekła Dantego. Zawsze może być gorzej"

autor: Sebastian Stodolak10.06.2020, 07:20; Aktualizacja: 21.07.2020, 16:13
W najczarniejszym scenariuszu po pandemii świat pogrąży się w nadmiernych długach, co doprowadzi nawet – jak to bywało w historii – do wojny. Choć takie ryzyko jest niewielkie, to trzeba je brać na serio. Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii, twierdzi, że w polityce gospodarczej kryzysy należy traktować jak kręgi piekła Dantego, czyli zakładać, że zawsze może być gorzej.

W najczarniejszym scenariuszu po pandemii świat pogrąży się w nadmiernych długach, co doprowadzi nawet – jak to bywało w historii – do wojny. Choć takie ryzyko jest niewielkie, to trzeba je brać na serio. Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii, twierdzi, że w polityce gospodarczej kryzysy należy traktować jak kręgi piekła Dantego, czyli zakładać, że zawsze może być gorzej.źródło: ShutterStock

Gdy w środku pandemii główną ekonomistką Banku Światowego zostaje specjalistka od długu publicznego, to wiedz, że nie jest to przypadek.

E konomiści mają fioła na punkcie liczb – to jasne. Ich specyficzną podgrupę stanowią makroekonomiści. Oni uwielbiają stosunki liczb. Ich ulubionym jest relacja długu do PKB. Długi publiczne odegrały poczesną rolę w dwóch ostatnich wielkich kryzysach – w USA i strefie euro w latach 2007–2009. Być może są też one jedną z przyczyn spowolnienia gospodarczego, którego świat doświadcza od dekad. Jak wykazali w swoich pracach profesorowie z Uniwersytetu Harvarda, Kenneth Rogoff i Carmen Reinhart, po przekroczeniu progu 90 proc. w relacji długu publicznego do PKB wzrost gospodarczy istotnie hamuje. Klub krajów, które przekroczyły ten pułap, składa się m.in. z Hiszpanii, Francji, Włoch, Belgii, USA i z bijącej w tej materii wszelkie rekordy Japonii. Kiedy takie potęgi łapią zadyszkę, mniejsze, rozwijające się gospodarki – nawet jeśli wciąż żwawe – strat w kontekście całego globu nie nadrobią. A gdy się w końcu wzbogacą, też zaczną się nadmiernie zadłużać w relacji do swoich możliwości.

Chociaż niektórzy eksperci przekonują, że dług nie jest problemem, to jednak żadnemu z nich Bank Światowy – instytucja, która razem z Międzynarodowym Funduszem Walutowym rozdaje karty w globalnej rozgrywce finansowej – nie powierzył stanowiska głównego ekonomisty. 20 maja wybrał na nie wspomnianą Carmen Reinhart, która chciałaby raczej ograniczać zobowiązania rządów, niż je powiększać. Powołanie ogłoszono w samym środku pandemii koronawirusa. Przypadek?

Wojna i jej skutki

Nie sądzę. O Banku Światowym można mówić różne brzydkie rzeczy. Ale ponieważ jego głównym zadaniem jest kredytowanie państw z problemami, to niewykluczone, że właśnie on w dobie kryzysu zdrowotnego – jak żadna inna instytucja – czuje pismo nosem. Świat był nadmiernie zadłużony już przed COVID-19, a teraz będzie tylko gorzej – do tego stopnia, że zobowiązania nagromadzone w trakcie stymulowania gospodarki mogą upośledzić przyszłą dynamikę jej wzrostu. A nawet doprowadzić do fali rządowych niewypłacalności. Na tę dość prawdopodobną okoliczność dobrze mieć na pokładzie takiego eksperta jak Reinhart.

Żaden mainstreamowy ekonomista nie kwestionuje decyzji rządów o ratowaniu gospodarki przed lockdownem. U progu pandemii trzeba było działać szybko. Na precyzyjne bilansowanie zysków i strat nikt nie miał czasu, więc wykorzystano narzędzie, które było pod ręką: zwiększanie wydatków publicznych finansowane m.in. emisją obligacji skarbowych. Przy niskich stopach procentowych i zaufaniu do papierów korporacyjnych łatwo było sprzedać je jako bezpieczną przystań dla kapitału. Nawet sama Reinhart przyznała w wywiadzie, którego z Rogoffem udzieliła w maju agencji Bloomberg, że pandemia jest jak wojna, a na wojnie rzuca się wszystkie zasoby do walki z wrogiem – w tym przypadku niewidzialnym. Niemniej jednak działania wojenne będą mieć także długofalowe i wyjątkowo nieprzyjemne konsekwencje dla naszych portfeli.

Jak szacuje MFW, rządy wspomogą gospodarkę programami wartymi w sumie ponad 8 bln dol., co stanowi prawie 10 proc. całego światowego PKB. W kwietniowym „Monitorze Fiskalnym” organizacja oszacowała, jak stymulacja przełoży się na dług publiczny. I tak w ujęciu globalnym przed pandemią zadłużenie publiczne gospodarek rozwiniętych wynosiło średnio ok. 100 proc. PKB. W tym roku ma wzrosnąć do 122 proc. W gospodarkach wschodzących dług publiczny skoczy z ok. 53 proc. do 60 proc. W krajach najbiedniejszych – z ok. 43 proc. do 46 proc. Im biedniejsza gospodarka (a więc miej wiarygodna dla kredytodawców), tym wzrost długu bywa bardziej dotkliwy. Zwykle taki kraj musi sięgać po źródła zewnętrzne, zaciągając zobowiązania w obcych walutach. Rząd bogatego państwa sprzeda obligacje nie tylko chętnym inwestorom prywatnym, ale też własnemu bankowi centralnemu. Rząd biednego – już nie (chyba że jest jak Zimbabwe i wierzy w magiczną moc papieru z własnej drukarni). Co w tym drugim przypadku wiąże się z szybszym wzrostem kosztów obsługi długu.


Pozostało 78% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ