- Kręgosłupem gospodarki są duże przedsiębiorstwa. Nie oczekujemy wsparcia jak mikrofirmy, ale państwowych zamówień - mówi w wywiadzie dla DGP Piotr Wojciechowski, prezes i główny udziałowiec Grupy WB.



W wywiadzie dla DGP kilkanaście miesięcy temu narzekał pan, że Ministerstwo Obrony Narodowej faworyzuje państwową zbrojeniówkę kosztem tej prywatnej. Było to tuż po tym, gdy 25 proc. swoich akcji sprzedaliście Polskiemu Funduszowi Rozwoju, czyli państwu. Jak pan dziś ocenia tę decyzję?
Nie powiedziałem, że państwo faworyzuje, ale że te podmioty nie mają równych praw. Z punktu widzenia MON to się ostatnio nieco zmieniło – Polska Grupa Zbrojeniowa jest nadzorowana już nie przez resort obrony, lecz Ministerstwo Aktywów Państwowych. W jednym z ostatnich wywiadów minister obrony Mariusz Błaszczak powiedział, że resort obrony poświęca PGZ szczególną uwagę. Ale dodał też, że przemysł zbrojeniowy to także spółki prywatne. To jest zmiana pozytywna. Powtórzę, co mówiłem te kilkanaście miesięcy temu: nie widzę podziału na sektor prywatny i państwowy w sektorze zbrojeniowym. Widzę za to podział na firmy polskie i zagraniczne.
Reklama
Państwo polskie jednak ten podział na przemysł prywatny i państwowy jasno zauważało, m.in. nie dopuszczając podmiotów innych niż państwowe do przetargów.
Mam cały czas nadzieję, że proces unifikacji podejścia administracji państwowej do przemysłu obronnego będzie kontynuowany. Moim zdaniem takie oznaki już widać. I to nie dlatego, że naszym mniejszościowym akcjonariuszem jest teraz PFR. Nie jest istotne, czy podmiot jest prywatny czy państwowy – istotne, by był duży, bo gospodarka światowa opiera się na podmiotach dużych.

Reklama
Myśli pan, że doczekamy czasów, gdy prywaciarz nie będzie traktowany przez państwo jak wróg?
To jest zadanie mediów. Nie ma prywaciarzy i nieprywaciarzy – jest jeden przemysł, który jest polski. Polski podmiot daje zatrudnienie polskim inżynierom, polskim absolwentom szkół i uczelni, płaci podatki i buduje infrastrukturę przemysłową oraz naukową w Polsce. Co najważniejsze: wszystkie technologie i umiejętności pozostają w kraju. Gdy przyjdzie czas kryzysu, nasze państwo może zawsze na polskie przedsiębiorstwa liczyć. I nie oszukujmy się: biznes ma narodowość.
DGP
Duże podmioty mają szczególną odpowiedzialność, gdyż podniesienie się gospodarki zależy od ich kondycji. Dlatego wszystkich namawiam, aby szczególną uwagę przyłożyli do utrzymania przedsiębiorstw o kluczowym znaczeniu dla kraju, także w obszarze obronności. Grupa WB to 1,2 tys. pracowników i kilka tysięcy członków ich rodzin, to tysiące pracowników zatrudnianych przez firmy kooperujące. Jesteśmy za nich jako polscy właściciele odpowiedzialni. Chcemy, aby w tej odpowiedzialności wsparli nas nasi główni klienci – nie oczekujemy pomocy, ale liczymy na kontynuację rozpoczętych przez państwo programów z zakresu obronności.
Co się zmieniło w funkcjonowaniu Grupy WB po sprzedaniu 25 proc. udziałów państwu?
Mamy poważnego i wiarygodnego akcjonariusza, który poprzez radę nadzorczą sprawuje aktywną kontrolę nad naszym działaniem. Umowa została zawarta pod koniec 2017 r. Od tego czasu nasze przychody z poziomu ok. 300 mln zł wzrosły o kilkadziesiąt procent. To duży wzrost.
Dokapitalizowanie spółki miało nam pomóc w wyjściu na rynki międzynarodowe, przeformować Grupę WB ze spółki rodzinnej w globalną spółkę kapitałową. I to się udało. Trzy lata temu zatrudnialiśmy osiemset osób, teraz o 400 więcej. Dokonaliśmy też akwizycji bardzo ciekawych spółek technologicznych, m.in. PolCam Systems, która jest dostawcą systemów fotoradarowych i wideotollingu, czy 3City Electronics. Utworzyliśmy spółki córki w USA i na Ukrainie. Inwestujemy też w rozwiązania w zakresie elektroenergetyki – to bardzo duże inwestycje i skierowane do odbiorcy cywilnego.
Koronakryzys nie zatrzyma tego rozwoju?
Dziś nie potrafimy jeszcze określić pełnych skutków kryzysu. Od lat, aby zwiększyć bezpieczeństwo Grupy WB, prowadzimy intensywną dywersyfikację naszych produktów. Ale już wprowadzamy wiele oszczędności po to, by ten najtrudniejszy czas przetrwać.
Zwalniacie ludzi?
Nie. Ale tniemy koszty, które można ograniczyć bez szkody dla potencjału. Nasze spółki działające w obronności mają wieloletnie kontrakty, ale obawiamy się o spadek zamówień w podmiotach funkcjonujących na rynku komercyjnym.
Zwalnianie ludzi to dla nas ostateczność – jako właściciele firm odpowiadamy za naszych pracowników. I dlatego namawiamy rząd, aby zamówienia w zakresie obronności lokował w podmiotach polskich. Nawet kosztem przesunięcia lub opóźnienia zakupów w firmach zagranicznych tego, czego polski przemysł nie jest w stanie wytworzyć.
Naszym zadaniem jako przedsiębior ców jest utrzymanie potencjału zakładów i zdolności rozwojowych. Zadaniem państwa jest stworzenie ku temu warunków – a tym są w przemyśle obronnym zamówienia. Najważniejsze, aby wysiłek wielu lat nie uległ zaprzepaszczeniu. W latach kryzysu skierowanie zamówień i utrzymanie rozwoju przedsiębiorstw obronnych jest szansą, że po jego zakończeniu polski przemysł przebije się ze swoimi produktami na rynkach światowych.
Zakładamy, że kryzys gospodarzy spowoduje spadek PKB. Budżet na obronność, zapisany ustawowo jako 2,1 proc. PKB na rok 2020, będzie mniejszy niż dotychczas planowano. To miliardy złotych. Jako polski przedsiębiorca namawiam polityków, aby jak najbardziej przyśpieszyć planowane inwestycje, które może zrealizować przemysł krajowy.
Pan mówi o polskim przemyśle, a jak to jest, że nie potrafimy wyprodukować odpowiedniej liczby prostych maseczek i kupujemy je w Chinach?
Ale tak samo robią teraz inne kraje zachodnie. Po prostu Chiny są obecnie największym zagłębiem produkcyjnym, tak ten świat zbudowano. Teraz okazuje się, że bezpieczeństwo państwa wymaga, aby produkcja pewnych wyrobów odbywała się na miejscu.
To bardzo ważna nauka dla nas wszystkich. Pokazuje, że w zakresie bezpieczeństwa możemy liczyć w pierwszej kolejności tylko na potencjał zbudowany w Polsce. Dotyczy to nie tylko środków ochrony, ale też bezpieczeństwa w zakresie komunikacji i uzbrojenia. W dobie kryzysu państwo może wpływać na polskie podmioty na zasadzie szczególnych uprawnień. Na zagraniczne nie ma żadnego wpływu. Sytuacja pokazuje, że najważniejsze to własny potencjał rozwojowy i produkcyjny.
Myśli pan, że koronakryzys wpłynie na to, że część produkcji wróci do krajów Zachodu?
Sądzę, że wydarzenia ostatnich dni będą miały wpływ na świadomość polityczną. Klasa polityczna zrozumie, że czego nie jesteśmy w stanie sami wyprodukować w kryzysie, tego nikt nam nie da.
Pójdą za tym konkretne kroki?
Nie skupiałbym się na maseczkach czy respiratorach. W Polsce mamy firmy, które je produkują. Jeśli państwo będzie składało zamówienia z pewnym wyprzedzeniem, to polski przemysł takie produkty dostarczy.
Wiele przedsiębiorstw włącza się już teraz do walki z kryzysem. Grupa WB ma olbrzymie doświadczenie w tworzeniu systemów łączności. Szpitale jednoimienne, w których wydzielono obszary zamknięte, potrzebują urządzeń do komunikacji. Lekarze muszą mieć systemy proste, do połączeń wieloosobowych i dające łatwo się dezynfekować. Muszą być bezpieczne i pod całkowitą kontrolą podmiotów krajowych. Spółki naszej grupy zbudowały taki system, który udostępniliśmy dwóm szpitalom jednoimiennym. Personel medyczny bardzo sobie to rozwiązanie chwali.
Rozumiem, że nie ma pomysłów, jak w USA, aby Grupa WB zaczęła produkcję respiratorów?
Trzeba mieć pokorę w produkcji sprzętu medycznego, to bardzo skomplikowane. Dopuszczenie aparatów do użytkowania wymaga uzyskania stosownych certyfikatów. Jeżeli ktoś zakłada, że uruchomi produkcję respiratorów w kilka tygodni, to jest niewiarygodny.
Proszę, by wcielił się pan w rolę doradcy rządu do spraw tarczy antykryzysowej. Na jakich trzech rzeczach by się pan skupił?
Jako przedsiębiorca mam pewien niedosyt, bo chciałbym, by to wsparcie było bardziej powszechne. W tarczy nie dostrzegłem wsparcia dla dużych podmiotów, a bez nich małe firmy nie będą miały komu sprzedawać. Kręgosłupem gospodarki są właśnie duże przedsiębiorstwa. Nie oczekujemy wsparcia jak mikrofirmy, ale państwowych zamówień.
Jeśli chce się pomóc gospodarce, trzeba ograniczyć zbędną i zbyt rozbudowaną kontrolę wiarygodności przedsiębiorców w oparciu o wiele zaświadczeń wydawanych przez różne organy. Wystarczy te regulacje w ramach obowiązującego prawa zmniejszyć lub zawiesić. Obecnie nie możemy uczestniczyć w postępowaniach przetargowych, bo nie mamy kompletu dokumentów, a tych nie jesteśmy w stanie uzyskać. W tarczy jest mowa o przedłużeniu zaświadczeń o badaniach pracowników, a nie jest poruszona kwestia przetargów.
Ułatwieniem może być pozyskanie środków przez emisję obligacji spółek na łatwiejszych zasadach, które następnie mogłyby obejmować banki lub instytucje finansowe. Przydatne byłyby różne inne formy finansowania: kredyty udzielane szybko na preferencyjnych warunkach i proste formy faktoringu. Wszystko to, aby firmy pozyskały środki pieniężne i wpuściły je w obieg gospodarczy.
Zwolnienie kilkuset lub kilku tysięcy osób jest bardziej bolesne niż zamknięcie kilkuosobowego podmiotu. Choć wiem, że brak osiedlowego fryzjera jest bardziej widoczny dla lokalnej społeczności. Jednak, gdy tysiące osób utrzymają pracę, przełoży się to naturalnie na warstwę usługową.