Dyskusja wybuchła w kwietniu, kiedy do parlamentu trafił obywatelski projekt ustawy legalizującej kontrolowaną „aktywną pomoc” w umieraniu, jak się eufemistycznie nazywa eutanazję (to słowo kojarzy się jednoznacznie źle, a samo zjawisko może być według wnioskodawców z gruntu dobre). Deputowani prawicy zgłosili jednak tyle poprawek (3 tys.!), że pierwotny projekt stracił sens – i sprawę odłożono. W maju prawie 300 posłów z kilku opcji politycznych wezwało jednak premiera do zajęcia się odpowiednią ustawą na ten temat. Inicjatywę poparło kilkoro ministrów, zaś Partia Socjalistyczna rozpoczęła kampanię na rzecz debaty nad ustawą pod hasłem „Wolność do końca”.