Autopromocja

Państwo szkodzi. Nie rozumiem, jak można być w Polsce przeciwko kapitalizmowi [WYWIAD]

kapitalizm ekonomia gospodarka świat
<p>Wiemy, że korupcja nie jest nigdzie większa niż w państwach socjalistycznych. Im bardziej kapitalistyczne jest państwo, tym mniejsza w nim korupcja</p>Shutterstock
23 września 2022

Gdy w USA był Reagan, w Chinach Deng Xiaoping, w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, a w Polsce Leszek Balcerowicz, wszyscy byli za wolnością gospodarczą. To doprowadziło do zmniejszenia poziomu ubóstwa na świecie w stopniu większym niż kiedykolwiek wcześniej. Dziś to idzie w drugą stronę. Z Rainerem Zitelmannem rozmawia Stefan Sękowski.

Jak późny jest „późny kapitalizm”, w którym według niektórych żyjemy?

To pojęcie nie jest nowe. Wymyślił je już na początku XX w. niemiecki ekonomista i socjolog Werner Sombart. Krytycy wieszczą rychły koniec kapitalizmu od jego zarania. Marks pisał o załamaniu, względnie bliskim końcu kapitalizmu ze 3 tys. razy. Lenin określał jego „ostatnie stadium” mianem „kapitalizmu monopolistycznego”. To było ponad sto lat temu.

Marks i Sombart mogli się mylić, ale może właśnie teraz żyjemy w późnym kapitalizmie? To pojęcie przeżywa renesans. Ma określać absurdy, w jakie zaplątała się gospodarka rynkowa.

Jeśli kapitalizm się skończy, to nie ze względu na swoje wewnętrzne sprzeczności, tylko dlatego, że politycy i banki centralne coraz mocniej mieszają się do gospodarki. Przykładowo inflacja jest przede wszystkim efektem błędnej polityki banków centralnych. Państwo interweniuje, reguluje gospodarkę i w ten sposób tworzy problemy, za które winą niesłusznie obarcza się kapitalizm. Pokazuję to w książce na przykładzie kryzysu finansowego, za który politycy i media obwiniają „neoliberalizm”, a do którego doprowadziły interwencjonizm polityków i banków centralnych.

Może kapitalizm nie jest problemem, ale też nie zawsze jest rozwiązaniem. W Europie mieliśmy latem do czynienia z dotkliwą suszą. Długoterminowo rynek niewiele tu pomoże.

Zdaniem antykapitalistów winę za zmiany klimatyczne i zniszczenie środowiska ponosi chciwość prywatnych przedsiębiorstw. Gdyby tak było, środowisko naturalne miałoby się lepiej w socjalizmie, w którym nie było przedsiębiorstw kapitalistycznych. Tymczasem w Polsce po upadku socjalizmu stało się to, co ma miejsce w innych rozwiniętych państwach kapitalistycznych: wzrost gospodarczy już nie jest powiązany z emisjami dwutlenku węgla, co jest decydujące dla zmian klimatycznych. Emisje CO2 rosły w Polsce wyraźnie w latach 60. i 70. XX w. i pod koniec lat 80. wynosiły ponad 11 t na mieszkańca. Po wprowadzeniu kapitalizmu w ciągu 10 lat spadły do 8 t na głowę - i to mimo ogromnego wzrostu gospodarczego.

Te 8 t nadal niszczy środowisko.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.