Zbliżająca się jesień z wielu powodów może być przełomowa dla polskiej polityki. Nie mam wątpliwości, że w świetle problemów gospodarczych wywołanych szalejącą inflacją i recesją, jak również pełzającą zapaścią publicznej edukacji oraz systemu ochrony zdrowia, powróci temat pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Środki te wskazywane są po obu stronach politycznej barykady jako remedium na całe zło, nawet jeśli PiS – widząc trudność w ich pozyskaniu – uruchomił narrację, w której znaczenie Krajowego Planu Odbudowy jest bagatelizowane.
Co więcej, powoli zacznie gasnąć blask, który towarzyszył Polsce, w tym władzom, w związku z zachwytem nad naszą solidarnością wobec Ukraińców. Z każdym dniem wojna powszednieje i emocja, która „wymusiła” na Komisji Europejskiej warunkowe przyjęcie KPO w czerwcu, będzie słabnąć, zachęcając unijne instytucje do ponownego starcia z Warszawą. Tym bardziej że Polska wkracza w okres rocznej kampanii wyborczej, na którą w Brukseli patrzy się z rosnącą nadzieją – że w końcu skończą się rządy PiS.