W środę rano Jarosław Kaczyński jawił się jako ktoś, kto z odwagą bliską szaleństwu mówi „sprawdzam”. Pośpiech, z jakim wniesiono pod obrady Sejmu nowelizację ustawy medialnej wymierzoną w TVN, i równoczesne usunięcie z rządu Jarosława Gowina, zdawały się być testem, w którym alternatywa jest jasna: triumf albo zgon.
Po południu opozycja ogłosiła, że to ona wygrywa. Przegłosowanie odroczenia obrad izby o trzy tygodnie dwoma głosami przewagi (229 : 227) było istotnie widowiskową porażką PiS. Aczkolwiek uwagę zwracała od razu prowizoryczność tego sukcesu.