Polski Ład przypomina bardziej program partyjny i kampanijny niż dokument rządowy. Tak też został sprzedany na konwencji – jego okładkę zdobią zresztą logo koalicyjnych ugrupowań, a nie resortów czy kancelarii premiera. Nie jest dokumentem strategicznym podobnym do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, lecz kierunkową zapowiedzią zmian. Dopiero projekty ustaw uszczegółowią obietnice reform. Oczywiście można krytykować Polski Ład za to, że brakuje mu spójnej, całościowej wizji, tyle że nie takie było jego założenie. Wiele strategii rządowych świetnie prezentowało się na papierze, lecz potem trudno je było wdrożyć. Tak było z planem Hausnera, który miał uzdrowić finanse publiczne, czy planem Michała Boniego, który miał zapewnić Polsce cywilizacyjny skok.
Ważniejsze jest to, że wprowadzenie w życie najważniejszych obietnic Polskiego Ładu zagwarantuje odczuwalną, jakościową zmianę. Jak choćby podniesienie wydatków na ochronę zdrowia do 7 proc. PKB w ciągu dwóch kadencji. Korekty w podatkach i składkach oznaczają z kolei zwiększenie obciążeń osób, które do tej pory dokładały się relatywnie mało, choć zarabiały co najmniej nieźle, a zmniejszenie tych, dla których były najbardziej dotkliwe.