Pieniędzy na badania nie zabraknie. Finansują je bowiem najwięksi bogacze z Doliny Krzemowej. Mają w tym oczywisty interes. Dlaczego tak błahe sprawy jak śmierć czy starzenie mają stanąć im na drodze do czerpania z życia pełnymi garściami?
Opowieść o nicieniu C. elegans to tylko jeden z przykładów tego, co (prawdopodobnie) nastanie. Pochodzi ona z rozdziału „Przyszłość długowieczności” nowej książki Petera Diamandisa i Stevena Kotlera. Ten rozdział sąsiaduje z rozważaniami na temat przyszłości edukacji, zakupów, żywności czy ubezpieczeń.
Obaj panowie od dobrej dekady tworzą sprawdzony pisarski tandem. Pan D. to taki typowy „megamózg”, który dobrze zakręcił talentami (ich sedno znajduje się gdzieś na przecięciu genetyki, aeronautyki i ekonomii), że zarobił wystarczająco dużo pieniędzy, by nie kłopotać się o jutro. Jego współautor – pan K. – to dziennikarz z żyłką do niekonwencjonalnych pomysłów biznesowych. Ich wspólne książki, takie jak „Abundance: The Future Is Better Than You Think” (Obfitość. Przyszłość będzie lepsza, niż ci się wydaje) albo „Śmiało! Jak stać się wielkim, zamożnym i wpływowym” zazwyczaj trafiają na amerykańskie listy bestsellerów. Nic dziwnego. Czyta się je bardzo dobrze i doskonale spełniają przewidzianą dla nich rolę. Zbierają w jedną całość rozrzucone u innych mniej lub bardziej znanych autorów wątki, pakują je w zrozumiały wywód, wiążą wstążką niewątpliwej erudycji. I już jest. Dla zabieganych i zaaferowanych innymi sprawami czytelników ulga to wielka. W jednym miejscu tyle ciekawych informacji na możliwym do łatwego przyswojenia poziomie.
Reklama
Tym razem chodzi o tytułową „przyszłość”. Ma ona oczywiście tę przypadłość, że nadejdzie – czy nam się to podoba czy nie. Algorytmy, sztuczna inteligencja, oparte na nich modele biznesowe oraz zmiany w relacjach społecznych i tak wlezą z butami w nasze życie. Czemu więc nie zapoznać się z nimi zawczasu? Zwłaszcza że Kotler i Diamandis są trochę jak twórcy komedii romantycznych. Nie próbują nas straszyć ani nie napraszają się z jakimiś egzystencjalnymi dylematami (a jeśli już, to na pewno nie przesadnie). Dają nam okazję do miłego spędzenia czasu. A jeżeli czegoś się przy tym dowiemy albo tu i ówdzie wzruszymy, to tym lepiej. Tylko tyle i aż tyle. Takie książki też są od czasu do czasu bardzo potrzebne.