Cecil Smith z Uniwersytetu Północnego Illinois przeprowadził badanie na 84 osobach, których nastawienie do czytelnictwa było sprawdzane na przestrzeni 40 lat. Wynika z niego, iż jest ono dosyć stałe w czasie, szczególnie począwszy od wieku nastoletniego, a więc postawa wyniesiona ze szkoły ma znaczenie w późniejszych etapach życia. Temu tematowi przyjrzeli się również badacze z Uniwersytetu Chicagowskiego, skupiając się na dzieciach. Wykazali, że oceny z części testu ITBS (Iowa Test of Basic Skills, test służący do oceny postępów w nauce rok do roku) sprawdzającej umiejętność czytania ze zrozumieniem osiągnięte w trzeciej oraz ósmej klasie są ze sobą wysoce skorelowane.
Jak się okazuje, duże znaczenie dla stosunku wobec czytania ma motywacja: czy jest to czynność dobrowolna, czy też jesteśmy do niej przymuszani. Sarah Pak z Uniwersytetu Princeton i Allyson Weseley z Roslyn High School sprawdziły, jak to wygląda w przypadku edukacji wczesnoszkolnej. W dwumiesięcznym badaniu wzięło udział 112 uczniów, z czego 55 obowiązkowo czytało codziennie przez 20 minut, a pozostała część tyko wtedy, gdy miała na to ochotę. Zaobserwowano wzrost zainteresowania czytaniem i polepszenie stosunku wobec niego w pierwszej grupie oraz spadek i pogorszenie w drugiej.
Ale czy czytanie faktycznie daje wymierne korzyści? W tym kontekście warto przywołać badanie Suzanne E. Mol (Uniwersytet w Lejdzie) oraz Adriany Bus (Wolny Uniwersytet w Amsterdamie) z 2011 r. Wykazały one, że obcowanie ze słowem drukowanym w czasie wolnym wyjaśnia od 12 proc. zróżnicowania w zdolnościach językowych na poziomie przedszkola do aż 34 proc. podczas edukacji wyższej. Również wcześniej przytoczone badanie naukowców z Chicago wskazuje, że wyniki testu ITBS wśród ósmo- i dziewiątoklasistów znacząco rzutowały na wyniki rekrutacji na studia.
Reklama
Dobrym przykładem jest Finlandia, która osiąga bardzo dobre rezultaty w PISA (badaniu prowadzonym przez OECD mającym na celu porównanie umiejętności piętnastolatków pomiędzy krajami). Fundamenty pod naukę czytania daje tam przedszkole, co przekłada się na to, iż już połowa siedmiolatków w momencie rozpoczęcia nauki szkolnej potrafi czytać. Z kolei nauczyciele cieszą się szeroką autonomią i mogą swobodnie dopasowywać lektury do zainteresowań uczniów (jedyną pozycją obowiązkową jest „Kalevala”, epos narodowy).
Z przytoczonych badań wynika, że sposobem na promowanie czytelnictwa jest zachęcanie najmłodszych do interesującej lektury. Dobrym początkiem zmiany systemowej mogłoby być u nas odświeżenie kanonu lektur. Jednak, by odnieść skutek, należałoby skupić się na wyborze ciekawych pozycji, po które dzieci sięgną z nieprzymuszonej woli, a nie na tym, jakie klasyki powinny poznać. Jeśli zaszczepimy w nich ciepłe uczucia do książek, to być może sięgną po klasyki w momencie, kiedy do nich dorosną – i wtedy przeczytają je nie tylko ze zrozumieniem, lecz także z przyjemnością.
Pewną nadzieję na poprawę statystyk czytelnictwa stanowi pandemia, być może ludzie przymuszeni do siedzenia w domu zaczęli czytać więcej. Ale o tym przekonamy się po publikacji raportu za ubiegły rok – najpewniej już w kwietniu. ©℗