Sąd Najwyższy rozstrzygnie, czy można prowadzić proces o ustalenie nieważności umowy kredytowej już po ogłoszeniu upadłości banku, czy też takie sprawy powinny być zawieszane na czas trwania postępowania upadłościowego.

W odróżnieniu od klientów innych banków kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty frankowe w Getin Noble Banku, stoją na znacznie gorszej pozycji. W lipcu ub.r. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy wydał – na wniosek Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – postanowienie o ogłoszeniu upadłości. To jeden z banków, którego znaczną część portfela stanowiły kredyty walutowe. O ile zwykle w bataliach sądowych kredytobiorcy walutowi występują z dwoma niezależnymi żądaniami: o zapłatę wpłaconych rat oraz o stwierdzenie nieważności umowy, to w przypadku klientów Getin Banku po ogłoszeniu upadłości dochodzenie tego pierwszego żądania w ramach postępowania cywilnego jest niemożliwe.

– W momencie ogłoszenia upadłości postępowanie w sprawie o zapłatę ulega zawieszeniu z mocy prawa. Kluczowym problemem w sprawach prowadzonych przeciwko upadłemu bankowi jest zawieszanie przez niektóre sądy postępowania w całości. Powstała bowiem wątpliwość co do żądania dotyczącego ustalenia ważności umowy – mówi mec. Izabela Kałużyńska, z kancelarii Kałużyńska i Wspólnicy. Jak dodaje adwokat, część sądów zawiesza postępowania w całości, argumentując, że oba roszczenia dotyczą pieniędzy i ta kwestia powinna być rozstrzygnięta w trakcie upadłości, zaś część uznaje się za właściwe do ustalenia relacji między kredytobiorcą a bankiem i wydaje w tym zakresie orzeczenia.

Dwa roszczenia, dwa postępowania

W jednej z takich spraw, która była na etapie postępowania odwoławczego, gdy doszło do upadłości (sąd I instancji stwierdził nieważność umowy kredytowej), syndyk masy upadłościowej wniósł o przedstawienie Sądowi Najwyższemu do rozstrzygnięcia wątpliwości co do tego, czy postępowanie sądowe z powództwa o ustalenie nieistnienia umowy kredytu waloryzowanego do waluty obcej jest sprawą o „wierzytelność, która podlega zgłoszeniu do masy upadłości w rozumieniu art. 145 ust. 1 prawa upadłościowego” (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1520 ze zm.) i tym samym podlega zawieszeniu do czasu rozpoznania zgłoszenia na liście wierzytelności (lub odmowy jej uwzględnienia).

Argumentacja oscylowała wokół stwierdzenia, że sprawy frankowe nie mogą się toczyć dwutorowo, czyli w postępowaniu upadłościowym (część o zapłatę) i w rozpoznawczym (część o ustalenie).

Rozpoznający sprawę Sąd Apelacyjny w Warszawie, przedstawiając to zagadnienie Sądowi Najwyższemu, wskazywał, że w świetle poglądów przedstawicieli doktryny nie jest dopuszczalne podjęcie postępowania przeciwko syndykowi masy upadłości w procesie o ustalenie wierzytelności przed ustaleniem listy wierzytelności i umieszczeniem na niej wierzytelności objętej procesem. Taki też pogląd wynikał z przedstawionych przez syndyka opinii prawnych sporządzonych przez prof. Radosława Flejszara, prof. Rafała Adamusa, prof. Kingę Flagę-Gieruszyńską czy prof. Andrzeja Torbusa.

Przedstawione przez nich argumenty wskazują na niedopuszczalność ustalenia przez sąd w postępowaniu cywilnym rozpoznawczym, co wchodzi w skład masy upadłości, szerokie kompetencje syndyka co do ustalenia składu masy upadłości czy utratę przez kredytobiorców interesu prawnego w żądaniu ustalenia nieważności umowy kredytu w sytuacji, gdy toczy się postępowania upadłościowe.

Z drugiej strony, jak wskazuje SA, odnosząc się do zarzutów syndyka, kredytobiorca, żądając ustalenia nieważności umowy, nie dochodzi żadnej wierzytelności, a w szczególności pieniężnej, która podlegałaby zgłoszeniu do masy upadłości, lecz przedstawia pod osąd roszczenie o ustalenie. Oprócz tego potencjalne umieszczenie przez syndyka na liście wierzytelności zgłoszonej przez kredytobiorcę nie przesądzi w sposób wiążący o nieważności umowy kredytu. Lista wierzytelności w przeciwieństwie do orzeczenia sądu nie korzysta z powagi rzeczy osądzonej.

Mało tego, SA zwrócił uwagę, że postępowanie upadłościowe w przypadku banku jest czasochłonne, a sam proces ustalania listy wierzytelności będzie trwał prawdopodobnie kilka lat (wpłynęło ponad 30 tys. różnych zgłoszeń wierzytelności, które wymagają sprawdzenia). Kolejne kilka lat może zająć rozpoznawanie sprzeciwów. W tym czasie – jak zauważa sąd – syndyk będzie żądał od kredytobiorcy zapłaty rat (zwłaszcza jeśli sąd nie udzielił wcześniej zabezpieczenia poprzez wstrzymanie wykonania umowy), a konsumenci będą zobowiązani do dalszego uiszczania rat kredytu, mimo iż w świetle utrwalonego orzecznictwa tego rodzaju umowy są uznawane za nieważne.

Zdaniem sądu pytającego przekazanie kompetencji sądowi upadłościowemu do rozstrzygania o losach umowy powodowałoby, że interes konsumenta nie byłby w żaden sposób zabezpieczony.

Paraliżujący wpływ pytania

– W całości podzielam to stanowisko. Postępowanie dotyczące ustalenia nieważności umowy, mając właśnie na uwadze interes konsumenta, powinno być rozpoznane przez sąd meriti. Tylko on ma kompetencje do oceny w sposób wiążący, czy pomiędzy stronami istniał stosunek prawny. Jeśli sąd potwierdzi, że umowy nie było, to nie ma konieczności spłaty kolejnych rat i można wykreślić hipotekę. Ostateczne rozliczenie z upadłym jest zbyt długim procesem, aby obarczać dodatkowymi konsekwencjami konsumentów, których interesy nie są należycie zabezpieczone w postępowaniu upadłościowym – mówi mec. Kałużyńska.

– W mojej ocenie nie ma przeszkód do rozpoznawania takich żądań konsumentów, którzy w odmiennym przypadku byliby pozbawieni jakiejkolwiek ochrony prawnej. Tymczasem syndyk bardzo aktywnie próbuje torpedować wszystkie toczące się procesy, posiłkując się świeżo zamówionymi opiniami prawnymi. Twierdzi on, że ogłoszenie upadłości wymusza zawieszenie każdego postępowania przeciw bankowi, niezależnie od charakteru zgłoszonych roszczeń – mówi adw. Mikołaj Rusiński. Jak podkreśla, o ile przedstawione SN zagadnienie niewątpliwie wymaga wyjaśnienia, to jego obawy dotyczą wpływu już samego wystosowania pytania do SN na toczące się procesy.

– Wiele sądów podjęło już bowiem postępowania w zakresie ustalenia nieważności, a pojawienie się pytania prawnego do SN może spowodować ponowne ich zawieszanie, tym razem w oczekiwaniu na odpowiedź na pytanie prawne. Nie wiadomo, ile czasu zajmie Sądowi Najwyższemu pochylenie się nad tym zagadnieniem. Wreszcie, biorąc pod uwagę wysoką temperaturę sporu dotyczącego prawidłowości powołania części sędziów, mam też obawy co do powszechnego uznania skuteczności takiej uchwały w przypadku wydania jej przez tzw. nowych sędziów – konkluduje adwokat.©℗

Setki tysięcy spraw frankowych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe