Na pytania, czy wejście w życie proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia przepisów może sprzyjać rozwojowi mafii lekowej oraz może spowodować kłopoty z dostępem do leków w aptekach, mogę odpowiedzieć jedynie, że nie tyle „może”, ile takie opłakane skutki są pewne – twierdzi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Przytłaczająca większość środowiska farmaceutycznego stanowczo protestuje przeciwko właśnie opublikowanemu projektowi rozporządzenia w sprawie podmiotów uprawnionych do zakupu leków w hurtowniach farmaceutycznych.
Bezpośredni zakup
Typowy schemat obrotu produktami leczniczymi wygląda tak, że medykament trafia od producenta do hurtowni farmaceutycznej, a z niej do apteki. Apteka zaś sprzedaje lek dalej – najczęściej bezpośrednio pacjentowi, a czasem pośrednio, np. za pośrednictwem domu pomocy społecznej.
Ministerstwo Zdrowia uznało właśnie, że zasadę należy zmienić.
„Apteki są co do zasady przeznaczone do indywidualnego zaopatrywania pacjentów, a nie innych podmiotów w sposób i zakresie sprzecznym z ideą obrotu detalicznego. Nie powinno być zatem w stosunku do nich wystawiane zapotrzebowanie w ilości nadmiarowej, na duże ilości produktów leczniczych (...)” – przekonuje resort. I proponuje, by wiele podmiotów – przede wszystkim placówki ochrony zdrowia, domy pomocy społecznej, domy dziecka oraz schroniska dla bezdomnych – nabywało medykamenty bezpośrednio od hurtowni.
Ta koncepcja jednak jest krytykowana. Powód? Złe doświadczenia sprzed lat. Przykładowo zorganizowane grupy przestępcze otwierały fikcyjne przychodnie – tylko po to, by zaopatrywać je w leki, które następnie były wywożone na Zachód z kilkukrotną przebitką ceny. Zdaniem farmaceutów apteka jako pośrednik w transakcji utrudnia nielegalny proceder.
– Pomysł Ministerstwa Zdrowia to otwarcie na oścież drzwi dla wszystkich tych, którzy chcą nielegalnie wywozić leki. Cztery lata uszczelniania systemu przepadną wskutek jednego nierozsądnego rozporządzenia – uważa Marcin Wiśniewski z ZAPPA, czyli Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek.
– Ktoś spyta: a co jest złego w tym, że przychodnia będzie mogła kupować leki bezpośrednio w hurtowni? Ano to, że mamy w Polsce prawo pozwalające założyć poliklinikę w szopie. Zanim uszczelniono system, mieliśmy przychodnie zakładane w stodołach, czynne godzinę w miesiącu i niezatrudniające ani jednego lekarza, ale skupujące leki na miliony złotych – nastawione wyłącznie na nielegalny wywóz leków. I te czasy powrócą – wieszczy Wiśniewski.
Takich samych skutków wejścia w życie nowych regulacji spodziewa się Marek Tomków. Bo – jak twierdzi – otwarcie prywatnej przychodni jest banalnie proste. Założenie domu pomocy społecznej także.
– Pamiętajmy, że mówimy o działalności grup przestępczych, które czerpią wielomilionowe zyski z nielegalnego wywozu. Bez trudu pozakładają one podmioty zwolnione z konieczności nabywania leków za pośrednictwem aptek, by w prostszy i bezpieczniejszy dla siebie sposób wywozić leki – uważa wiceszef samorządu aptekarskiego. Jego zdaniem proceder będzie miał dwa oblicza. Pierwsze to wywóz, a tym samym brak na polskich półkach specjalistycznych medykamentów, stosowanych np. w leczeniu nowotworów bądź przeciwzakrzepowych. Drugi – masowe skupowanie leków psychotropowych przez przestępców.
Mafijna przykrywka
– Ministerstwo Zdrowia niestety w swych propozycjach chodzi od ściany do ściany. Przecież jeszcze dwa lata temu chciało karać aptekarzy karą pozbawienia wolności za sprzedanie produktu leczniczego domowi pomocy społecznej, a nie bezpośrednio pensjonariuszowi. Dziś zaś urzędnicy chcą otworzyć nie tyle furtkę, ile wręcz bramę, przez którą masowo będą przechodzić przestępcy – twierdzi Tomków.
Pomysł krytykuje także Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia w latach 2015–2017 oraz założyciel Fundacji Watch Health Care. Twierdzi on, że w rozporządzeniu bez wątpienia nie powinny znaleźć się domy pomocy społecznej oraz domy dziecka. A to dlatego, że podmioty te kupują – zgodnie z polskim prawem – leki dla danego pacjenta. Powinny więc zaopatrywać się na rynku detalicznym, a nie hurtowym.
– Jeśli DPS chce robić zapasy leków, to powinien działać jako podmiot leczniczy i mieć aptekę szpitalną lub dział farmacji szpitalnej – przekonuje Krzysztof Łanda.
Od jednego z polityków blisko związanego z Ministerstwem Zdrowia usłyszeliśmy jednak, że straszenie mafią lekową przez środowisko apteczne to tylko „ładne przykrywanie tego, o co naprawdę chodzi”.
– A o co chodzi, wskazał na Twitterze Michał Byliniak, drugi wiceprezes NRA. Napisał wprost, że kłopot z rozporządzeniem związany jest ze zmniejszoną rentownością aptek. Gdy bowiem część klientów kupi towar bezpośrednio w hurtowniach, apteki nie zarobią – słyszymy. A – jak twierdzi nasz rozmówca – mafii lekowej nie powinniśmy się już bać. Bo znacznie istotniejsze od technicznych aspektów nielegalnego wywozu jest to, że dziś za niedozwoloną sprzedaż brakujących w Polsce medykamentów za granicę grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Gdy zaś mafijna działalność była w rozkwicie, w praktyce groziła co najwyżej administracyjna kara pieniężna. ©℗
Walka o zdrowie i życie
„Apteka dla aptekarza” wciąż budzi emocje
Podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. polityki lekowej został zaprezentowany raport dotyczący rynku aptek i hurtowni farmaceutycznych pt. „Kto ukradł Polakom apteki?”, opracowany przez Forum Prawo dla Rozwoju. Według wskazań jego autorów w latach 2018‒2020 z rynku zniknęły 1253 apteki, czyli ponad 9 proc. wszystkich podmiotów. Jak podkreślano w raporcie, zagrożeniem dla rynku aptecznego są zwłaszcza liczne ograniczenia zawarte w ustawie i uprzywilejowana pozycja hurtowni farmaceutycznych. Wpływa to również na dostępność aptek dla pacjentów i wysokość cen leków w momencie, gdy kolejne podmioty znikają z rynku. Z tezami zaprezentowanymi w opracowaniu stanowczo nie zgadza się Naczelna Izba Aptekarska, która podkreśla, że przepisy nowelizacji z 2017 r., nazywanej „Apteką dla Aptekarza”, nie mają wpływu na zamykanie aptek, a znikanie z rynku kolejnych podmiotów wiąże się przede wszystkim z nierentownością, wpływem pandemii, a także ewentualną utratą zezwoleń przez przedsiębiorców.
Inga Stawicka
Etap legislacyjny
Konsultacje