Czy spółka publiczna może angażować swe środki w bronienie prezesa zarządu, co do którego działalności niezwiązanej z zarządzanym obecnie podmiotem są wątpliwości? Zdaniem wielu ekspertów – nie

Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała materiał o Danielu Obajtku, który obecnie pełni funkcję prezesa zarządu PKN Orlen. Sama publikacja była jednak związana z przeszłością menedżera – gdy był jeszcze wójtem Pcimia.
Szybko na dziennikarski materiał odpowiedziała spółka Orlen. Zapowiedziała m.in. przeprowadzenie analiz prawnych. Część komentatorów zaczęła się zaś oburzać, że publiczna spółka za pieniądze akcjonariuszy postanowiła zająć się prywatną sprawą swojego menedżera. Czy rzeczywiście jest powód do oburzenia?
„To zależy”
– Nigdy bym nie poprosił o to, aby spółka mnie broniła. Ale zarazem to jeden z tych przypadków, gdy na pytanie – w tym przypadku o zasadność angażowania środków spółki w obronę menedżera – należy odpowiedzieć „to zależy” – mówi adwokat prof. Robert Gwiazdowski, zasiadający m.in. w radach nadzorczych Cyfrowego Polsatu i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Zdaniem Gwiazdowskiego istotna bowiem jest ocena, czy dany zarzut kierowany pod adresem menedżera może odbić się na dobrym imieniu samej spółki.
– Na pewno takie przypadki się zdarzają. Przykładowo gdyby w mediach napisano, że prezes X okradał spółkę, w której poprzednio był prezesem, można by się zastanawiać, czy nie okrada obecnej. Interwencja spółki byłaby więc zrozumiała – wskazuje prawnik. Przy czym dodaje, że bez trudu znajdziemy również przypadki, w których nie będzie żadnego powodu, aby to osoba prawna wydawała pieniądze na obsługę medialną czy prawną prezesa. Niewłaściwe byłoby angażowanie spółkowego majątku np. w sprawy stricte osobiste piastuna organu jak choćby rozwód.
– Z jednej strony niedopuszczalne byłoby finansowanie prywatnych batalii sądowych członka zarządu spółki, z drugiej strony w przypadku spółek publicznych każda negatywna informacja dotycząca władz spółki może mieć wpływ na kurs jej akcji na giełdzie – zauważa Ernest Bucior, radca prawny w Russell Bedford Dmowski i Wspólnicy. Dlatego – jak podkreśla – wszelkie decyzje o przeznaczeniu pieniędzy spółki na określony cel powinny zostać poparte wcześniejszą analizą, czy środki te będą wydatkowane w jej interesie, czy w interesie osób trzecich. Znaczenie ma też, kto podejmuje decyzje. Bo w ekstremalnych przypadkach można by mówić nawet o ujętym w art. 284 par. 2 kodeksu karnego.
– Niewątpliwie majątek spółki, jakim są jej pieniądze, na gruncie kodeksu karnego uznawany jest za rzecz ruchomą. W sytuacji gdy członek zarządu spółki, w tym prezes zarządu, przeznacza pieniądze na cele prywatne, niezwiązane z działalnością spółki, co do zasady dopuszcza się przestępstwa sprzeniewierzenia – wskazuje mec. Bucior.
Związek ze sprawą
Paulina Grochowska, radca prawny w kancelarii Chmaj i Wspólnicy, uważa, że pokrywanie kosztów ochrony interesów prawnych osób pełniących funkcje w zarządach, radach nadzorczych lub innych organach spółek publicznych nie może być w jakimkolwiek zakresie pokrywane ze środków i majątku spółki. Naruszenie interesu i dobrego imienia spółki nie jest bowiem tożsame z ewentualnym naruszeniem i zarzutami względem członków organów danego podmiotu.
– Ochrona praw i interesów osobistych prezesa spółki czy innych członków organów musi i powinna być realizowana w ramach własnego majątku tych osób. Pokrycie kosztów prawników i doradców powinno zatem znaleźć swe źródło w majątku prywatnym, a nie publicznym – przekonuje mec. Grochowska. Co więcej, kreowanie legitymacji do korzystania ze środków spółki dla ochrony własnych interesów stanowi – zdaniem prawniczki – przysporzenie po stronie menedżerów, a to powinno być rozpatrywane przez pryzmat regulacji „kominowych” oraz odpowiednio zgłoszone do organów skarbowych i opodatkowane.
Wyjątkiem byłaby sytuacja, gdy interesy prezesa pozostawały w bezpośrednim związku z jego działalnością na rzecz i w imieniu spółki.
– Odmienne rozumowanie może doprowadzić do wniosku, że spółka powinna w celu ochrony dobrego imienia członka organów spółki pokrywać również koszty postępowań dotyczących np. gwałtu, kradzieży, wyłudzenia czy innych wątpliwych postępowań. Przecież każde z nich – a na pewno ich wynik – może w mniejszym czy większym stopniu wpływać na postrzeganie spółki – zaznacza Paulina Grochowska.
Sceptycznie do pomysłu reprezentowania menedżerów przez spółki podchodzi także radca prawny dr Marcin Śledzikowski, partner w kancelarii SDZLEGAL Schindhelm, który w rozmowie z nami bezpośrednio nawiązał do sytuacji dotyczącej Orlenu i Daniela Obajtka.
– Wydaje się, że w sprawie prezesa Obajtka to on sam powinien odpierać i reagować na doniesienia medialne, związane z pełnioną przez niego w przeszłości funkcją wójta gminy Pcim. Sprawę tę należy bowiem zakwalifikować do katalogu spraw o charakterze prywatnym, niezwiązanym z zajmowanym stanowiskiem w PKN ORLEN S.A. – uważa dr Śledzikowski. I zaznacza, że w innym wypadku należałoby bowiem dojść do wniosku, że każdorazowo – niezależnie od charakteru zdarzenia – jeżeli reputacja zarządcy spółki publicznej narażona jest na szwank, to może ona angażować swoje środki (a więc de facto środki akcjonariuszy) celem odparcia konkretnie kierowanych względem niego zarzutów.
– Takie twierdzenie byłoby jednak nadużyciem i prowadziłoby do finansowania prywatnych spraw osób zajmujących stanowiska kierownicze ze środków, które nie są przeznaczone do takich celów. Oczywiście o innej sytuacji moglibyśmy mówić, jeżeli konkretne zarzuty względem zarządcy byłyby kierowane w związku z pełnioną przez niego funkcją – wskazuje Marcin Śledzikowski.
Interes spółki