Według przedstawicieli egipskiej armii, islamiści zaatakowali co najmniej pięć punktów kontrolnych w rejonie miasta Szejk Zuweid, w tym kwaterę główną policji. Lokalne media informują też o walkach trwających w innych miejscach, a grupa sprzymierzona z Państwem Islamskim, która przyznała się do ataku, poinformowała, że w co najmniej trzech miejscach wysadzili się zamachowcy-samobójcy.

Jak dotąd, w walkach miało zginąć co najmniej 10 egipskich żołnierzy oraz 25 rebeliantów. Liczba ofiar może jeszcze wzrosnąć, bo walki trwają, a karetki nie są w stanie dotrzeć do wszystkich miejsc zaatakowanych przez islamistów. Egipska armia użyła śmigłowców bojowych do obrony zaatakowanych posterunków, a Izrael ze względów bezpieczeństwa zamknął przejścia graniczne z Egiptem.

To najpoważniejszy taki atak na Półwyspie Synaj od wielu miesięcy. Wcześniej, na Synaju, tylko częściowo kontrolowanym przez egipskie władze, dochodziło do ataków na siły rządowe po tym jak armia przed dwoma laty obaliła rząd Bractwa Muzułmańskiego w Kairze. Ocenia się, że od tego czasu na Synaju zginęło już około 600 policjantów i żołnierzy.
Do dzisiejszego ataku dochodzi w dwa dni po tym, jak w zamachu w Kairze zginął prokurator generalny. Wczoraj w czasie jego pogrzebu egipski prezydent Abdel Fatah al-Sisi zapowiedział zaostrzenie przepisów i wprowadzenie możliwości łatwiejszego wydawania przez sądy wyroków śmierci.

Media informują z kolei, że imieniem zabitego prokuratora władze Kairu chcą nazwać plac Rabaa Adhawiya, gdzie w zamieszkach przed dwoma laty zginęło kilkuset zwolenników Bractwa Muzułmańskiego. Ta informacja już oburzyła wielu islamistów, którzy obecnie toczą walkę z egipskim wymiarem sprawiedliwości.