Równo rok temu na negocjacje z Wiktorem Janukowyczem przyjechali do Kijowa szefowie MSZ Francji, Niemiec i Polski. Następnego dnia zawarto porozumienie, jednak prezydent opuścił stolicę. Wiemy, że już 19 lutego rano z rezydencji Janukowycza w Meżyhirji zaczęto wywozić dobytek. Kiedy Janukowycz zaczął myśleć o ucieczce?

19 lutego rozpoczęto ewakuację, ale gotówkę, którą Janukowycz trzymał w domu, wywożono od 2 grudnia 2013 r. Dzień wcześniej na Majdanie zebrały się setki tysięcy Ukraińców. W tym czasie zaczęto też masową ewakuację gotówki z banków kontrolowanych przez Rodzinę (grupę oligarchiczną skupioną wokół prezydenckiego syna Ołeksandra – red.). W lutym ewakuacja polegała już na wywożeniu kamazami rzeczy osobistych, obrazów itp. Widać to na nagraniach monitoringu.

Ile pieniędzy udało mu się wywieźć?

2 mld dolarów w gotówce.

Po opuszczeniu Kijowa udał się do Charkowa?

Gdy przyjechał do miasta, żadne zewnętrzne oznaki nie wskazywały, że to ucieczka. Był przekonany, że po podpisaniu porozumienia z opozycją i ministrami ktoś wyda Majdanowi rozkaz rozejścia się. I tu zaskoczenie: nic takiego się nie stało, bo i nie mogło się stać. Janukowycz często powtarzał frazę, że gdy postrzeli się wilka albo dzika, trzeba go dobić, bo zrobi krąg i zabije myśliwego. Tak postrzegał politykę. Planował zrobić krąg i dobić Majdan.

To po co się pakował, skoro sądził, że wkrótce wróci?

Na wszelki wypadek. Janukowycz nie był specjalnie odważnym człowiekiem.

Skoro wybrał Charków, liczył, że mieszkańcy miasta tradycyjnie go poprą. Antyprezydenckie protesty na ulicach musiały więc być dla niego zaskoczeniem.

Tak, to zadziałało na jego psychikę. Co więcej, 22 lutego na zjazd Partii Regionów, na którym miał wystąpić Janukowycz, kibice i aktywiści przypuścili szturm, przerywając nawet w jednym miejscu kordon milicji. Ich agresja była wymierzona w Janukowycza, bo nie wiedzieli, że ten nie dotarł na zjazd, a zamiast tego ruszył do Doniecka.

Stamtąd usiłował wylecieć samolotem do Rosji. To mu się nie udało. Dlaczego?

Nie pozwolono mu. To był szok, bo ktoś śmiał mu powiedzieć „nie” w jego rodzinnym mieście. Mimo że nakazu aresztowania Janukowycza jeszcze nie zdążono wydać. W Doniecku jego lot był pierwotnie zgłoszony jako lot bez pasażerów. Urzędnicy odmówili wypuszczenia samolotu bez okazania listy pasażerów. Ostatecznie, już na pasie startowym, uzbrojeni ochroniarze usiłowali wręczyć pracownikom lotniska ogromną łapówkę. Ci jej nie przyjęli, a dodatkowo zaalarmowali o zajściu dowódcę. Janukowycz wysiadł z samolotu i pojechał do rezydencji oligarchy Rinata Achmetowa. Ostatecznie dotarł na Krym, gdzie wsiadł na rosyjski okręt, który wywiózł go z kraju.

Miał podstawy, by sądzić, że na Krymie przyjmą go lepiej niż w Doniecku?

Nie, to już była ucieczka w ogromnej panice. Miotał się. Ziemia paliła mu się pod nogami.