Przywódcy samozwańczej Republiki Donieckiej oświadczyli, że nie widzą sposobów pokojowego wyjścia z obecnej sytuacji - choć jeszcze kilka godzin wcześniej przekonywali, że po niedzielnym "referendum" złożą broń i będą szukać politycznego rozwiązania. Jak twierdzą, zmienili zdanie po wydarzeniach w Mariupolu. W czasie walk w tym mieście, według ukraińskiego MSW, zginęło co najmniej 20 terrorystów. 

Tymczasem bojownicy w Doniecku zaatakowali sanatorium "Górnicze Zorze", w którym stacjonowali żołnierze wojsk wewnętrznych. Prorosyjscy terroryści byli uzbrojeni w automaty Kałasznikowa i granatniki. Po trwającej kilka minut walce, wojskowi zostali zmuszeni do oddania broni. 

Uzbrojeni separatyści pojechali do Mariupola. Po trwających kilka godzin potyczkach, w tym ataku na miejską komendę milicji, terroryści zrezygnowali z dalszych walk. MSW twierdzi, że jeden milicjant został zabity, a 5 odniosło obrażenia. Budynek został podpalony. Według ukraińskiego deputowanego Ołeha Liaszki, separatyści porwali naczelnika miejscowej milicji Walerija Androszczuka.