Poseł Maciej Mroczek z Twojego Ruchu jechał autem w okolicach Zielonej Góry. W pewnym momencie został zatrzymany przez autostopowiczkę, którą podwiózł około 20 km. A potem zorientował się, że zniknął jego telefon komórkowy.

- Przeprowadziłem śledztwo w miejscowości, gdzie wysiadła ta pani - opowiada Mroczek przed kamerą Superstacji. - No i wtedy pani okazała się panem. Po prostu przebrała się. To znaczy... przebrał się pan. Przeprowadziłem wywiad środowiskowy i okazało się, że pan jest znany ze swoich skłonności. Łatwo było trafić do domu sprawcy. Myślę, że jest osobą transseksualną i nie przebiera się po to, by okradać ludzi - mówi poseł Mroczek.

Dopytywany przez reportera Superstacji czy nie domyślił się, że ma do czynienia z mężczyzną, poseł Mroczek zapewnia: "Nie rozpoznałem. Koncentrowałem się na bezpiecznej jeździe. Po głosie nie mogłem poznać. Miała damskie ciuszki i gustowną zieloną torebunię" - opowiada Mroczek reporterowi Superstacji. 

Przygoda skończyła się dla posła szczęśliwie, bo skradziony telefon udało się odzyskać. Sprawca ukrył go w tapczanie, jednak poseł przekonał złodzieja do oddania łupu. 

Jednak koledzy z Sejmu kpią z posła Mroczka.

- Promują lekkie narkotyki i nie sądzę, że Mroczek był tak zupełnie na trzeźwo - mówi Stanisław Żelichowski z PSL. - Sam ludzi podwożę i nikt mnie nie okradł. A gdybym był najarany, to różne rzeczy mógłbym zrobić - mówi Żelichowski.

Z kolei Przemysław Wipler, poseł Republikanów, dodaje: "To skutki uboczne rewolucji obyczajowej. Mamy transseksualnych posłów i transseksualnych piosenkarzy, no to trudno, żebyśmy nie mieli transseksualnych złodziei. Transseksualiści są wśród nas" - podsumowuje w rozmowie z Superstacją poseł Przemysław Wipler. 

Źródło: Supersacja