PiS chciałby, aby przy każdej komisji wyborczej zasiadali mężowie zaufania, którzy będą czuwali nad poprawnym przebiegiem głosowania i liczenia głosów: "Będą patrzyli, jak liczone są głosy, będą patrzyli, jak później tej rzeczywisty wynik, obliczony w komisji przekłada się na protokół, który zostaje podany do wiadomości publicznej. Będą przekazywali ten wynik. Te wyniki będą zbierane, grupowane" - powiedział Duda i dodał: "Tak, będziemy się starali stworzyć alternatywny system liczenia głosów. Tak, nie będę tego ukrywał". 

Andrzej Duda nie chciał zdradzić, co stanie się jeśli zdaniem mężów zaufania wygra PiS, a oficjalnie PO: "To będzie bardzo zły sygnał jeżeli chodzi o to, jaki jest stan demokracji w naszym kraju. Wtedy będziemy się zastanawiać, co z tym robić dalej"

"Zasada ograniczonego zaufania"

Do tego pomysłu odniósł się także Jarosław Kaczyński. Podczas konferencji, na które zaprezentowano hasło wyborcze partii, prezes stwierdził, że będzie posługiwał się "zasadą ograniczonego zaufania" i dodał, że przykładów możliwych nieprawidłowości jest wiele.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że nie rozumie skąd to zainteresowanie pomysłem jego partii: "Demokracja i wszystkie mechanizmy praworządnościowe opierają się o zasadę ograniczonego zaufania i te zasady trzeba sprawdzać" - tłumaczył prezes PiS.

Kaczyński jako przykład niezrozumiałych wyników podał liczby głosów nieważnych w podobnych obwodach wyborczych. Zdarzało się, że na granicy województwa, w dwóch sąsiednich gminach liczby nieważnych głosów radykalnie różniły się.

Serwery PKW poza granicami Polski

Po raz kolejny prezes PiS stwierdził, że tak naprawdę nie wiadomo, gdzie są liczone głosy, bo serwery znajdują się poza PKW.

W czerwcu 2013 roku po podobnej wypowiedzi polityków PiS PKW wydała oświadczenie. Napisano w nim między innymi, że serwery znajdują się w Polsce i są pod pełną kontrolą Krajowego Biura Wyborczego. Poza tym podstawą do liczenia głosów nie są zapisy elektroniczne, ale pisemne protokoły przedstawione przez komisje wyborcze.