Sprawa dyplomatycznego konfliktu rozpoczęła się w poniedziałek, gdy Wenezuela wydaliła amerykańską charge d'affaires Kelly Keiderling i dwóch innych dyplomatów.

Oskarżono ich o spiskowanie "ze skrajną prawicą" i zarzucono, że namawiali do działań mających na celu "sabotaż wenezuelskiej gospodarki i sieci energetycznej". Stany Zjednoczone zdecydowanie zaprzeczyły tym zarzutom.

Wczoraj wieczorem Amerykanie dali 48 godzin trzem wenezuelskim dyplomatom na opuszczenie USA. 

Oba kraje nie mają ambasadorów w swych stolicach i od 2010 roku są reprezentowane jedynie przez charge d'affaires. Wzajemne relacje nie układają się najlepiej. Obecny prezydent Nicolas Maduro należy do przeciwników polityki amerykańskie, podobnie jak zmarły w marcu prezydent Hugo Chavez.

Od śmierci Chaveza, oba kraje poczyniły kroki w kierunku poprawy relacji. W czerwcu ustalono rozpoczęcie konsultacji na temat przywrócenia we wzajemnych placówkach stanowisk ambasadorów. Rozmowy załamały się w lipcu, po wypowiedzi amerykańskiej ambasador przy ONZ która określiła wenezuelskie władze mianem "represyjnego reżimu". USA jest jednym z największych klientów w kolejce do wenezuelskiej ropy. Niektórzy analitycy podkreślają , że wydalenie amerykańskich dyplomatów to ze strony tamtejszych władz próba odsunięcia uwagi od sytuacji gospodarczej Wenezueli.