W dzisiejszej, czwartej części komentarza do ustawy o finansach publicznych (dalej: u.f.p.) doszliśmy chyba do kwestii budzącej wśród samorządowców najwięcej kontrowersji – tj. do przepisów dotyczących kontroli poziomu zadłużenia, które z definicji ograniczają swobodę działania JST. Przypomnijmy: aż do 2013 r. włącznie obowiązywały proste i jednolite zasady. Dług nie mógł przekroczyć 60 proc. wysokości dochodów ogółem, a jego spłata w danym roku 15 proc. tychże dochodów. Wskazywano wtedy i słusznie, że nie jest to dobra metoda kontroli poziomu zadłużenia. Nowe zasady kontroli zadłużenia JST wprowadziła ustawa o finansach publicznych z 2009 r. (u.f.p.), która zaczęła obowiązywać od 2014 r. Na jej podstawie rezygnowano z limitowania wysokości długu, wprowadzono zaś zasadę szacowania zdolności do spłaty zobowiązań na podstawie danych z ubiegłych lat, która niestety może prowadzić do błędnych szacunków. Ministerstwo Finansów jednak od lat odrzuca wszelkie sugestie, aby szacunki oprzeć na wartościach planowanych bądź prognozowanych. Stanowisko resortu jednak nie dziwi, gdyż taka zmiana mogłaby spowodować, że kontrola miałaby – przy nadmiernie optymistycznych planach i prognozach – charakter iluzoryczny. Z kolei art. 243 u.f.p., definiujący wskaźnik dopuszczalnej wysokości spłat zobowiązań, unaocznia chyba najbardziej wyraźnie możliwość konfliktu między potrzebą kontroli finansów samorządowych przez państwo a potrzebą formułowania przepisów umożliwiających, w interesie nas wszystkich, prowadzenie przez władze lokalne jak najbardziej racjonalnej gospodarki finansowej. Najbardziej oczywistą usterką systemu, szczęśliwie usuniętą przez nowelizację u.f.p. z 14 grudnia 2018 r., było zaś to, że uniemożliwiał on wcześniejszą spłatę zadłużenia środkami posiadanymi przez samorząd (np. nadwyżką budżetową z ubiegłych lat), jeżeli wiązałoby się to ze spłatą powodującą techniczne przekroczenie wskaźnika zadłużenia. Tu system dosłownie działał wbrew celowi, w jakim został stworzony. Na tym ostatnia nowelizacja jednak się nie skończyła. Otóż w celu wyeliminowania nadmiernego wpływu jednorazowych wahnięć wysokości dochodów (in plus lub in minus) nowela wydłużyła do siedmiu lat okres, na podstawie którego obliczany jest wskaźnik zadłużenia. Niestety, to spowodowało, że od razu pojawia się myśl o innym niebezpieczeństwie – jeśli dojdzie do zasadniczej zmiany sytuacji finansowej danego samorządu, wpływ nieaktualnych danych będzie znacznie dłużej oddziaływywał na ocenę jego zdolności kredytowej. Jak widać sterowanie za pomocą sformalizowanych wskaźników zjawiskami finansowymi w tej skali, jaką tworzą finanse komunalne, nie jest sprawą prostą i oczywistą, jednak tym bardziej interesującą.
Poprzednie części komentarza ukazały się: