statystyki

Bodnar: Do polityki nie idę na pewno [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti25.09.2020, 07:30; Aktualizacja: 25.09.2020, 08:10
Adam Bodnar: rzecznik praw obywatelskich (jego kadencja formalnie zakończyła się 9 września, ale pozostanie na stanowisku do czasu wyboru jego następcy), doktor habilitowany nauk prawnych. W latach 2010–2015 wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Fot. Maksymilian Rigamonti

Adam Bodnar: rzecznik praw obywatelskich (jego kadencja formalnie zakończyła się 9 września, ale pozostanie na stanowisku do czasu wyboru jego następcy), doktor habilitowany nauk prawnych. W latach 2010–2015 wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

Adam Bodnar: Często widzę, ile w działaniach polityków jest przypadkowości, spontanu. Coś się komuś przypomniało, ktoś nawet jakiś temat pociągnął, ale na chwilę, bo już zaraz porzucił. Weźmy to, co się wydarzyło po zamordowaniu prezydenta Adamowicza. Walczymy z mową nienawiści, wielka dyskusja. Dwa tygodnie i koniec.

Jak syn?

Który?

Najstarszy, ten który miał kłopoty z prawem.

Dostał się do liceum. I wszystko OK. TVP próbowała zajmować się moim synem, żeby mnie w ten sposób zdyskredytować. Nie udało się. No cóż, trzeba żyć dalej. Dwaj moi synowie są w wieku nastoletnim i doskonale wiem, że potrzebują więcej czasu i taty. Podobnie jak ten najmłodszy – prawie czteroletni. Teraz będą mieli go więcej.

Przecież pan jest nadal rzecznikiem praw obywatelskich.

Formalnie kadencja się skończyła.

Ze względów rodzinnych nie zdecydował się pan na drugą kadencję?

Nie, bo od początku zakładałem, że chcę być rzecznikiem tylko jedną kadencję. I to jest kwestia pryncypialna. Nie można na końcu swojej służby być w sytuacji, w której walczy się o głosy posłów, a jednocześnie wykonuje się pracę RPO. Przecież ci, którzy mieliby mnie wybrać na drugą kadencję, są tymi, których aktualnie bym krytykował. W normalnych, dojrzałych systemach demokratycznych aparat władzy potrzebuje kogoś, kto patrzy jej na ręce i wytyka błędy. Nawet takie osoby się docenia. U nas jednak jest tak głęboka polaryzacja, że uznaje się, iż krytykowanie merytoryczne jest atakowaniem politycznym. Parlamentarzyści, politycy nie są w stanie przyjąć, że ten, kto krytykuje, nie ma w tym politycznego interesu.

Koalicja się chwieje, politycy mają w poważaniu, kto zostanie RPO.

I mogą mnie trzymać na tym stanowisku pięć, sześć, osiem miesięcy. Na przykład prof. Andrzej Zoll był trzymany od 30 czerwca 2005 r. do 15 lutego 2006 r., czyli siedem i pół miesiąca. Do momentu aż nastał Janusz Kochanowski. To oczywiście nie jest teraz priorytetem. Niemniej posłowie PiS znaleźli czas, aby złożyć wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzą, że przepis pozwalający na pełnienie przeze mnie służby ponad kadencję jest niezgodny z konstytucją. Rozprawa została wyznaczona na 20 października 2020 r. Wygląda na to, że co najmniej do tego czasu będę sprawował funkcję. Co więcej, przyłączę się do tej sprawy i będę twierdził, że przepis jest zgodny z konstytucją – dokładnie takie same regulacje dotyczą prezesa NBP czy prezesa NIK.

Pan będzie miał moc sprawczą.

Cały czas mam. Ustawa mówi, że sprawuję funkcję do czasu wyboru następcy. Dlatego po prostu robię swoje.

Obok pana biura wisi wielki plakat skrajnie prawicowego stowarzyszenia Roty Niepodległości o Sodomie i Gomorze. Widział pan?

Tu obok jest rzeczywiście taka przestrzeń reklamowa, na której wieszane są często billboardy o treściach prawicowych.

Specjalnie dla pana.

Nie pani pierwsza to zauważyła.

Może to zapowiedź, że po panu RPO będzie jakiś prawicowy radykał, który na dobro i zło popatrzy z innej perspektywy niż pan, lewak.

Pani nie może ze mną rozmawiać jak z kimś, kto jest zatrudniony na etacie analityka politycznego, tylko jak z osobą, która pełni urząd. Powiem więc, że rzecznikiem praw obywatelskich powinna zostać osoba, która wypełnia kryteria ustawowe, czyli charakteryzuje się znajomością prawa oraz wysokimi kwalifikacjami moralnymi.

Tak dyplomatycznie pan będzie mówił?

A jak mam mówić? Co więcej, musi być to osoba, która uzyska poparcie dwóch izb parlamentu. Mówiąc dalej dyplomatycznie, twórcy konstytucji dość mądrze to przemyśleli, żeby na tego typu posady wymagać zgód dwóch izb parlamentu.

Zmęczony pan jest?

Fizycznie?

Politycznie?

Jeśli ma się przed sobą kolejne miesiące, to trzeba znaleźć energię na dalszą pracę. Miałem nienajlepsze wakacje. Za krótkie po prostu. No i cały czas w napięciu. Półtora tygodnia w lipcu i pięć dni w sierpniu. A spośród tych pięciu dni i tak pewnie z dwa spędziłem na myśleniu i pisaniu mojego senackiego przemówienia. Najgorsze w tej pracy jest takie poczucie całkowitej, ciągłej odpowiedzialności indywidualnej. Zakres obowiązków biura i zaangażowania w sprawy publiczne, temperatura debaty publicznej, atak na niektóre instytucje i prawa podstawowe były tak ogromne, że w zasadzie to pracowałem non stop. Dzisiaj zacząłem pracę o 7.45, teraz jest 18.

Pana asystentki też w biurze.

Wszyscy mają nadgodziny. Przestrzegamy reguł prawa pracy.

O polityce bym chciała.

No i...

O pana relacji z politykami.

Szanuję ich.

Tak?

Może nie wszystkich. OK, nazywam po imieniu rzeczy, które politycy robią wbrew standardom demokratycznym.

Dyplomatycznie pan nazywa.

Czy moje sierpniowe wystąpienie w Senacie było dyplomatyczne? Nie było, prawda? To dlaczego pani mówi, że to „dyplomatycznie”? Mówiłem, że budujemy w Polsce system konkurencyjnego autorytaryzmu. To przecież nie są słowa z dyplomacji. Mówiłem, że jeden z nurtów, który kształtował naszą rzeczywistość, to nurt antyustrojowy, a drugi to nurt narodowego populizmu. Czy to jest dyplomacja? Występuję przeciwko politykom, którzy zagrażają prawom obywatelskim, łamią konstytucję i nie robię tego od dziś. Wiem, na czym polega polityka, jak działa wielu polityków, czym się kierują. Nie jestem naiwną sierotką, która się nagle obudziła. Pamiętam za czasów Donalda Tuska słowa o kastracji pedofili, pamiętam ustawę hazardową w dwa dni i więzienia CIA w Polsce. Teraz jednak dochodzi do zmiany ustroju państwa, a ja nie chcę się z tym pogodzić, więc protestuję, używając tych narzędzi, które – jako rzecznik – mam do dyspozycji.

Skoro się ta zmiana ustroju dokonuje, trzeba było zostać na drugą kadencję i patrzeć politykom na ręce.

Jeszcze raz pani mówię, że kiedy w 2015 r. startowałem na to stanowisko, używałem argumentu, że jedna kadencja rzecznika...

Sytuacja w Polsce się zmieniła.

No ale tak nie można. Nawet gdyby rządziła opozycja, to nie poszedłbym do nich, żeby prosić o poparcie. W instytucji, którą kieruję, do ostatniego dnia trzeba mieć poczucie całkowitej niezależności. Poza tym myślę, że te wysokie tony mogły być adekwatne w 2017 r., kiedy sytuacja była jeszcze do odratowania – mam na myśli zmiany dotyczące sądownictwa. Teraz musiałaby nastąpić głęboka zmiana polityczna, żeby je odkręcić. Tu już taki urząd jak mój, interwencje najlepszych stowarzyszeń sędziowskich i Unii Europejskiej nie pomogą. Wyobraża sobie pani, że obóz rządzący powie do przedstawicieli UE: OK, świetnie, macie rację, zmieńmy ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa? Na tyle naiwny już nie jestem. Myślę, że każdy kolejny miesiąc debaty na poziomie europejskim służy zamrażaniu zmian.


Pozostało 67% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie