statystyki

Tak wygląda praca w DPS w czasie koronawirusa. Wywiad z s. Tadeuszą Frąckiewicz OP

autor: Robert Mazurek08.05.2020, 08:00; Aktualizacja: 08.05.2020, 20:18
Siostra Tadeusza Fot. Paweł Ulatowski

Siostra Tadeusza Fot. Paweł Ulatowskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Pawel Ulatowski

W moim życiu nie ma żadnego heroizmu. Zawsze jest coś do zrobienia, to robię. I już

Z s. Tadeuszą Frąckiewicz OP rozmawia Robert Mazurek

Odsypia siostra?

Takie miałam plany, że jak się to skończy, to będę spać i spać.

No i?

Na razie średnio, ale to dopiero pierwsze dni. Jeszcze się wyśpię.

Zwłaszcza że to jeszcze nie dom.

Jesteśmy w izolacji. W poniedziałek miałam ostatni, poranny dyżur w DPS w Bochni, przekazałam obowiązki dominikanom z Krakowa. Po weekendzie mamy ostatnie testy i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wracamy do domu.

Trzy i pół tygodnia, dzień w dzień na dyżurze, gorąco, zmęczenie...

Dlatego sztab kryzysowy nas wycofał, choć wszyscy – osiem sióstr i ksiądz – gotowi byliśmy dyżurować dalej.

Naprawdę przez osiem godzin nie można było tego zdjąć?

Naprawdę.

Bez wyjątków?

Zdejmowanie kombinezonu zajmowało mnóstwo czasu, a potem trzeba by nakładać zupełnie nowy, bo to przecież jednorazowe. Więc nie, bez wyjątków.

A siusiu?

Nie ma takiej opcji!

Jak to, nie ma opcji?

Magazyn DGP z 8 maja 2020

Magazyn DGP z 8 maja 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

No nie ma i już. Osiem godzin nie sikamy, więc nie pijemy, bo potem trzeba by korzystać z toalety.

Nawet kawy?

Ani kawy, ani herbaty, ani po nosie się podrapać, nic. Jak miałam dyżur rano, to szłam bez śniadania, bo wolałam głodować niż jeszcze raz przeżywać horror.

Jaki horror?

Najgorsze, gdy na dyżurze dopada cię rewolucja żołądkowa, a raz taką przeżyłam. Zaczęło się po pół godziny…

…a tu jeszcze siedem i pół.

Najszczęśliwszym momentem dnia była chwila, gdy po dyżurze mogłam usiąść na ubikacji… (śmiech) Przepraszam, nie chcę być trywialna.

Wie siostra, co pisali internauci?

Pewnie różne rzeczy.

Że bohaterki, że heroizm, że są z was dumni, że święte, że jasna twarz Kościoła.

Nie, nie, nie! Jakie bohaterstwo?!

Dobrowolnie tam pójść to nie jest bohaterstwo?

Żadne, absolutnie żadne.

Poświęcenie?

A co to jest poświęcenie? Lubię wyzwania. Wiele razy w życiu byłam naprawdę zmęczona. Pamiętam, jak w Kamerunie zaczęłam sprowadzać kontenery z darami z Polski, to nie spałam po trzy noce, bo trzeba było jechać do portu, wypakować, rozdać, pozałatwiać. Albo mieliśmy kilkudniowe sesje w odległych wioskach i spaliśmy u ludzi. Gryzły nas pchły, inne robactwo, nie dawały spać nietoperze, a trzeba było normalnie pracować.

I to nie jest poświęcenie?

(śmiech) Życie jest piękne, chociaż nie zawsze łatwe. A ja robię to, co lubię najbardziej. No, niech mi pan powie, gdzie tu bohaterstwo? Ono może byłoby, gdyby mnie to coś kosztowało, ale to, co robię, jest fajne.

Rozumiem…

Nareszcie!

Rozumiem, że lubi siostra siedzieć osiem godzin w kombinezonie kosmonauty, gdzie ani się podrapać, ani wysikać, ani odpocząć.

Zakonnica nie może używać takich słów, ale to było, przepraszam, upierdliwe, to prawda.

Pierwszy raz to siostra przyznała.

W moim życiu też są trudne chwile, bywam zmęczona, ale to wszystko razem jest tak piękne, że nie przestaję się cieszyć. Wiem, że zawsze przyjdzie chwila, kiedy zaświeci słońce, będzie można wypocząć.


Pozostało jeszcze 81% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie