PiS chce doprowadzić do tego, by Sejm zajął się senackim stanowiskiem dotyczącym ustawy o wyborach korespondencyjnych. – Prezes Kaczyński nie odpuści tej możliwości. Jeśli nie po to, by wygrać głosowanie, to po to, aby wskazać winnego, dlaczego wybory muszą być przesunięte. A więc Gowina i opozycję – twierdzi nasz rozmówca z obozu władzy.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, niemal pewne jest przełożenie terminu wyborów korespondencyjnych na 17 lub 23 maja (procedowana ustawa daje takie uprawnienie marszałkowi Sejmu). Problem w tym, że mogą one zostać zbojkotowane przez Koalicję Obywatelską (KO). Ale właśnie na to liczy PiS. – Jeśli KO będzie namawiać do ich bojkotu, a inne ugrupowania nie, Andrzej Duda ma praktycznie zagwarantowane zwycięstwo w I turze – ocenia nasz informator.

Dopiero jeśli ustawa upadnie w głosowaniu sejmowym, jednym z najbardziej prawdopodobnych wariantów jest ogłoszenie stanu nadzwyczajnego. To rozwiązanie jest zresztą sugerowane przez część ekspertów. – Wariant stanu nadzwyczajnego jest bliższy konstytucji niż inne rozwiązania – ocenił wczoraj konstytucjonalista Ryszard Piotrowski w trakcie prac komisji senackich. Także szef Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak w wywiadzie dla DGP mówił, że stan nadzwyczajny to najprostsza metoda odsunięcia wyborów w czasie.

Przy okazji PiS ma w zanadrzu wariant przedterminowych wyborów parlamentarnych, gdyby ustawa padła. – Wówczas mogłyby się odbyć razem z prezydenckimi w sierpniu. A notowania prezydenta pomogłyby PiS w kampanii – mówi nam osoba zbliżona do Nowogrodzkiej.

Inny nasz rozmówca z PiS nie wykluczałby scenariusza, w którym w odkręcanie sytuacji zostałby zaangażowany Trybunał Konstytucyjny. Wówczas można byłoby doprowadzić 23 maja do wyborów mieszanych – w lokalach wyborczych i korespondencyjnie dla uprawnionych grup osób. Aby tak się stało, z jednej strony należałoby skorygować art. 102 tarczy antykryzysowej i przywrócić głosowanie korespondencyjne wynikające z kodeksu wyborczego oraz uprawnienia PKW, np. w zakresie zlecenia druku kart wyborczych. Z drugiej strony trzeba byłoby przegłosować ustawę o głosowaniu korespondencyjnym, od razu skierować ją do TK i podważyć zawarte tam przepisy – poza tymi, które dają marszałkowi Sejmu prawo do przesunięcia terminu wyborów.

Ale przy takim scenariuszu znów trzeba zaangażować samorządy, które dotąd współpracować z rządem nie chciały. – Mogą się pojawić problemy z kompletowaniem składów komisji czy udostępnianiem lokali wyborczych. Dziś włodarze powołują się na brak podstawy prawnej, potem mogą argumentować swój opór zagrożeniem dla zdrowia mieszkańców – kwituje polityk zbliżony do Nowogrodzkiej.

Nasze źródła w PiS twierdzą, że przez weekend majowy wariant TK rozważał Jarosław Kaczyński, a namawiał go do niego Jarosław Gowin (jako opcję kompromisu, którą może poprzeć część opozycji). Prezes PiS go jednak odrzucił. – Źle wyglądałoby kierowanie do TK ustawy, którą chwilę temu się przegłosowało. Do tego niedawno minister Szumowski mówił, że wybory w lokalach są możliwe za dwa lata – tłumaczy polityk PiS.

Zaczyna się też klarować taktyka Senatu wobec ustawy. Wczoraj połączone komisje zarekomendowały jej odrzucenie. – Wypowiedzi ekspertów nie pozostawiają wątpliwości, tu nie ma miejsca na poprawki – mówi wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka z Lewicy. Podobnie wypowiada się PO. – Ustawa stawia Polskę poza obozem państw demokratycznych. Tu nie ma możliwości kuglowania – wtóruje jej senator PO Bogdan Klich.