statystyki

Budzisz: Zmierzch czy przemiana putinizmu [OPINIA]

autor: Marek Budzisz21.04.2020, 08:00; Aktualizacja: 21.04.2020, 08:16
ównie szybko maleje liczba tych, którzy szanują Putina za sukcesy w polityce zagranicznej (12 proc., najmniej od 2013 r.), za doświadczenie (spadek od lata 2018 r. z 49 do 42 proc.) czy bycie rzeczywistym liderem (spadek z 17 do 13 proc.).

ównie szybko maleje liczba tych, którzy szanują Putina za sukcesy w polityce zagranicznej (12 proc., najmniej od 2013 r.), za doświadczenie (spadek od lata 2018 r. z 49 do 42 proc.) czy bycie rzeczywistym liderem (spadek z 17 do 13 proc.).źródło: ShutterStock

Lew Timofiejew, jeden z weteranów rosyjskiej opozycji, napisał na stronie Echa Moskwy artykuł zatytułowany „Czy Rosja przetrwa do 2024 r.?”. Odwołanie do słynnego eseju Andrieja Amalrika z 1969 r. jest nieprzypadkowe, bo w opinii Timofiejewa wraz z wybuchem epidemii Rosja, a zwłaszcza stworzony przez Władimira Putina system sprawowania rządów, wchodzi w czas próby, której podobnie jak ZSRR nie przetrwa.

Zdaniem Timofiejewa elity, nie będąc w stanie przełamać potrójnego kryzysu gospodarczego, politycznego i społecznego, odwołają się do starych wzorców. Będą chciały mobilizować gospodarkę i społeczeństwo tak długo, aż już nie będzie ani kogo, ani czego mobilizować. Nie dyskutując, na ile te diagnozy są słuszne, oddają one dość powszechnie panujące w Rosji przekonanie, że system opierający się na Putinie znalazł się w kryzysie.

Sam Putin jest zadziwiająco nie obecny. Walka z pandemią została delegowana na urzędników szczebla lokalnego, a jej twarzą stał się mer Moskwy Siergiej Sobianin. Putin ograniczył zaangażowanie do dwóch dość ogólnych wystąpień do narodu oraz dwóch telekonferencji, w trakcie których zagrzewał do walki reprezentantów w terenie. I to jest główny wymiar sytuacji w Federacji Rosyjskiej, w której każdy walczy z pandemią i kryzysem mniej lub bardziej na własną rękę.

Jednym z pierwszych, który wdrożył radykalne środki bezpieczeństwa, był Ramzan Kadyrow, po prostu zamykając Czeczenię dla przyjezdnych. Pod wpływem interwencji premiera Michaiła Miszustina nieco złagodził podejście, deklarując, że przybysze będą mogli przyjechać pod warunkiem okazania zaświadczenia, że są zdrowi. Jednak przykład poszedł w naród i ograniczenia zaczęli wprowadzać inni. Po tym, jak regiony zaczęły budować cały system granicznych punktów kontrolnych, głos zabrał premier. Stwierdził, że nie ma ku temu powodów ani podstaw prawnych. Jeden z gubernatorów, jak twierdzi portal Rosbałt, miał odpowiedzieć, że Putin niczego takiego nie zabronił, a premier nie jest jego przełożonym.


Pozostało jeszcze 74% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie