Do grupy krajów ograniczających mobilność mieszkańców dołączyły Indie, gdzie obostrzenia dotyczą większości z 1,3 mld obywateli. Rząd w Nowym Delhi zdecydował się na dodatkowe środki ostrożności, pomimo że liczba przypadków na subkontynencie ledwo przekroczyła 500. Obawy są jednak takie, że do połowy maja może wzrosnąć nawet do 1 mln, ponieważ wirus pojawił się już poza wielkimi miastami.

Ograniczenia wprowadzają również sąsiedzi Indii. W Pakistanie dotykają one na razie 125 mln ludzi. Pod kwarantanną znalazło się Karaczi (15 mln mieszkańców), ważny port i zarazem największe miasto kraju. Ograniczenia wprowadzono w najbardziej ludnej prowincji, czyli Pendżabie (110 mln mieszkańców). I tu, i tam władze nakazały pozostanie w domach i opuszczanie ich tylko w uzasadnionych przypadkach. W Bangladeszu (165 mln mieszkańców) władze już w ubiegłym tygodniu zawiesiły szkoły, a od dziś nie kursują tam także pociągi i państwowe autobusy. Zalecono ludziom pozostanie w domach; na razie środki te mają obowiązywać do 4 kwietnia.

Chiny luzują

Władze 32-milionowej Malezji już w ubiegłym tygodniu nałożyły ograniczenia co do możliwości przemieszczania się obywateli. Jutro wejdzie w życie stan wyjątkowy w 70-milionowej Tajlandii, który daje władzom w Bangkoku np. możliwość wprowadzenia godziny policyjnej. W Indonezji na razie ograniczeniom zostali poddani tylko mieszkańcy 10-milionowej stolicy Dżakarty.

W prawie 100-milionowm Wietnamie zamknięte są szkoły, a podróżujący między miastami muszą wypełniać specjalne deklaracje. Nie zmienia to jednak faktu, że udało się tutaj uniknąć ograniczeń na modłę chińską czy europejską, poza punktowymi zakazami związanymi z ogniskami wirusa czy miejscami popularnymi wśród turystów. W 82-milionowym Iranie, gdzie SARS-CoV-2 uderzył najmocniej w Azji po Chinach, władze wciąż nie zdecydowały się na ogólnokrajową kwarantannę, chociaż zrobiła to już znacznie mniejsza Jordania.

W Japonii, która bardzo wcześnie zaczęła mierzyć się z wirusem, a wzrost liczby zakażeń jest tam niewielki (chociaż stały), władze nie wykluczyły wprowadzenia ograniczeń w stolicy. Wczoraj premier Shinzō Abe ogłosił również, że o rok przełożone zostaną igrzyska olimpijskie. Po dwóch miesiącach stanowczych działań proces poluzowywania środków ostrożności rozpoczęły za to władze Chin. Od dzisiaj mieszkańcy prowincji Hubei mogą podróżować do innych części kraju, o ile nie znajdują się w grupie ryzyka (np. nie mieli styczności z chorymi).

Zasada ta nie dotyczy jednak mieszkańców Wuhanu, którzy będą mogli opuścić miasto dopiero na początku kwietnia. Gardy nie opuszczają też samorządowcy w innych miastach Chin, w tym Szanghaju i Pekinie, gdzie pojawiły się z kolei przypadki zawleczone z zagranicy. W szczytowym okresie ograniczenia w mobilności w Państwie Środka dotyczyły nawet 780 mln ludzi, w tym 300-milionowych robotniczych armii migrantów wewnętrznych, którzy w wyniku zawieszenia połączeń między prowincjami nie mogli wrócić do swoich miejsc pracy po chińskim Nowym Roku.

Półkula południowa się trzyma

Środki ostrożności są wprowadzane także na innych kontynentach. Dzisiaj o północy weszły one w życie w 25-milionowej Australii oraz w pobliskiej, prawie 5-milionowej Nowej Zelandii. Podobnie jak w Polsce, mieszkańcy tych krajów mają zostać w domach, poza uzasadnionymi wyjątkami. Zamknięto też miejsca, gdzie może dojść do spotkań z innymi ludźmi (zakłady usługowe, restauracje, puby). Podobne reguły będą obowiązywać od jutra w 57-milionowej Południowej Afryce, gdzie władze ogłosiły wprowadzenie 21-dniowego stanu wyjątkowego.

Z prawie 500 przypadkami RPA jest na razie najbardziej dotkniętym koronawirusem krajem w Afryce; w większości państw liczba przypadków nie przekracza 10. Patogenowi nie chce dać szansy 100-milionowy Egipt, gdzie od dzisiaj między 7 wieczorem a 6 rano obowiązuje godzina policyjna. Następnym krajem, który ogłosi ograniczenia dla obywateli, może być 200-milionowa Nigeria, której władze są krytykowane za zbyt wolną mobilizację zasobów. Bary nie działają już w 50-milionowej Kenii.

SARS-CoV-2 stosunkowo łagodnie obchodzi się na razie z Ameryką Południową, gdzie na ogólnokrajowe kwarantanny trwające do początku kwietnia zdecydowały się 11-milionowa Boliwia i 33-mlionowe Peru. W 17-milionowym Ekwadorze, gdzie liczba przypadków COVID-19 zbliża się do 1000, zakazano zgromadzeń publicznych.

Ciężkie liczby

Na Starym Kontynencie ograniczenia w swobodzie poruszania się obowiązują pół miliarda ludzi. Wyjątkiem są liczące po 10 mln mieszkańców Białoruś i Szwecja, gdzie wciąż otwarte są szkoły i restauracje, a zakazy zgromadzeń publicznych obowiązują tylko punktowo. Szkoły są otwarte w Wielkiej Brytanii, ale rodzicom zostawiono wybór, czy chcą tam wysyłać dzieci. Najtwardsze reguły obowiązują w Belgii, Francji, Hiszpanii i we Włoszech. W USA już prawie 160 mln mieszkańców usłyszało, żeby zostać w domu.

Środki ograniczające mobilność oznaczają straty gospodarcze. Jak duże mogą być, pokazuje przykład Chin. Firmy analityczne Capital Economics i China Beige Book szacują, że w I kw. PKB spadł rok do roku o przynajmniej 10 proc., zaś eksperci Goldman Sachs szacują, że recesja wyniosła 9 proc. Wcześniej analitycy, owszem, przewidywali spowolnienie, ale nie aż tak głębokie. Do zmiany zdania zmusiły ich chińskie statystyki, w tym spadek sprzedaży w pierwszych dwóch miesiącach roku o 1/5 w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r. czy ograniczenie inwestycji o 1/4.