statystyki

Prezydent USA szuka na Ukrainie serwera z e-mailami jego oponentów

autor: Radoslaw Korzycki25.11.2019, 07:27; Aktualizacja: 25.11.2019, 07:37
Histeryczny list Jima Comeya do członków Kongresu nie miał natomiast żadnych konsekwencji formalnoprawnych. FBI do końca oczyściło Hillary Clinton z zarzutów. Sam Comey popełnił jednak błąd, który ironią losu doprowadził do tego, że utracił stanowisko.

Histeryczny list Jima Comeya do członków Kongresu nie miał natomiast żadnych konsekwencji formalnoprawnych. FBI do końca oczyściło Hillary Clinton z zarzutów. Sam Comey popełnił jednak błąd, który ironią losu doprowadził do tego, że utracił stanowisko.źródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: PETE MAROVICH POOL

Donald Trump podczas rozmów telefonicznych z Wołodymyrem Zełenskim poruszył kwestię nie tylko ewentualnych kwitów na byłego wiceprezydenta i swojego rywala Joego Bidena. Pytał też o tajemniczy serwer, na jakim mają się znajdować e-maile Hillary Clinton.

„Gdzie jest serwer? Podobno ma go Ukraina” – miał powiedzieć amerykański przywódca do Zełenskiego. Trumpa interesuje też amerykańska firma CrowdStrike, która – jego zdaniem – ma należeć do jednego z ukraińskich oligarchów i przeszkadzała mu w kampanii 2016 r. Amerykański prezydent zdaje się ufać spiskowym teoriom, które od dłuższego czasu rozsiewają alt-prawicowe portale informacyjne, głównie Breitbart. Według nich wspomniana korporacja informatyczna, która mieści się w Kalifornii i znajduje się w amerykańskich rękach, miała „ukraść” serwer z e-mailami demokratów i schować go „gdzieś na Ukrainie”, a potem zebrane na nich dane wykorzystywać do wrabiania Władimira Putina w to, że ingerował w kampanię wyborczą w USA i pomagał Trumpowi wygrać. W rzeczywistości, co sprawdziło FBI, nie istnieje żaden taki serwer, a CrowdStrike ma w sumie 140 serwerów rozmieszczonych w różnych miejscach na terytorium Stanów Zjednoczonych. Nie ma na nich żadnej korespondencji Partii Demokratycznej.

Ale firma ta z pewnością podpadła Władimirowi Putinowi, co może tłumaczyć, dlaczego w środowiskach alternatywnej prawicy w USA uchodzi za czarny charakter. Przypomnijmy, dlaczego Kreml tak bardzo nie lubi CrowdStrike. W czasie ofensywy na Donbasie rosyjscy hakerzy zdołali umieścić w telefonach wielu ukraińskich żołnierzy złośliwe oprogramowanie, które pozwalało ustalać ich pozycję. W 2016 r. kalifornijska firma opublikowała na ten temat raport. Dzięki temu artyleria Rosjan i separatystów znacznie celniej ostrzeliwała pozycje Ukraińców, zadając im cięższe straty. To prawdopodobnie pierwszy przykład tak skutecznego zastosowania ataku cybernetycznego, który przełożył się na realne działania bojowe. Z dochodzenia CrowdStrike wynikało, że rosyjska grupa hakerska posługiwała się takimi nazwami jak „APT 28, „Fantazyjny Miś” czy „Przytulny Miś”. Ta sama wspierana przez Kreml grupa miała się ‒ wedle zarówno FBI, jak i śledczych z zespołu specjalnego prokuratora Roberta Muellera pow ołanego do zbadania Russiagate ‒ skutecznie włamać się do systemów Partii Demokratycznej podczas kampanii prezydenckiej w USA i przejąć e-maile byłej pierwszej damy.


Pozostało jeszcze 51% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie